Reklama

MTV EMA: Poznaj zwycięzców!

Z czwartku na piątek (3-4 listopada) w Lizbonie zakończyła się ceremonia rozdania nagród MTV Europe Music Awards. Specjalny wysłannik portalu INTERIA.PL bezpośrednio ze stolicy Portugalii relacjonował to, co działo się za kulisami tej największej europejskiej imprezy muzycznej.

Impreza rozpoczęła się od występu Madonny, która wykonała swój najnowszy przebój "Hung Up". Wokalistka wyskoczyła wraz z grupą tancerzy ze srebrzystej kuli, co zresztą zapowiadali wcześniej organizatorzy MTV EMA 2005. Gwiazda wzbudziła ogromny entuzjazm zgromadzonej publiczności, przechadzając się po długim pomoście skierowanym w salę.

Reklama

Nie zabrakło oczywiście prowokacji. Wokalistka po zrzuceniu obcisłej skórzanej kurtki "poocierała się" o prawie każdego tancerza wspomagającego ją na scenie...

Dziennikarze zgromadzeni za kulisami przyjęli występ Madonny raczej obojętnie. Jej nowy teledysk można jednak oglądać w Lizbonie m.in. w metrze, więc zapewne jest już dobrze znany.

Niemniej sam utwór, bazujący na fragmencie słynnego przeboju ABBY "Gimme Gimme Gimme" z 1979 r., już staje się przebojem, a występ wokalistki na samym początku gali MTV z pewnością oglądały miliony widzów w całej Europie. A oto tak naprawdę chodziło.

Po Madonnie na scenie pojawił się Borat, reporter z Kazachstanu, czyli kolejne alter ego brytyjskiego komika Sachy Barona Cohena, który przywitał się z publicznością w języku polskim "zwyczajowym": "Jak się masz!", a później określił Madonnę jako "transwestytę".

Potem Borat wykonał piosenkę z towarzyszeniom początkowo niewinnych dziewczyn, które później zamieniły się w seksowne tancerki.

"Te nagrody są wasze" - powiedziała do publiczności Anastacia, a po chwili, dosyć niespodziewanie przyznała nagrodę dla najlepszego albumu grupie Green Day za "American Idiot".

Nagrodę dla najlepszego artysty pop przyznały wokalistki brytyjskiego tria Sugababes. Trafiła ona do Black Eyed Peas.

"Chcemy podziękować naszym wszystkim europejskim fanom, którzy tutaj na kontynencie wspierają nas. Dziękujemy wam bardzo! Przede wszystkim fanom w Portugalii. Kochamy was!" - powiedzieli członkowie Black Eyed Peas.

Po chwili jako pierwsze do dziennikarzy zgromadzonych w specjalnym press-roomie za kulisami wyszły wokalistki angielskiej grupy Sugababes. Nie ukrywały swego podziwu dla Madonny, której - jak przyznały - są wielkimi fankami.

- Chciałybyśmy w jej wieku być w takiej formie - stwierdziły zgodnie.

Później na scenie wystąpił angielski zespół Coldplay, który "dobrze zorientowany" Borat zapowiedział jako Green Day...

Sean Paul, zaprezentowany jako "prawdziwy jamajski artysta", przedstawił zwycięzcę w kategorii "najlepszy wykonawca hiphopowy". Statuetka trafiła w ręce Snoop Doga, "dobrego przyjaciela" Seana Paula. Niestety, amerykański raper nie odebrał nagrody osobiście...

Pussycat Dolls, które wystąpiły później, zostały zaprezentowane przez Borata jako "międzynarodowe prostytutki". Dziewczyny, którym zapewne ten komentarz nie przypadał do gustu, zaprezentowały swój wielki przebój "Don't Cha".

Louis Figo i Nuno Gomes, słynni portugalscy piłkarze, wręczyli nagrodę dla najlepszej grupy rockowej. Trafiła ona w ręce zespołu Green Day, który już po raz drugi odebrał tego wieczoru statuetkę MTV!

Muzycy grupy przyszli do dziennikarzy w doskonałych humorach. W pokonanym polu zostawili bądź co bądź m.in. U2 i Foo Fighters. Pytani, czy to oznacza, iż są lepsi od U2, stwierdzili dyplomatycznie: "Chcemy być najlepsi jako Green Day".

Przyznali, iż dobrze się znają z muzykami Foo Fighters, dlatego rywalizacja między nimi ma jak najbardziej przyjacielski charakter i na pewno z powodu otrzymania nagrody MTV właśnie przez nich, nic się między nimi nie zmieni.

Fantastycznie na scenie zaprezentowali się animowani Gorillaz (wykonali "Feel Good Inc."), których postacie wyświetlane były przy pomocy najnowszej technologii cyfrowej. Na żywo wspomogli zespół natomiast raperzy z popularnej niegdyś amerykańskiej formacji De La Soul. Muzycy Gorillaz ujawnili później, iż na współpracy na scenie nie kończy się - obie grupy nagrały już 8 wspólnych utworów!

Jako kolejny na scenie zameldował się Akon wykonał natomiast swój ostatni przebój "Bellydancer", oczywiście z towarzyszeniem tancerek.

Nagrodę dla najlepszego wykonawcy alternatywnego otrzymali natomiast amerykańscy metalowcy z System Of A Down. Zespół, poza podziękowaniami, zdobył się na polityczny komentarz, używając przy tym niecenzuralnego sformułowania.

Wręczający im nagrodę aktor Jared Leto, który odszedł od tekstu wyświetlanego na teleprompterze, wygłosił wcześniej bardzo krytyczny tekst wobec prezydenta Busha. W czasie spotkania z dziennikarzami za kulisami, stwierdził, iż Ameryka to bardzo podzielony obecnie kraj.

Leto mocno bronił wolności słowa. "Jeśli nie można by krytykować własnego prezydenta, byłoby to naruszenie podstawowych praw człowieka" - stwierdził, wyjaśniając swoje postępowanie na scenie.

Natomiast muzycy grupy System Of A Down byli w wyjątkowo zabawowym nastroju. Jednak pytani, za co chcieliby tak naprawdę zostać nagrodzeni, zgodnie odpowiedzieli: "Za mówienie prawdy".

Oni również nawiązali do obecnej sytuacji politycznej w USA, choć nie wygłosili żadnej antybushowskiej tyrady. Widocznie przyjechali do Lizbony przede wszystkim po to, by dobrze się bawić.

Nazwisko najlepszego wykonawcy r'n'b odczytał brytyjski piosenkarz Craig David. Zwycięzcą w tej kategorii została Alicia Keys, która podobnie jak Snoop Dogg, nie pojawiła się w Lizbonie - dziękowała za głosy fanów z telebimu.

Craig David był chyba najbardziej wyluzowanym artystą wieczoru. Craig był wręcz zachwycony atmosferą panująca zarówno na widowni, jak i za kulisami.

On również był pewien podziwu dla Madonny, choć nie chciał powiedzieć, czy nagrałby z nią utwór w duecie.

Pytany o plany stwierdził jedynie, iż rozpoczął już pracę nad kolejnym albumem, który nagrywa we własnym domu. Dodał, iż za kulisami rozmawiał z wieloma artystami, ale najbardziej chciałby nagrać coś z Johnem Legend, nową gwiazdą muzyki soul.

"Ten facet cały jest soulem, jest w nim wiele z Marvina Gaye'a" - wyjaśnił David.

Borat po raz kolejny złamał wszelkie granice dobrego smaku i wystąpił na scenie przebrany za Freddiego Mercury'ego, nieżyjącego wokalistę Queen. Kazachstański prezenter zapowiedział występ Coldplay, a jak łatwo można było przewidzieć, publiczności zaprezentowali się muzycy Green Day.

Nelly Furtado i Shaggy zapowiedzieli natomiast zwycięzcę w kategorii "najlepszy wideoklip". Zanim poznaliśmy laureata, popularny wokalista pozwolił sobie na krótki flirt ze stojącą obok modelką, która trzymała statuetkę. Zwycięzcą została grupa Chemical Brothers za teledysk do "Believe".

Nagrodę dla najlepszej artystki otrzymała natomiast Shakira. Statuetkę latynoskiej wokalistce wręczył John Legend, amerykański gwiazdor muzyki soul.

Shakira była bardzo zadowolona, gdyż - jak sama stwierdziła - nagroda mocno ją zaskoczyła. Narzekała jedynie, iż wręczona jej statuetka jest dość ciężka, choć cały czas trzymała ją w ręku, gdy po występie odpowiadała - po angielski, hiszpańsku i portugalsku - na liczne pytania dziennikarzy.

Zapytana, komu wręczyłaby nagrodę dla najlepszego wokalisty, odpowiedziała bez wahania: "Robbiemu Williamsowi".

Nie była też zdeprymowana wzmiankami o niej, jakie poczynił ze sceny prowadzący imprezę Sacha Baron Cohen vel Borat Sagdijew.

"Lubię takie poczucie humoru i jestem fanką Alego G [jedno z wcieleń Cohena - przyp. red.]" - powiedziała Shakira.

Shakira rzeczywiście była kompletnie zaskoczona. "Nie przygotowałam sobie nawet przemowy" - przyznała artystka.

Później scenę opanował Robbie Williams, który miał wystąpić przebrany za Elvisa Presley'a. Ostatecznie brytyjski wokalistka, który wykonał ostatni przebój "Trippin'", ograniczył się do gustownego czarnego garnituru. Artysta niespodziewanie wskoczył w tłum stojący pod sceną, co wywołało ogromny aplauz zgromadzonej widowni.

Madonna wręczyła natomiast nagrodę "Free Your Mind". "Bohaterem" wokalistki został sir Bob Geldof, organizator tegorocznego koncertu Live 8, którym artyści na całym świecie zwrócili politykom uwagę na kwestię głodu i ubóstwa w Afryce.

Geldof podziękował za nagrodę i porównał kulistą statuetkę do swojego... jądra. Później, już na poważnie, artysta przypomniał o historii Live Aid i potrzebie pomocy krajom Trzeciego Świata oraz zaapelował o kontynuowanie tych starań.

"Sprawcie, by wasi politycy dotrzymali złożonych obietnic. Kontynuujcie walkę z ubóstwem!" - powiedział na koniec.

W między czasie w press-roomie do dziennikarzy przyszły w komplecie dziewczyny z grupy Pussycat Dolls. Męska część żurnalistów natychmiast przestała rozmawiać i szybko zwróciła oczy na scenę. Zdobywające dopiero popularność wokalistki chętnie opowiadały głównie o panach, a za najbardziej gorącego wykonawcę imprezy uznały Seana Paula. Po chwili dodały jeszcze Shaggy'ego i Johna Legenda.

Z zupełnie innych powodów wielkie zainteresowanie wzbudził sir Bob Geldof. Pytano go m.in. czy doczekamy się jeszcze jednej edycji Live Aid. Geldof stwierdził, że ma nadzieje, iż nie.

Wyjaśnił, iż liczy, że teraz bogate państwa na poważnie zajmą się problemem biedy w Afryce i że zostanie on w końcu rozwiązany strukturalnie. Ponadto dodał, iż za kilka lat będzie już "cholernie stary", więc taką imprezę robić mogą ewentualnie jego dzieci.

Po występie Black Eyed Peas na scenie pojawiły się entuzjastycznie witane Rosjanki z Tatu. Kontrowersyjne piosenkarki wręczyły nagrodę dla najlepszego wykonawcy, która trafiła w ręce Robbiego Williamsa. Wokalista wydawał się być lekko zaskoczony i po chwili podziękował fanom za inspirację.

Serca wszystkich bez wyjątku dziennikarek mocno zabiły, gdy Williams po zejściu ze sceny wkroczył do press-roomu wkroczył Robbie Williams. Jak zwykle tryskał humorem i chętnie odpowiadał na pytania, zadawane - to oczywiste - wyłącznie przez panie.

Wokalista ujawnił m.in., iż zrobił sobie na ramieniu nowy tatuaż, tym razem na cześć miasta, w którym się urodził, a jednej z dziennikarek oświadczył bez ogródek: "W łóżku jestem słaby. Ale wciąż się uczę".

Robbie był pełen podziwu dla Madonny. "Nie wiedziałem, że w wieku 89 lat można się tak poruszać" - stwierdził z humorem.

Natomiast wokalistki rosyjskiego duetu Tatu za kulisami spotkały się z raczej chłodnym przyjęciem. Podziwiano głównie ich odważne stroje, które ponoć same zaprojektowały. Pytane o plany stwierdziły, iż zajmują się teraz promocją nowego albumu i w przyszłym roku myślą o trasie koncertowej.

Broniły też swego najnowszego teledysku, pełnego scen przemocy.

"Zobaczcie, co się dzieje wokół. Ten klip to ostrzeżenie, głównie dla dziewczyn".

Najlepszym debiutantem 2005 roku według telewidzów MTV Europe została brytyjska sensacja 2005 roku, czyli James Blunt. Wokalista podziękował z telebimu fanom, którzy na pociechę obejrzeli fragment teledysku do wielkiego przeboju piosenkarza "You're Beautiful".

Występ Foo Fighters przerwał Borat, tłumacząc się trudnościami ze znalezieniem zejścia ze sceny...

Alison Goldfrapp, wokalistka formacji Goldfrapp, przyznała nagrodę dla najlepszej piosenki. Telewidzowie uhonorowali tym wyróżnieniem wielki przebój Coldplay "Speed of Sound", który pochodzi z ostatniej płyty zespołu "X & Y".

Shakira, która wystąpiła po wręczeniu nagrody dla zespołu Chrisa Martina, wjechała na scenę samochodem, a występ latynoskiej gwiazdy został bardzo ciepło przyjęty przez widzów.

Wreszcie przyszedł czas na najlepszego polskiego wykonawcę. Została nim po raz drugi raz z rzędu grupa SiStars.

- Tak naprawdę nie wiedzieliśmy, że można otrzymać nagrodę MTV drugi raz z rzędu. To dla nas kolejne potwierdzenie, że zmierzamy w dobrym kierunku. Daje nam pewność. To bardzo fajne wyróżnienie - powiedziała portalowi INTERIA.PL Paulina Przybysz, wokalistka zespołu.

Najlepszym zespołem uznano Gorillaz. Po odbiór statuetki nie wyszedł jednak Damon Albarn, lider grupy, a podziękowania w jego imieniu złożyli De La Soul i Jamie Hewlett (w Gorillaz jako Murdoch), twórca animowanych postaci członków zespołu.

Następnie na scenie pojawił się "najlepszy alternatywny zespół 2005 roku", czyli System Of A Down.

Przyznano także 16 nagród lokalnych oddziałów MTV, w tym po raz pierwszy dla wykonawcy z Afryki (2 Face Idibia). Widzowie w Europie wybrali m.in. Coldplay (Anglia i Irlandia), Rasmus (Finlandia), Rammstein (Niemcy), Anouk (Holandia i Belgia), Superbus (Francja).

Później z publicznością pożegnał się Borat, który "drogą powietrzną" udał się do rodzinnego Kazachstanu. Tym samym zakończyła się 12. ceremonia rozdania europejskich nagród MTV.

Po gali odbędzie się tradycyjne after-show party, na którym wspólnie bawią się dziennikarze i wykonawcy. Największe gwiazdy, jak Madonna czy Robbie Williams, rzecz jasna rzadko pojawiają się, ale czasami są wyjątki.

Kilka lat temu w Sztokholmie niespodziewanie zjawił się np. Moby, a jego przyjście przyjęto zupełnie obojętnie.

Przedstawiciele MTV nie chcą na razie ujawnić, gdzie odbędzie się gala za rok. O tym, które miasto europejskie gościć będzie kolejną imprezę, oficjalnie dowiemy się za tydzień, 11 listopada.

Oto zwycięzcy tegorocznego rozdania MTV EMA:

Najlepszy album
Green Day - "American Idiot"

Najlepszy artysta popowy
The Black Eyed Peas

Najlepszy artysta hiphopowy
Snoop Dogg

Najlepszy artysta rockowy
Green Day

Najlepszy artysta alternatywny
System Of A Down

Najlepszy artysta r'n'b
Alicia Keys

Najlepszy wideoklip
The Chemical Brothers - "Believe"

Najlepszy artysta
Robbie Williams

Najlepsza artystkaShakira

Najlepszy debiutant
James Blunt

Najlepsza piosenka
Coldplay - "Speed of Sound"

Najlepszy zespół
Gorillaz

Najlepszy polski wykonawca
SiStars

Na stronach INTERIA.PL możecie już teraz oglądać galerię zdjęć z rozdania nagród MTV EMA w Lizbonie!

Zapraszamy także do obejrzenia zwycięskiego teledysku do piosenki "Believe" The Chemical Brothers!

Tomasz Słoń, Lizbona

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama