Reklama

Marcelina: Grubsonowi się nie odmawia

Zdziwiłam się bardzo, bo to przecież zwykła ballada z samą gitarą. Walczyłam bardzo długo, żeby ta piosenka pojawiła się na płycie, bo chłopcy z zespołu marudzili ,że "balladę to możesz sobie śpiewać na koncertach" - Marcelina o "Karmelove" /Krzysztof Mossakowski /materiały prasowe

Nowa płyta, projekt Panny Wyklęte, duet z Piotrem Roguckim i z raperami, a także początki w telewizji. To tylko niektóre tematy, jakie przewinęły się w naszej rozmowie z Marceliną.

Reklama

Marcelina to wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka. Na swoim koncie ma dwa albumy studyjne "Marcelina" oraz "Wschody/Zachody", a jej najpopularniejszymi utworami są "Karmelove", "Szukam Cię" oraz "Znikam".

Daniel Kiełbasa, Interia: Twoja ostatnia płyta ukazała się w październiku 2013 roku. Zaangażowałaś się w sporo projektów w ostatnim czasie, ale o twojej nowej płycie jest dość cicho. Szykujesz coś na ten rok? Jak kształtują się plany wydawnicze?

Reklama

Marcelina: - Niedawno zaczęliśmy nagrania - kompozycje są przygotowane, teksty w większości napisane i właśnie jesteśmy w fazie rejestrowania materiału w studiu. Do końca wakacji chcemy zakończyć prace nad płytą, która ukaże się prawdopodobnie jesienią.

- Myślę, że ten odstęp pomiędzy kolejnym materiałem nie jest przesadnie długi. Akurat jest to czas, by zagrać trasę, być wszędzie, pokazać się z materiałem i zacząć pisać nowe piosenki. Dwa lata to idealny moment.

A szykujesz jakieś niespodzianki?

- Pewnie coś może się wydarzyć, ale takie rzeczy zostawiam na ostatnią chwilę. To będą spontaniczne decyzje. Tak samo było przecież z "Karmelove". Początkowo nie planowałam żadnych gości. To wyszło dopiero w studiu, kiedy zorientowaliśmy się, że potrzebujemy do utworu męskiego głosu i padło na Roguckiego. Mogę natomiast zdradzić, że płyta będzie bardziej gitarowa i troszeczkę ostrzejsza.

Zobacz klip "Karmelove":

Kiedyś powiedziałaś, że chętnie nagrałabyś płytę na setkę. Rozumiem, że ta nie powstanie w taki sposób...

- To się nie uda z tego względu, że muzycy bardzo dużo grają i są w rozjazdach. Bardzo trudno byłoby  ustawić ich kalendarze na miesiąc, żeby to wszystko nagrać. Tak nie będzie, ale staramy się uzyskać efekt jak najbardziej zbliżony do tego, który uzyskujemy na żywo. Będzie ewolucja, ale nie rewolucja.

Cofnijmy się w przeszłość, czyli do projektu Marija. Wraz zespołem wystąpiłaś w programie "Nowa Generacja". Jak wspominasz pierwszy kontakt z telewizją i z formatem talent show?

- Do wzięcia udziału w programie przekonała nas formuła, czyli możliwość grania własnych piosenek z własnym zespołem. Natomiast, jak to w telewizji, szybko okazało się, że swoją piosenkę można zagrać tylko raz, a potem zostają covery. Tego typu programy to raczej nie jest moja droga i to mnie tylko utwierdziło w tym przekonaniu. Nie wspominam jednak tego źle, bo poznałam mnóstwo wspaniałych osób, ale cieszę się, że było to na początku kariery i nie była to popularna stacja telewizyjna.

W jury programu zasiadali Jan Borysewicz oraz Michał Figurski. Jak ocenili wasze popisy?

- Oceny były różne, ale przeważnie mówiono o nas w pozytywnym kontekście. Ja w tym czasie zaczynałam pisać piosenki, więc dobrze było poznać opinię innych.

Niedługo potem posypały się propozycje. Wystąpiłaś w konkursie Coke Fresh, wydałaś płytę, zostałaś nominowana do Fryderyka, potem pojawiła się druga płyta, zagrałaś też na Open’erze. Można powiedzieć, że w pewnym momencie zrobił się na ciebie "mały boom". Czy odczuwasz jakieś oznaki popularności?

- No tak, powolutku. Wszystko w moim przypadku działo się stopniowo, dlatego też moje życie nie zmieniło się z dnia na dzień, ale powoli zauważam objawy popularności. Obrałam sobie taktykę małych kroczków, które powoli realizuję i cały czas staram się iść do przodu. Skupiam się na muzyce i nie rozdrabniam na inne rzeczy.

W czerwcu 2013 roku wystąpiłaś w pewnym teledysku. Pewnie kojarzysz, o jaki chodzi?

- Ten Typ Mes!

Dokładnie. Gdy przygotowywałem się do rozmowy, w komentarzach pod wcześniejszymi wywiadami z tobą większość osób przypinała ci jedną łatkę. Wszyscy pisali, że "to jest ta laska od Mesa".

- Mój występ w klipie to zasługa Moniki Borzym, która zadzwoniła do mnie i powiedziała, że kręcą teledysk i potrzebują fajnych ludzi do nagrania. Mi dostał się nawet większy epizod. A że wszyscy w środowisku się lubią i znają, to często pojawiają się takie zaproszenia. Potem niektórzy kojarzą cię tylko z teledysku, a z drugiej strony pod klipem zaczęły pojawiać się komentarze takie jak "o Marcelina, to mógł być duet".

Zobacz klip "Urszula":

Mes był pierwszym raperem, z którym luźno współpracowałaś. Potem okazało się, że całkiem nieźle odnajdujesz się w tym środowisku. Następny był duet z VNM-em na "Utopii" Pawbeatsa w utworze "Nie szukaj mnie". Jak wyglądała ta współpraca?

- Pawbeatsowi trochę z tą płytą zeszło. Od jego propozycji do nagrania minęło chyba półtora roku. Zgodziłam się wtedy, bo można było sprawdzić się w czymś totalnie innym, a dodatkowo nie miałam wtedy żadnych duetów. Potem pojawiła się jeszcze propozycja od Grubsona, a jemu się nie odmawia. Dzięki tym współpracom miałam okazję sprawdzić się w hip hopie i teraz pewnie nie będę kroczyła tą ścieżką, ale wtedy to było dla mnie ciekawe wyzwanie. 

Zobacz klip "Jedna z planet" oraz posłuchaj utworu "Nie szukaj mnie":

Duety z raperami nie przyniosły ci jednak tak ogromnej popularności jak ten z Piotrem Roguckim. Jak zareagowałaś na ogromną falę popularności numeru? Ten utwór w pewnym momencie był niemal na każdej tablicy na Facebooku.

- Zdziwiłam się bardzo, bo to przecież zwykła ballada z samą gitarą. Walczyłam bardzo długo, żeby ta piosenka pojawiła się na płycie, bo chłopcy z zespołu marudzili, że "balladę to możesz sobie śpiewać na koncertach". Na album kompozycja wskoczyła więc w ostatniej chwili i pojawił się w niej Piotrek Rogucki, który chwilę później trafił do jury talent show i tak to się napiętrzyło, że nagle zrobiło się z tego 6 milionów wyświetleń. To taka antyteza, że ballady się nie sprzedają i nie są popularne.

Na koniec chciałbym zapytać cię o projekt Panny Wyklęte. Na nowym albumie "Panny Wyklęte - Wygnane vol. 2" już się nie pojawiłaś, ale w dalszym ciągu można usłyszeć cię w składzie koncertowym. Jak myślisz, czy wydane płyty i zagrane koncerty zdały egzamin i czy zainteresowały młodzież trudną tematyką?

- Ten projekt pokazał, że bardzo wielu młodych ludzi interesuje się historią i jest zapotrzebowanie na przekazywanie ciężkich losów Polski w niepompatyczny sposób. To widać po koncertach i liczbie osób, która na nie przychodzi. Rozstrzał wiekowy jest bardzo duży, bo pojawiają się rodziny z małymi dziećmi, młodzież, ale i kombatanci. Widać, że te piosenki do nich trafiają. Podchodzą do nas po występie, pytają, wgłębiają się w teksty. Następnie przychodzą do domów i sięgają po książki i filmy i w taki sposób budują patriotyczną świadomość.

Oprócz przekazywania wiedzy historycznej, zaszczepiacie z Malejonkiem miłość do ojczyzny, która czasem może objawiać się w małych czynach...

- My Polacy często uderzamy w patetyczną nutę i brniemy ze skrajności w skrajność. Ja tego nie lubię. Uważam, że mówienie o historii jest ważne, gdyż dzięki temu pamiętamy o ludziach, którzy walczyli o to, żebyśmy mogli żyć w spokoju. I właśnie to mam w głowie, gdy śpiewam. Lubię Polskę i lubię tutaj mieszkać i robię nawet jakieś drobne rzeczy, aby żyło się tutaj lepiej. Lubię nasz klimat i tradycję  i dbam o nią, ale nie chciałabym chwytania bez potrzeby za szabelkę.

Posłuchaj utworu "Historie zagubione":

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marcelina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje