Reklama

"Ja się wstydzę"

W końcu wybór padł na „Keskese”. Kto podjął decyzję?

Reklama

To była moja decyzja, wytwórnia zaproponowała coś innego. Wiesz, ja lubię wszystkie piosenki z tej płyty, ale ich propozycja nie do końca mi odpowiadała, nie informowała, co znajduje się na „Sushi”, była za bardzo obok. Natomiast „Keskese” wydawała mi się bardzo zbliżona do tego, co można znaleźć na tym albumie.

Teledysk do „Keskese” wyreżyserował twój narzeczony, Redbad Klynstra. Był bardzo wymagający?

Tak, ale on akurat mógł sobie na to pozwolić, bo ja raczej słabo współpracuję z reżyserami. Utrudniam im pracę nie ze złej woli, ale na przykład dlatego, że pewne rzeczy wstydzę się zrobić. Redbad, w związku z tym, że jesteśmy blisko ze sobą, miał prawo do tego, żeby mnie namawiać na różne eksperymenty i najczęściej się godziłam. Lubię z nim pracować, bo mu ufam. Z „Keskese” jest w ogóle niezła akcja, bo ani tytuł nie ma nic wspólnego z treścią piosenki, ani treść piosenki nie ma nic wspólnego z teledyskiem. Teledysk jest opowieścią o tym, że do spotkań między ludźmi różnego pokroju dochodzi na poziomie transakcji. Bohaterem teledysku jest moneta, która przechodzi z rąk do rąk - ktoś tą monetą płaci komuś za jakąś usługę. Są tylko dwie osoby, które się z tego wyłamują, a mianowicie bandyta, który kradnie te pieniądze i babcia, która daje na ofiarę. Chociaż babcię również można podciągnąć pod kogoś, kto uprawia interes z Bogiem, też jest to transakcja. A ja gram wszystkie te postacie.

Czy to prawda, że zamierzasz ponownie zmienić stan cywilny? Chcecie wziąć ślub tradycyjny, czy marzy wam się coś ekstrawaganckiego?

Nie mam pojęcia jak będzie wyglądał nasz ślub. Może nie w białej sukni, bo biały kolor pogrubia, ale raczej chciałabym ślub tradycyjny. Takie plany rzeczywiście występują obecnie w przyrodzie, ale okazało się, że afera z tym związana jest zbyt duża, żebym mogła się w tej chwili na tym skupić. Mam teraz nową płytę, koncerty i różne inne akcje. Redbad też jest zajęty, w związku z tym chyba to odłożymy. Wydawało nam się to szalenie proste, że idzie się do kościoła i mówi - „Dzień dobry, to może my byśmy chcieli związać się na całe życie”, a ksiądz mówi - „Jakże się cieszę, proszę bardzo, jesteście związani”. Okazało się jednak, że jest to strasznie wielkie zamieszanie, pożerające mnóstwo nerwów i pieniędzy.

Dowiedz się więcej na temat: kasia | Kasia Nosowska | powieść | ślub | PROPOZYCJA | teksty | piosenki | śmiech | koncert | rzeczy | sushi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje