Reklama

Reklama

Pełnia Bluesa #67: Lil Hardin Armstrong zmarła na koncercie ku pamięci byłego męża

27 sierpnia minie 50 lat od śmierci Lil Hardin - drugiej żony Louisa Armstronga. Wybitna jazzowa pianistka - grając koncert ku pamięci zmarłego byłego męża - miała atak serca. O tej historii w #67 Pełni Bluesa. Do dzisiejszej playlisty dodamy także wspomnienia z włoskich bluesowych pubów oraz sprawdzimy, jak brzmi Nowa Zelandia.

Lil Hardin i Louis Armstrong spotkali się w King Oliver’s Creole Jazz Band

Niespełna dwa miesiące po śmierci Louisa Armstronga - jednego z najbardziej znanych jazzmanów - Lil Hardin postanowiła zagrać koncert w Civic Center Plaza w Chicago. Show było poświęcone pamięci jej byłego męża. Wybitna jazzowa pianistka odeszła w sposób, o jakim marzy wielu aktorów i muzyków - na scenie. Zasłabła, wykonując "The St. Louis Blues". Zmarła w wieku 73 lat w drodze do szpitala. Przyczyną był atak serca.

"Mały Louis"

Małżeństwo Hardin z Armstrongiem trwało od 1924 do 1938 roku. Kobieta miała ogromny wpływ na jego karierę. W momencie ich ślubu Lil była już rozpoznawalną jazzową pianistką grającą w King Oliver's Creole Jazz Band w Chicago. Armstrong przybył do miasta z Nowego Orleanu w 1922 roku, mając 22 lata.

Reklama

Gdy Hardin usłyszała, że "mały Louis" miał dołączyć do zespołu, wykrzyknęła: "Mały? Ważył ponad 100 kilogramów. Miał niepasujący garnitur z drugiej ręki, za mały kapelusz i sterczącą grzywkę - modną, ale w Nowym Orleanie".

King Oliver - uważany wówczas za najlepszego jazzmana grającego na kornecie - powiedział jej, że młody Armstrong jest tak dobry, że pozostanie w zespole, również grając na tym instrumencie. Lil zaczęła słuchać przyszłego męża. Ich codzienny kontakt przerodził się w przyjaźń, a następnie w małżeństwo.

Jedną z najbardziej znanych piosenek Lil - "Oriental Swing" - w 2012 roku wziął na warsztat electro swingowy muzyk Parov Stelar. Tak powstało "Booty Swing", zyskując rozgłos rok później, po wykorzystaniu w reklamie Chevroleta.

Jak brzmi Nowa Zelandia?

Na scenie pokazuje to 35-letnia Gin Wigmore. Pierwszą piosenkę napisała w wieku 14 lat. Dwa lata później jej ojciec zmarł na raka, co spowodowało przestój w graniu muzyki.

Gin wyjechała wtedy na wymianę do Argentyny, by zająć się uczeniem w przedszkolu. Po powrocie napisała piosenkę "Hallelujah", będącą hołdem dla taty i pogodzeniem z jego odejściem.

Pierwszą epkę Wigmore wydała kilka lat później, w 2008 roku. Gra, tworzy i koncertuje do dziś.

Posłuchaj całej playlisty Pełni Bluesa #67!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Louis Armstrong | Pełnia Bluesa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje