Reklama

The Ramones: Najbardziej niedoceniony zespół świata

The Ramones, koncert w Manchesterze, 21 grudnia 1977 r. /Howard Barlow /Getty Images

Amerykański zespół The Ramones zmienił oblicze muzyki rockowej, inicjując punkową rewolucję. Jego gitarzysta, Johnny Ramone, swą grą zyskał uznanie wielu sław i często pojawiał się w zestawieniach najlepszych gitarzystów świata. Grupa wywarła wielki wpływ na wielu wykonawców, w tym także na polskich wykonawców, ale sukcesu nigdy nie osiągnęła. W dodatku żaden z muzyków z oryginalnego składu już nie żyje.

Kurtkę "ramoneskę" zna chyba każdy. Jej polska nazwa pochodzi właśnie od The Ramones, którzy na co dzień i podczas występów, nosili czarne, motocyklowe, skórzane kurtki. Chcieli w ten sposób odróżnić się od całej reszty establishmentu muzycznego połowy lat 70., prezentując się w strojach znanych z ulic Nowego Jorku. Ich kurtki, w połączeniu ze zwykłymi trampkami i wąskimi, podartymi na kolanach jeansami, były jednym z ważnych elementów ich rewolucji.

The Ramones: zespół tragiczny

The Ramones na trwale zapisali się w historii muzyki rockowej, ale nigdy nie odnieśli sukcesu komercyjnego. Ich twórczość byłą inspiracją dla ogromnej rzeszy muzyków na całym świecie, ale płyty grupy nie sprzedawały się dobrze. Klamrą spinającą tragizm ich historii była śmierć, w odstępie zaledwie kilku lat, trzech jej najważniejszych członków, założycieli zespołu - wokalisty Joye'a Ramone (zm. 2001), basisty Dee Dee Ramone (zm. 2002) i właśnie gitarzysty, Johnny'ego Ramone (zmarł 15 września 2004 roku). Ostatni z nich, producent i perkusista Tommy Ramone, odszedł w 2014 r.

Reklama

Siłą napędową grupy był Johnny  Ramone, który naprawdę nazywał się John William Cummings. Urodził się i wychował w nowojorskiej dzielnicy Queens. Na gitarze grał już jako nastolatek, występował nawet w lokalnym zespole, ale proza życia zmusiła go do pracy w charakterze pomocnika hydraulika, czyli własnego ojca.

Dorabiał też dostarczając pranie z jednej z lokalnych pralni i dzięki temu poznał na początku lat 70. Douglasa Colvina (czyli późniejszego Dee Dee Ramone'a). Obaj byli wielkimi fanami the Stooges i MC5, nic więc dziwnego, że postanowili założyć własną grupę. Kupili sobie tanie, używane gitary i szukali wokalisty oraz perkusisty.

Z tym pierwszym poszło im szybko, gdyż poznali chudego dryblasa Jeffreya Hymana (później znanego jako Joey Ramone). Ze znalezieniem perkusisty poszło im trudniej. Zorganizowali nawet publiczne przesłuchanie kandydatów, ale bez efektu. W końcu Cumming przypomniał sobie o węgierskim emigrancie Tamásie Erdélyi, z którym kiedyś grał w szkolnym zespole - przyjął on propozycję, przyjął pseudonim Tommy Ramone i tak 30 marca 1974 roku the Ramones zagrali swój pierwszy koncert.

Bracia Ramone?

Jeszcze na początku istnienia The Ramones wszyscy muzycy zgodnie uznali, że będą występować pod pseudonimami, a właściwie pod jednym. Używali więc wspólnego "nazwiska" Ramone, czego efektem ubocznym był fakt, że wiele osób myślało później, iż są... braćmi. Nie ukrywali, iż inspiracją było dla nich pod tym względem działające w połowie lat 60. amerykańskie trio the Walker Brothers, którego członkowie też używali wspólnego pseudonimu.

Istnieje kilka wersji, skąd wziął się pseudonim "Ramone" i sama nazwa grupy. Na pewno używał go jeszcze w latach 60. Colvin, który - jak sam wspominał - zainspirował się wówczas pseudonimem "Paul Ramone" używanym przez Paula McCartneya pod koniec lat 50., gdy meldował się w hotelach. Finalnie to basista przekonał pozostałych do swego pomysłu i nazwania zespołu The Ramones.

Szybko i krótko

The Ramones nie wymyślili muzyki punkowej, ale zaczęli prawdziwą rewolucję. Królujące w muzyce rockowej w połowie lat 70. bombastyczne, natchnione, wielominutowe dzieła, nagle musiały się zmierzyć z niesamowitą energią, krótkim, zazwyczaj dwuminutowym, nie zawsze perfekcyjnym graniem, w dodatku bez tak popularnych wtedy solówek. Ich koncerty, a całą karierę grali tylko w małych klubach, trwały początkowo krócej niż 17 minut, prezentowali utwory jeden po drugim, niemal bez przerw.

"Byliśmy po prostu znudzeni tym, czego można było posłuchać w tamtych czasach. Brakowało nam muzyki, jaką kiedyś lubiliśmy" - wyjaśniali wiele lat później muzycy.

Punkowa rewolucja

Nic dziwnego, że gdy w lipcu 1976 roku The Ramones przyjechali na kilka występów do Anglii, promując debiutancki album, trafili na podatny grunt. Podziwiali ich m.in. Marc Bolan z T.Rex oraz członkowie Sex Pistols i the Clash. Co prawda byli oni nieco zrażeni wyglądem Amerykanów (do końca istnienia grupy wszyscy nosili długie włosy, co było nie do przyjęcia dla krótko strzyżonych punków), ale zobaczyli, jak można prosto grać i jak zachowywać się na scenie. Płomień punkowej rewolucji zapłonął.

Również w rodzinnym kraju The Ramones, szczególnie po ich występach w Kalifornii, na które przychodzili przyszli muzycy Dead Kennedys, Ministry i Bad Religion.

The Ramones wciąż tacy sami

Przez praktycznie cały okres działalności grupy, zakończonej w 1996 roku, The Ramones ani na jotę nie zmienili swej muzyki. Jak twierdzili w wywiadach, "na tym polega nasza wielkość". Uparcie trzymali się jednej formuły, mimo iż muzyka wokół nich, jaką na swój sposób zainicjowali, zmieniała się, ewoluowała, przerodziła się w niezwykle owocny nurt nowofalowy, i to zarówno w Anglii, jak i w USA.

Dlatego m.in. nie odnieśli należnego im sukcesu komercyjnego, mimo iż wiele z ich utworów miało potencjał na stanie się dużym przebojem - "Blitzkrieg Bop", "I Wanna Be Your Boyfriend", "Sheena Is a Punk Rocker" czy "I Wanna Be Sedated". The Ramones byli wierni temu, co ich najbardziej inspirowało, czyli głównie rockandrollowym wykonawcom z lat 50. oraz rockmanom lat 60. Nic dziwnego, że ich muzykę często określa się mianem "power pop".

Mimo iż ich kolejne płyty sprzedawały się coraz gorzej, do końca byli wielką atrakcją koncertową. Dlatego mają w dorobku aż kilka albumów koncertowych, które kupowali najbardziej zagorzali fani. Ale w końcu zaczęły się coraz poważniejsze wewnętrzne niesnaski, problemy z alkoholem i narkotykami. W efekcie następowały kolejne zmiany personalne.

W hołdzie The Ramones

Paradoksalnie, im więcej czasu mija od zakończenia przez grupę działalności, tym więcej pojawia się pochlebnych opinii na jej temat. Kilka lat temu ktoś policzył, że na całym świecie wydano ponad 50 albumów w hołdzie The Ramones! W powstaniu wielu z nich brały udział największe gwiazdy.

Warto wspomnieć dla przykładu choćby płytę "We're a Happy Family: A Tribute to Ramones" (2003), zawierającą nowe wersje kompozycji grupy, w wykonaniu m.in. Red Hot Chili Peppers, U2, Metalliki, Kiss, Green Day, the Offspring i Rancid.

Były też inne, trochę nietypowe wyrazy hołdów. Amerykańska hardcore’owa grupa Bad Brains zaczerpnęła nazwę właśnie od tytułu utworu The Ramones. Billie Joe Armstrong z zespołu Green Day nadał swojemu synowi imię Joey, na cześć wokalisty Joey'a Ramone, a perkusista Tre Cool nazwał swoją córkę Ramona.

Wielkimi fanami Ramonesów byli także członkowie Motörhead - w 1991 roku nagrali utwór "R.A.M.O.N.E.S.", natomiast Lemmy pojawił się na pożegnalnym koncercie grupy w 1996 r. w Hollywood. Lista znanych muzyków, którzy przyznawali się do bycia fanami The Ramones, jest zresztą długa. Wśród nich warty wymienić m.in. Dave'a Grohla (Nirvana i Foo Fighters), Eddiego Veddera (Pearl Jam) oraz członków The Strokes.

Johnny Ramone uznanym gitarzystą

Spośród wszystkich muzyków grających w The Ramones, największym indywidualnym uznaniem cieszył się gitarzysta Johnny Ramone. W 2003 roku znalazł się on w zestawieniu "10 najwspanialszych gitarzystów świata" tygodnika "Time", a wkrótce potem magazyn "Rolling Stone" umieścił go na 16. miejscu swej listy "100 najlepszych gitarzystów wszech czasów".

John "Johnny Ramone" Cummings zmarł 15 września 2004 r. w wieku 55 lat. Od kilku lat walczył z rakiem prostaty. Gdy umierał w swym domu w Los Angeles, była przy nim żona i kilkoro przyjaciół, m.in. Eddie Vedder z Pearl Jam, Rob Zombie, reżyser Vincent Gallo oraz... Lisa Maria Presley. Kilka dni wcześniej odbył się w Los Angeles koncert, mający uczcić 30. rocznicę powstania The Ramones. Johnny nie był już wstanie pojawić na nim, napisał tylko specjalny list.

Nie ma grobu, gdyż żona zdecydowała się trzymać jego prochy w domu. Przyjaciele wystawili mu więc pomnik na cmentarzu "Hollywood Forever" w Hollywood. Na ceremonię odsłonięcia przyszli m.in. aktor Nicolas Cage, Eddie Vedder, Tommy Ramone, C.J. Ramone, Vincent Gallo i John Frusciante (gitarzysta Red Hot Chili Peppers).

Tomasz Słoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL