Reklama

Przewodnik rockowy: Przerwany lot

Mam dziwne wrażenie, że każda próba pisania o jakiejkolwiek katastrofie lotniczej musi się obecnie w naszym kraju zakończyć mniej lub bardziej zagorzałą dyskusją polityczną. Nawet jeśli owa tragedia zdarzyła się nie "tu" i nie "teraz", to i tak znajdzie się ktoś, kto w takim tekście doszuka się ukrytych analogii, ocen oraz bardzo zawoalowanej próby odpowiedzi na pytanie: a kto za tym stał?

Równo 35 lat temu, w czwartek, 20 października 1977 r., w czasie trasy koncertowej promującej dopiero co wydaną płytę "Street Survivors" amerykańska grupa Lynyrd Skynyrd (i kilku jej współpracowników) weszła na pokład dwusilnikowego, śmigłowego Convaira CV-300, którym miała polecieć z Greenville w Południowej Karolinie do Baton Rouge w Luizjanie. Po starcie i spokojnym locie, już blisko celu, załoga maszyny - jak sądzę - nagle zorientowała się, że... lada moment braknie w niej paliwa. Jedyną nadzieję dawała próba awaryjnego lądowania na nieodległym małym lotnisku w McComb. Niestety manewr się nie powiódł i samolot, tuż przed dziewiętnastą, po ścięciu wierzchołków drzew na przestrzeni 100 metrów, roztrzaskał się na podmokłym terenie 8 mil od McComb, koło Gillsburg, w stanie Mississippi.

Reklama

To się nazywa szczęście w nieszczęściu. Choć, co potwierdziła później specjalna komisja śledcza, bezpośrednią przyczyną wypadku był rzeczywiście brak paliwa, to, co jest wręcz paradoksalne, właśnie jemu należy przypisać fakt, że w katastrofie zginęło zaledwie sześć osób, a pozostali zostali "tylko" ranni. Ci drudzy swoje ocalenie zawdzięczali właśnie... owemu brakowi benzyny lotniczej. Po prostu nie miało co wybuchnąć!

Lynyrd Skynyrd to zespół, którego pradzieje sięgają roku 1964 r., kiedy to w Jacksonville na Florydzie trzej nastoletni przyjaciele: Ronnie Van Zant, Allen Collins oraz Gary Rossington założyli grupę The Noble Five. W 1965 r., po dołączeniu do nich Larry'ego Junstroma i Boba Burna, The Noble Five zmieniło szyld na My Backyard.

W trzy lata później formacja wygrała lokalny konkurs młodych talentów i dzięki temu dostała szansę otwierania koncertów podobno dość wtedy popularnego bandu Strawberry Alarm Clock. Wraz z nastaniem kolejnej dekady rządzący w Moim Podwórku Van Zant postanowił zastąpić tę niezbyt poważną nazwę jakąś inną, wzbudzającą więcej szacunku. Myśleli, myśleli, myśleli i wymyślili... 'Leh-'nérd 'Skin-'nérd.

Tu, dla bardzo dociekliwych wyjaśnię, że te dziwne wyrazy nie znaczyły nic, bo były zniekształceniem imienia i nazwiska niejakiego Leonarda Skinnera. A kim był ów gość? Otóż Leonard Skinner... to ich szkolny nauczyciel fizyki, a zapadł im tak głęboko w pamięć, bowiem... ciągle gonił ich do fryzjera (w moim liceum, w tych samych latach, robił to belfer od PO, czyli od Przysposobienia Obronnego, a nie od Platformy Obywatelskiej).

Kolejne miesiące to czas pierwszych roszad personalnych (basistę Junstroma zastąpił Greg T. Walker), poszerzenie składu o drugiego perkusistę - Ricky'ego Medlocke'a i wreszcie próbnych nagrań w słynnym wtedy Muscle Shoals Sound Studio. Niestety, początkowo ich nie zaakceptowano, co sprawiło, że młodziacy na płytowy debiut musieli jeszcze trochę poczekać, bo stał się on możliwy, gdy w 1972 r. odkrył ich i polecił gdzie trzeba znany muzyk oraz producent - Al Kooper. Wtedy też zespół zmienił pisownię swojej nazwy na mniej enigmatyczną - Lynyrd Skynyrd. W następnym roku, dokładnie 13 sierpnia, do sklepów trafił ich pierwszy album - "Pronounced 'Leh-'nérd 'Skin-'nérd'".

Zaraz potem grupa cieszyła się także z faktu, że jej singel "Free Bird" trafił na listę Billboardu. Dzięki temu sukcesowi formacja dostała propozycję, która bardzo szybko ją jeszcze bardziej spopularyzowała, bo zaproponowano jej supportowanie The Who podczas amerykańskiego tournée promującego rockową operę Pete'a Towshenda - "Quadrophenia".

Lynyrd Skynyrd na żywo w przeboju "Free Bird" w 1977 roku:


Następne lata to dla Lynyrd Skynyrd kolejne zmiany i poszerzenie składu (w efekcie symbolem muzyki zespołu stały się partie grane przez aż trzech gitarzystów), tworzenie, próby, koncerty i co najistotniejsze krążki. I te ważniejsze - duże ("Second Helping" z 1974 r., "Nuthin' Fancy" z 1975 r., "Gimme Back My Bullets" z 1976 r. oraz już wspomniany "Street Survivors" z 1977 r.), i te małe, z wydanym w sierpniu 1974 r. superprzebojem "Sweet Home Alabama" na czele.

W 1976 r. Collins i Rossington mieli poważne wypadki drogowe, co sprawiło, że trzeba było odwołać część koncertów i opóźnić pracę nad kolejnym longplayem. No a co się stało 20 października, już prawie wiemy... Prawie, bo przecież nie dla wszystkich wszystko skończyło się około dziewiętnastej.

Gdy na miejsce katastrofy dotarli pierwsi z okolicznych mieszkańców, zobaczyli porozrywane szczątki maszyny, od której odpadło skrzydło i usłyszeli zawodzenie rannych. Oczywiście natychmiast zaczęła się akcja ratownicza, ale nie mogła przebiegać sprawnie, bo ze względu na podmokłe podłoże i drzewa niemożliwy był dojazd karetek.

Na szczęście, po zrobieniu przez buldożery prowizorycznej drogi udało się stworzyć możliwość dojechania do miejsca, gdzie ratownicy donosili na noszach rannych. W efekcie dopiero po ponad trzygodzinnej akcji udało się przetransportować do szpitali ciężko rannych oraz grupę mniej poszkodowanych. Niestety, jednak na miejscu zginęli: lider Lynyrd Skynyrd - wokalista Ronnie Van Zant; gitarzysta - Steve Gaines; jego siostra, śpiewająca w chórkach - Cassie Gaines oraz asystent menażera trasy koncertowej - Dean Kilpatrick, a także obaj piloci - Walter McCreary i William Gray.

Po katastrofie, jak się można było spodziewać, Lynyrd Skynyrd został rozwiązany, a ci jego członkowie, którzy przeżyli i z czasem zakończyli rehabilitację powoli wracali do muzyki. I tak w styczniu 1979 r. doszło do wykonania przez kilku z nich (m. in. Collinsa i Rosigtona) instrumentalnej wersji "Free Bird" podczas imprezy Charlie Daniels' Volunteer Jam V. W następnej dekadzie powstała grupa The Rossington-Collins Band, formacja, w której partie wykonywała Dale Krantz, późniejsza żona Rossingtona (wydała dwie płyty) i kilka innych projektów z byłymi członkami Skynyrd.

W 10 lat po katastrofie doszło do powrotu zespołu, bowiem pod wodzą Rossigtona ponowną współpracę zaczęło czterech muzyków, którzy przeżyli wypadek oraz jeden (gitarzysta Ed King), który kiedyś w nimi grał, ale odszedł z grupy jeszcze przed katastrofą. Natomiast wokalistą wskrzeszonej formacji został młodszy brat Ronnie Van Zanta - Johnny. Nowy Lynyrd Skynyrd, pomyślany początkowo jako jednorazowy projekt, dał okolicznościowe tournée i wydał z niego świetnie przyjęta płytę koncertową - "Southern By The Grace Of God", a potem zdecydował, że będzie działał dalej. I działa, ze sporym powodzeniem zarówno artystycznym (bardzo dobre albumy) jak i komercyjnym. A ostatnio, dokładnie 21 września tego roku, muzycy Lynyrd Skynyrd wydali kolejny bardzo dobry, solidnie brzmiący krążek "Last Of A Dyin' Breed".

PS. Co ciekawe, mimo że przeszukałem całe domowe "archiwum" i długo grzebałem w internecie, nigdzie nie znalazłem choćby najkrótszej informacji, mogącej dać odpowiedź na nurtujące mnie pytanie: Dlaczego w samolocie tak nagle zabrakło paliwa? W związku z tym pojawiły się następne: Wyciekło (jeśli tak, to dlaczego)? A może ktoś nie dolał? Ktoś upuścił? Ktoś...

Zobacz Lynyrd Skynyrd w "Gimme Three Steps":

Czytaj poprzednie odcinki "Przewodnika rockowego"

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje