Reklama

"Wymoczkom dziękujemy"

Choć norweska scena zasłynęła w świecie gównie dzięki zespołom blackmetalowym, ten skandynawski kraj od kilku lat stara się wymykać powszechnym, i chyba wciąż aktualnym opiniom o dominacji tego gatunku. Jednym z szybko odradzających się w Norwegii stylów jest z pewnością death metal. Tą bez wątpienia ekstremalną dziedziną muzyki zajmuje się zdominowana przez trzy kobiety, pochodząca z Oslo grupa Zeenon, która na początku grudnia 2005 roku, po dziesięciu latach istnienia, zadebiutowała w barwach angielskiej Retribute Records albumem "Blood Vessel Criteria". Tuż po premierze pierwszej płyty, z Linn Pedersen, założycielką i wokalistką Zeenon rozmawiał Bartosz Donarski.

Zeenon gra już od ponad dekady. Debiutancki album wydajecie jednak dopiero teraz. Dlaczego trwało to tak długo?

Reklama

Zdaję sobie sprawę, że to może wydawać się dziwne dla ludzi spoza zespołu, lecz dla nas jest to całkowicie naturalne. Dopiero teraz byliśmy do tego gotowi. Właściwie już wcześniej dostawaliśmy propozycje od wytwórni, ale nasza ówczesna sytuacja nie pozwalała nam na działanie. Nina, nasza zmarła basistka, zanim umarła na raka, chorowała przez cztery lata. Była hospitalizowana przez długie okresy i przez te cztery lata byłyśmy triem, które nie mogło grać na żywo.

Przez ten czas pisałyśmy utwory, ale Linda i ja stwierdziłyśmy, że nie wyszły one tak, jak sobie to wyobrażałyśmy. Nie byłyśmy całkowicie z nich zadowolone. Zrobiłyśmy kilka demówek, aby obyć się w studyjnej pracy, a poza tym zawsze dobrze jest mieć swoje utwory nagrane. Wiele się dzięki temu nauczyłyśmy!

Nie było szansy na podpisanie kontraktu, który zobowiązywałby zespół do grania tras i wymagał naszego całkowitego poświęcenia, kiedy byłyśmy w tak trudnych i emocjonalnie stresujących chwilach. Ten zespół bardzo dojrzał przez ostatnie lata. Jesteśmy teraz ciężko pracującą ekipą, która działa płynnie i ma przed sobą te same cele. To bardzo satysfakcjonujące, że wreszcie możemy wykorzystać naszą energie i siłę, dostarczając muzykę, z której jesteśmy dumni. Możliwość zaprezentowania płyty "Blood Vessel Criteria" to dla nas podniosły moment.

Czy dojście do stylu, jaki obecny jest na "Blood Vessel Criteria" przebiegało etapowo? Zeenon zawsze gra w ten sposób?

Ludzie, którzy słuchali Zeenon wiele lat temu, pewnie dziś by nas nie rozpoznali. Zaczynałyśmy, jako zespół grający przeróbki na przełomie 1994 i 1995 roku. Początkowo, pisaną przez nas muzykę najlepiej można by określić jako doom. Grupa przeszła też przez pewien okres fascynacji industrialem.

Linda i ja jesteśmy jedynymi członkami, którzy pozostali razem, przechodząc przez wzloty i upadki. Zawsze miałyśmy w zespole takie powiedzenie, że będziemy tworzyć tak brutalną muzykę, jak tylko potrafimy. Obiecałyśmy to Ninie zanim umarła.

Po utracie Niny doszedł do nas perkusista Mads i basistka Elin. Wtedy nie było już drogi odwrotu - zaczęliśmy pisać bardziej brutalne rzeczy i tą ścieżką zamierzamy kroczyć dalej. Właściwie, jak teraz o tym myślę, to okazuje się, że death metal gramy zaledwie od kilku lat.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Oslo | metal | scena | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje