Reklama

"Na właściwym torze"

Fińska grupa The Rasmus zrobiła sobie aż czteroletnią przerwę po płycie "Black Roses". Lauri Ylönen z kolegami zapowiadali album zatytułowany po prostu "The Rasmus" jako powrót do korzeni.

Przy okazji wizyty w Warszawie wokalista Lauri Ylönen i basista Eero Heinonen odpowiedzieli na kilka pytań Justyny Tawickiej.

Reklama

Od wydania waszej poprzedniej płyty minęły cztery lata. Dlaczego trwało to tak długo?

Lauri Ylönen: - To całkiem sporo jak na zespół, który zwykł częściej publikować premierowy materiał, ale nie stało się tak bez przyczyny. Chcieliśmy zrobić sobie małą przerwę. Każdy z nas zajmuje się przecież nie tylko muzyką. Ja sam wydałem w ubiegłym roku album solowy, który ukazał się również w Polsce i poradził sobie całkiem nieźle. Eero też zajmował się własnymi sprawami...

Eero Heinonen: - Tak, zimą realizowałem bardzo interesujący projekt, a mianowicie - mój pierwszy film. Zdjęcia kręciliśmy w Nepalu i Indiach. Ja stałem za kamerą, a główną rolę zagrał jeden z moich przyjaciół. Spędziliśmy w Himalajach jakieś dwa miesiące. Latem zabierzemy się za montaż, a na wrzesień zaplanowana jest premiera filmu.

Jak wyglądały nagrania do "The Rasmus"?

Lauri Ylönen: - Chcieliśmy, żeby na tej płycie wszystko wyglądało inaczej. Poprzedni album nagrywaliśmy w Ameryce, z bardzo liczącym się w branży producentem. Towarzyszyła temu spora presja. Można więc powiedzieć, że chcieliśmy wrócić do korzeni. Zależało nam na tym, żeby wszystko odbyło się w kameralnym otoczeniu i bez zbędnych komplikacji. Wróciliśmy do naszej starej sali prób. Wszystkie utwory powstały w ciągu zaledwie kilku miesięcy, a potem od razu weszliśmy do studia. Przez cały czas mieliśmy poczucie, że uczestniczymy w czymś świeżym, spontanicznym. Wydaje mi się, że ten album bardzo dobrze to oddaje.

Eero Heinonen: - Kiedy ubiegłego lata rozpoczynaliśmy próby nagraniowe, wyglądało to tak, że po prostu zbieraliśmy się i graliśmy cokolwiek, bo przecież mieliśmy długą przerwę we wspólnym graniu. Na początku czuliśmy się trochę dziwnie, ale szybko zaczęły przychodzić nam do głowy fajne pomysły. Takie wspólne tworzenie po dłuższej przerwie okazało się naprawdę inspirujące. To chyba jest w tym wszystkim najważniejsze - kiedy pojawia się inspiracja, wiesz, że jesteś na właściwej ścieżce. Z tej perspektywy dobrze się stało, że każdy z nas na pewien czas poświęcił się czemuś innemu.

Zobacz teledysk "I'm a Mess":

Czy "The Rasmus" ma jakieś jedno przesłanie? Czy można powiedzieć, że piosenki są jakoś ze sobą powiązane?

Lauri Ylönen: - Każda piosenka stanowi odrębną całość. Taka zresztą przyświecała nam idea: nie myśleć o tym zanadto; nie tworzyć kategorii. Siedliśmy po prostu do pisania piosenek z założeniem, że wszystko, co w ten sposób powstanie, warte będzie nagrania. Chcieliśmy, żeby wszystko działo się spontanicznie. Postanowiliśmy iść na żywioł i nie zastanawiać się nad niczym dwa razy. Dziś czujemy, że wróciliśmy na właściwy tor.

Tłumaczenie: Katarzyna Kasińska

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lauri | Po prostu | Rasmus | Lauri Ylonen | wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje