Reklama

"Nie mam idoli"

25-letni Kurt Nilsen niemal z dnia na dzień, z anonimowego hydraulika z norweskiego miasta Bergen, stał się gwiazdą międzynarodowego formatu. Latem 2003 roku podbił serca fanów z Norwegii, po zwycięstwie w tamtejszej edycji "Idola". Światowy rozgłos dał mu triumf w grudniu 2003 roku w międzynarodowym finale tego programu w Londynie. Wcześniej wydał swą pierwszą płytę, "I", która w lutym 2004 roku ukazała się również w Polsce. Z tej okazji wokalista gościł przez kilka dni w Warszawie, występując m.in. z mini-koncertem podczas gali "Top Trendy 2004". W rozmowie z Pawłem Amarowiczem Kurt opowiada o tym, jak ma zamiar wykorzystać zdobytą szybko sławę, o swych nieżyjących idolach muzycznych i o przywiązaniu do rodzinnego miasta Bergen.

Podobno zacząłeś śpiewać, gdy skończyłeś dwa lata. Masz jakieś nagrania z tamtego okresu?

Reklama

Dwa lata?! (śmiech) Nie, nie mam żadnych nagrań...

Kiedy uświadomiłeś sobie, że masz wyjątkowy głos do śpiewania?

Kiedy miałem 14 lat. Chyba wtedy, kiedy zacząłem grać w zespole.

Dwa lata temu byłeś nikomu nieznanym hydraulikiem z Bergen, a teraz zdobyłeś tytuł Światowego Idola. Nie kręci ci się w głowie od zamieszania wokół twojej osoby?

Nie, staram się być zrelaksowany, cieszyć się i być po prostu sobą. Pewnie wiele osób w takiej sytuacji czuje się trochę dziwnie w tym zamieszaniu, ale ja nie. Jestem w tym biznesie już przez jakiś czas. A jak coś takiego się przydarza, to po prostu trzeba korzystać, nie dostaniesz drugiej szansy.

Czy pracujesz jeszcze jako hydraulik?

Nie, już z tym skończyłem, no może traktuję to wyłączenie jako hobby. (śmiech)

Czy masz zamiar wyprowadzić się z Bergen do jakiegoś większego miasta?

Nie, mam zamiar mieszkać w Bergen i nigdy nie opuszczać tego miasta.

Wielu ludzi, w tym artystów, uważa, że zwycięzcy programów typu "Idol" są tak naprawdę krzywdzeni, bo robi się z nich gwiazdy na jeden sezon, a potem o nich zapomina. Czy ty sam czujesz się skrzywdzony?

Nie patrzę na to w ten sposób. Tak długo, jak ciężko pracuję, koncentrując się na tym, co robię, mam nadzieję, że tak się nie stanie. Mam nadzieję, ale nie można wszystkiego przewidzieć.

Kto wybierał repertuar na twoją debiutancką płytę?

Tylko ja. Napisałem dziewięć piosenek na tę płytę. Nagrałem cały album w tydzień, w sumie po dziesięciu dniach było skończone.

Dlaczego nie umieściłeś tam nagrania "Beautiful Day" grupy U2, które znamy z twojego wykonania podczas "Światowego Idola"?

Będzie wkrótce zamieszczone na międzynarodowym wydaniu płyty.

Jacy są twoi muzyczni idole?

Nie mam idoli. Nawet jeśli jacyś byli, już nie żyją - Frank Sinatra, Johnny Cash... Dlatego już ich nie mam, ale szanuję ludzi, którzy wiedzą jak poruszać się w tym biznesie. Chcę być wolny w tym, co robię.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: trendy | Warszawa | bergen | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje