Reklama

"Z miłości do muzyki i fanów"

Wiem, że partie gitar nagrywaliście dwa razy, bo uznaliście, że brzmią one zbyt łagodnie. Czy chodziło o to, że nie chcecie być kojarzeni z tymi wszystkimi zespołami, które rozsławiły rzewne ballady, a które podobnie jak wy reaktywowały się ostatnio, z tym że - jak mówią amerykańscy dziennikarze - zrobiły to ze złych powodów?

Reklama

To prawda, że nagraliśmy gitary drugi raz, aby brzmieć bardziej surowo. Zależało nam na tym, aby brzmienie płyty mówiło ludziom o tym, gdzie Skid Row jest obecnie. Oczywiste jest, iż podchodzimy do wszystkiego inaczej niż 10 czy 15 lat temu. W końcu rozwinęliśmy się także jako ludzie, a także pod względem zawodowym. Aby być szczerym wobec siebie musisz odpowiednio wyrazić to, kim jesteś w tym konkretnym momencie. Nie chodzi nam o to, aby nasze gitary brzmiały, jak u tych nowych zespołów. Oczywiście szanuję to, co one robią, ale robiąc to, co robię i tak jak robię mam nadzieję, że kiedyś tam zyskam szacunek ludzi.

Dziś jestem zupełnie innym człowiekiem, ale nie innym w taki sposób, aby nagrać płytę rapową, bo to się nigdy nie stanie. Zmieniliśmy się jako osoby i to można także usłyszeć w naszej muzyce. Wpływały na nas przez te wszystkie lata różne rzeczy, do pewnych spraw mamy już inne podejście. Musisz przecież być świadomy tego, jak dziś wygląda świat wokół ciebie. Musisz mieć świadomość tego, co na ciebie wpływa, co ma znaczenie dla ciebie na poziomie emocjonalnym. Coś takiego musi z ciebie wyjść w możliwie najbardziej czysty i szczery sposób. Jeżeli będziesz się starał oszukać samego siebie, to tym samym będziesz oszukiwał publiczność.

Odpowiadając na twoje pytanie dotyczące ponownego nagrywania gitar, powiem tylko tyle, że nie chodziło o to, że byłem z czegoś niezadowolony. Głównym powodem było to, że chciałem, by muzyka na tej płycie reprezentowała mnie i nas najlepiej jak to możliwe.

W ciągu minionych kilku lat zagraliście około 400 koncertów. Wynika z tego dość jasno, że większość materiału na nową płytę napisaliście będąc w trasie koncertowej.

Oczywiście. Musieliśmy. Nie było innej możliwości. Kalendarz koncertów był szaleńczo napięty. Jeśli nie napiszesz piosenek, nie będzie płyty, ale jeżeli nie będziesz koncertował, to nie staniesz twarzą w twarz z ludźmi, od których uzależnione jest to, gdzie jesteś, więc musisz jakoś te dwie rzeczy połączyć. Mieliśmy może półtora lub dwa miesiące wolnego w minionych trzech i pół, czterech latach. Czyli koncertowaliśmy niemal cały czas. Nie było zbyt wiele takich momentów, w których mogliśmy powiedzieć: OK. Teraz mamy wakacje. (śmiech) Albo graliśmy, albo pisaliśmy materiał, albo siedzieliśmy w studiu.

Dowiedz się więcej na temat: reaktywacja | wymiar | przyszłość | trasa | szczęście | śmiech | muzyka | powroty | muzyka. | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje