Reklama

Reklama

"Poznać swoją drogę"

Alfred pochodzi z Poznania i zajmuje się rapem już od 10 lat. Mimo że nie ma jeszcze w dorobkue żadnej płyty, dał się już poznać w środowisku hiphopowym na koncertach - wystąpił także na albumie WDK. Próbuje swych sił we freesylu i jako DJ. Ma także gotową sporą część materiału swój debiutancki krążek. Z Alfredem rozmawiał Maju (mhh.pl).

Jak długo słuchasz rapu, kiedy zetknąłeś się z tą muzyką?

Rapu słucham już ponad 14 lat. Pierwsza przygoda miała miejsce w 1987 albo 1988 roku. Wtedy usłyszałem kawałek Run DMC wraz z Aerosmith. Był to numer nagrany przez mojego wujka na kasecie wideo. Później słuchałem różnej muzyki, nie tylko hip hopu. Następnie, gdy moi rodzice zakupili antenę satelitarną, to miałem możliwość częściej obcować z rapem. Słuchaliśmy go wraz z kolegami na wycieczkach klasowych, lecz nie był to jeszcze nadal jedyny gatunek muzyki.

Poznałem wiarę ze Sweet Noise i cięższe brzmienie też nie było mi obce. Stan ten trwał do 1995 roku. Potem hip hop postrzelił mnie do tego stopnia, że zacząłem słuchać tylko i wyłącznie rapu, zostawiając w domu wyłącznie rapowe kasety, resztę wydałem. Wtedy zaczęła się konkretna jazda z hip hopem, zaczęło się zgrywanie kaset, pierwsze nagrywki, poznałem wtedy Peję i Icemana. Potem miałem chwilową przerwę, aż poznałem odpowiedniego człowieka, którym był KalmarNaBank.

Reklama

Zaczęliśmy razem produkować bity, pisać teksty i występować na pierwszych koncertach w Poznaniu. Pamiętam imprezy na Targach Poznańskich, pamiętam Eskulap. Kiedy zaczęły ukazywać się pierwsze składanki od Krzysztofa Kozaka, miałem okazje poznać wielu ciekawych wykonawców spoza Poznania, którzy przyjeżdżali tu na koncerty.

Jak to się stało, że rymujesz od 10 lat i nie nagrałeś jeszcze żadnej płyty?

Nagrałem jakieś 15-20 kawałków w domowym studiu. Początki były trudne i trzeba było ratować się tym, co można było dorwać w komisie za niewielka cenę. Dopiero jak kupiliśmy komputer, pentium 75 podkręcony na 100, to mogliśmy uruchamiać pewne programy do robienia muzy i wtedy się zaczęło. Nie byłem jednak zadowolony z moich produkcji, dlatego zbierałem winyle z lat 70. i 80, aby lepiej poznać tę kulturę i jej prawdziwe korzenie, co miało mi pomoc w byciu lepszym. Żeby nagrać dobry materiał trzeba się odnaleźć, poznać swoją drogę i cały czas pracować nad swoim stylem. Ja mam taką możliwość poprzez freestyle.

Wolny styl daje mi bardzo dużo, daje mi możliwość sprawdzenia się z innymi wykonawcami w bezpośrednich pojedynkach, mogę w ten sposób kreować siebie, wciąż się uczyć. Poza tym, po przesłuchaniu ponad 700 płyt z samym oldschoolem, począwszy od Barry White'a i kapel robiących w latach 70. gnój na scenie, odnalazłem siebie. To pozwoliło mi myśleć o sensownym materiale. Na razie zbieram bity od Kalmara. Ta płyta będzie bardzo oldskulowa, wuchta jazzu, funky, piszczały i specyficzne gitary oczywiście. Jeśli chodzi o teksty to wiadomo, że od zawsze jest ulica, ale prócz ulicy są też korzenie, bo bez nich nie byłoby hip hopu. Będę mówił o tych 20 czy 30-letnich klasykach, o płytach które są jak wino, czym starsze, tym lepsze.

Martwi mnie to, że dzisiaj ludzie, którzy nagrywają pierwsze demówki, chodzą na imprezy lub słuchają współczesnego rapu, mają znikome pojęcie o oldschoolu. Nie ma w ogóle inicjatywy z ich strony, aby się z nim zapoznać. Większość zagranicznych kapel rapowych opiera się i sampluje brzmienia zaczerpnięte z funky i disco lat 70.

Jak zatem, z punktu widzenia starego wyjadacza, odbierasz dzisiejszy polski rap?

Myślę, że wszystko poszło bardzo do przodu, pamiętam pierwsze koncerty, kiedy wszystko było inaczej. Sądzę też że rap się podzielił na ten undergroundowy, ten komercyjny i ten bausujący. Generalnie podoba mi się bardzo dużo płyt hiphopowych, dużo kapel, zarówno tych z tym doświadczeniem, jak i zupełnie nowych. Nie jestem osobą konfliktową, nie lubię oceniać ani krytykować. Nie podoba mi się zjawisko, w którym niektórzy ludzie, którzy nie nagrali ani jednej płyty, uporczywie krytykują innych wykonawców, którzy nagrali już coś, włożyli w to pracę, czas i serce.

Powiedz, na ilu imprezach już wystąpiłeś?

Myślę, że wystąpiłem na dużej ilości koncertów, nie jestem w stanie tego zliczyć. Wszystkie były najlepsze, ale niektóre były specyficzne, gdy przychodziłem po prostu jako zwykły obserwator, zajarany tym, co się dzieje na scenie i nagle ktoś ze sceny mówi: zapraszam wszystkich na wolne style. Wtedy startuję. Mam te swoje parę minut, w których spełniam się maksymalnie. Najlepiej jest, gdy wychodzi się na scenę spontanicznie, a nie jako osoba wpisana na plakat.

Powiedz krótko, czym dla ciebie jest rap?

Rap jest całym moim życiem. Generalnie dorastałem na Wildzie, nie jest to może za ciekawa dzielnica i mogłem wybrać: albo pić wino pod bramą, albo wybijać szyby w samochodach i kraść sprzęty dla większych osób, albo zająć się muzyką, grać koncerty i próbować coś robić. Wybrałem rap, muzykę którą kocham i jestem jej oddany. Rap jest takim gatunkiem muzyki, który prezentuje prawdę.

Oprócz MC-ingu, zajmowałeś się kiedyś DJ-ingiem...

Oczywiście bawiłem się jako DJ i bawię się nadal, grywam czasem na imprezach muzykę funkową i stare oldschoolowe brzmienie. Chce w ten sposób pokazać młodzieży, jak głęboko sięgają korzenie i że warto je poznać.

Twoja kolekcja winyli jest dość sławna. Ile masz w niej płyt i czy są jakieś perełki?

Mam koło 7 skrzyń płyt winylowych, kolekcja ta ciągle się rozrasta, bo dokupuję co tydzień 10-15 sztuk. Jedna z większych perełek to 8 członków orkiestry Barry'ego White'a, którzy zgrywali na żywo podkłady pod późniejsze produkcje Barry'ego. Jest Grandmaster Flash i wiele innych winyli hiphopowych, takich jak Run DMC z 1985 roku, singiel Ice-T z '87 i dużo klasyki światowego rapu, począwszy od 1980 roku. Cały czas jednak uaktualniam swoją kolekcję.

Pracując w Dobrym Adresie pomagasz promować młodych wykonawców z poznańskiego podziemia. Jak zatem oceniasz siłę tego undergroundu?

Podziemie w Poznaniu jest mocne. Poznań się rozwija w bardzo dobrym kierunku, jest dużo młodych wykonawców, którzy wypływają ze świeżym, ciekawym materiałem. Jest też kilku młodych ciekawych freestylowców, którzy pokazują, że jak ktoś chce, to może prezentować wysoki poziom i startować między innymi na wielkiej bitwie w Warszawie. Zresztą wraz z pomocą innych osób organizuję tutaj pojedynki "na wolnym". Pamiętajcie, że dla mnie nie ważne są ciuchy, jak kto się ubiera i jak wygląda tylko to, co ze sobą niesie, co sobą reprezentuje.

A sam startowałeś w jakiś zawodach "na wolnym"?

Ja freestyluję dla przyjemności. Jak ja zaczynałem przygodę z wolnym stylem, to mało było takich osób w Polsce, z którymi można się było zmierzyć. A teraz uważam, że jestem już na tyle wiekowym człowiekiem (27 lat), że zostawiam to młodszym osobom. Mogę pomagać innym w organizacji zawodów, lub nawet sam coś zorganizować, ale ja freestyluję, bo kocham to robić, a zresztą teraz czas mi nie pozwala na to, żeby jeździć na poszczególne zawody.

Ponoć wkrótce będziesz miał debiut w legalnym kawałku na składance WDK? Powiedz coś więcej o tym projekcie.

Kawałek nagrałem z Owalem, Mezem i gościnnie z Rahzeem, kolesiem który przyjechał tutaj z Filadelfii. Razem z Rahzeem nagrałem już 3 kawałki, które finalnie znajdą się na mojej płycie, a jeden z nich będzie promował składankę "Zwiastun prawdy cz. 2", która ma być dostępna nie tylko w Poznaniu. Powracając jednak do poprzedniego kawałka, to sądzę, że jest on dobry. Świetny bit zrobił oczywiście WDK, który jest według mnie dobrym producentem i życzę mu, aby zawsze robił bity i czerpał z tego przyjemność i żeby mógł się dzięki temu spełniać.

Dzięki za rozmowę.

Fot. Tomasz Kandziora

import rozrywka
Dowiedz się więcej na temat: Poznań | koncerty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje