Reklama

"Robimy to, co czujemy"

"Kochać inaczej", "Statki na niebie", "Znów jesteś ze mną" - to tylko niektóre przeboje grupy De Mono, które zna cała Polska. Wydaną w 2004 roku składanką "De Best" zespół podsumował 15 lat, jakie minęły od ukazania się jego debiutanckiej płyty. Mimo wchodzenia w "dorosły" wiek, grupa nie zamierza zwalniać tempa. Jak przekonuje w rozmowie z Krzysztofem Czają wokalista Andrzej Krzywy, De Mono najlepsze czasy ma jeszcze przed sobą. Muzyk wspomina też dotychczasową historię zespołu, jaka zapisała się w jego pamięci oraz opowiada o swym stosunku do używek, polityki i współczesnych trendów muzycznych.

Zespół De Mono obchodził nie tak dawno 15-lecie istnienia. Co widzisz, patrząc wstecz na te minione 15 lat?

Reklama

15-lecie obchodziliśmy właściwie dwa lata temu, a w tej chwili mamy już 17 lat. Natomiast 15 lat minęło od wydania naszego pierwszego albumu. No, to było bardzo fajne 15 lat... Jedna wielka podróż, przygoda. Zachowaliśmy zdrowie i wszyscy nadal czujemy się silni, więc myślę, że jest to pierwsze 15 lat.

Czyli nie czujesz się dinozaurem polskiej sceny muzycznej?

Nie. Cały czas czuję się, jakbym miał 18 lat. Przede mną jeszcze wiele do zrobienia - najważniejsza rzecz jeszcze nie jest zrobiona.

Czyli twoim zdaniem zespół De Mono szczyt artystycznej kreatywności ma jeszcze przed sobą?

Myślę że tak. Wszystko jest możliwe, ograniczeni jesteśmy tylko swoją wyobraźnią.

A który okres z dotychczasowej działalności grupy wspominasz najlepiej?

Trudno tu mówić o jednym okresie. Każdy jest na swój sposób ważny. Pierwsza płyta - wiadomo. Bez niej pewnie dzisiaj nie rozmawialibyśmy. Ta płyta spowodowała, że ludzie zwrócili na nas uwagę. Z kolei druga płyta potwierdziła, że De Mono to nie jest zespół jednego przeboju i może przetrwać dłużej.

Trzecia płyta była największym komercyjnym sukcesem. Ludzie pokochali takie piosenki, jak "Znów jesteś ze mną", "Statki na niebie" czy "Ostatni pocałunek". To był pierwszy moment, gdy faktycznie odczuliśmy popularność i wreszcie zaczęliśmy coś zarabiać. Kolejna płyta, "Abrasax", poleciała jakby z rozpędu. Pierwszego dnia po wydaniu sprzedało się prawie 200 tysięcy egzemplarzy, co dzisiaj się nie zdarza.

Potem były "Stereo Hity", później wydaliśmy solowe płyty, które były dla nas ciekawym doświadczeniem. Późniejsze płyty były już, powiedziałbym, szlachetniejsze brzmieniowo. "Paparazzi" to płyta całkowicie niedoceniona przez ludzi, na co złożyło się dużo niedobrych rzeczy, a ten album jeszcze dziś brzmi ciekawie i nowocześnie...

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: firma | statki | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje