Reklama

"Sekret długowieczności"

„Bal wszystkich świętych” to bez wątpienia jedna z najbardziej oczekiwanych płyt w historii polskiej fonografii. Milionowy nakład „Nic nie boli tak jak życie” onieśmielił wszystkich, z wyjątkiem jego autorów, którzy bez pośpiechu przygotowali kolejny zestaw utworów, z wdziękiem łączących estetykę rockową z przebojowością muzyki pop. Jarosław Szubrycht spotkał się z muzykami Budki Suflera, aby porozmawiać o nowej płycie i starych przyzwyczajeniach, o radościach i smutkach muzycznej kariery.

Jak przebiegała praca nad nową płytą Budki Suflera? Czy po oszałamiającym sukcesie „Nic nie boli tak jak życie” odczuwaliście wielką presję i odpowiedzialność?

Reklama

Romuald Lipko: Bogu dzięki, nie odpowiadam za stan polskiego rolnictwa, za skutki suszy i opadów. To co robimy nie ma takiej wagi. Natomiast oczywiście, dla artysty jest czymś bardzo ważnym, żeby unieść własną karierę, kontynuować ją, a najgorsze, co może się przydarzyć, to równia pochyła w dół, powolne odejście w zapomnienie. Płyta „Nic nie boli tak jak życie” stała się wyzwaniem, nie tylko dla mnie, ale dla całej polskiej branży muzycznej. To zwykli ludzie zadecydowali, że możliwy jest taki sukces, że można kupić płytę w tak wielkiej ilości. Nie mieliśmy jednak obaw, że następna płyta będzie porażką. Owszem, liczymy się z tym, że będzie mniej popularna i mniej ceniona, ale unieśliśmy razem z kolegami tę odpowiedzialność wobec samych siebie. Nagraliśmy bardzo dobrą płytę ze świetnymi tekstami. Andrzej Mogielnicki przeszedł tym razem samego siebie. Wspaniałe teksty, dużo dobrej muzyki – na „Balu wszystkich świętych” jest i ta poważna Budka, i komercyjna, zwiewna, dobra na każdą okazję. Może nie na zasadzie „śpiewam, tańczę, recytuję”, ale wydaje mi się, że po raz kolejny unieśliśmy ciężar gatunkowy swojej obecności na rynku.

Mieczysław Jurecki: W międzyczasie nagraliśmy kilka innych płyt, na przykład album akustyczny, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że prędzej czy później ludzie będą porównywać - a płytę akustyczną trudno porównać z poprzednią. Nie można się jednak ślizgać w ten sposób w nieskończoność. Szczerze powiem, że podchodziłem do nagrania nowej płyty jak złota rybka - i spełniałem życzenia Romka Lipko. Oczywiście, nie chodzi o to, że bezmyślnie wykonywałem jego polecenia, ale trochę bałem się wziąć odpowiedzialność za to, co się stanie. My gramy dla ludzi i jesteśmy jednym z niewielu zespołów, które zdają sobie z tego sprawę. U nas na koncertach nikt nikogo nie podpuszcza, nikt na nikogo nie bluzga ze sceny, nie dzieją się jakieś dziwne rzeczy - my dla nich gramy. Każdy z nas słucha trochę innej muzyki i Budka Suflera jest swojego rodzaju kompromisem dla dobra sprawy. Nie za wszelką cenę, nie chcemy zrobić drugiego „Tanga”, bo nie ma recepty na sukces. Jakby była, to byśmy same przeboje śpiewali. Tymczasem to publiczność decyduje, jaki utwór jest przebojem, w większości wypadków wbrew naszym oczekiwaniom. Oczywiście, każdy z nas wierzy w to, że „Bal wszystkich świętych” będzie się ludziom podobać, bo w przeciwnym wypadku nie byłoby sensu nagrywać nowej płyty. Jak się gra tylko dla siebie, to najlepiej grać w domu i w ogóle nie wychodzić na scenę.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje