Reklama

Tik-tak i zupa z pomidorów

Gazpacho "Tick Tock", HWT Records

Hiszpańska zupa gazpacho to chłodnik z pomidorów polecany szczególnie na upalne dni. Norwegowie z grupy Gazpacho na piątej płycie gotują równie smacznie, choć z zupełnie innych składników: melancholii, piasku afrykańskiej pustyni i nieuchronnej katastrofy.

Reklama

Recenzenci mają spory problem z wrzuceniem Norwegów do jednej kategorii: najczęściej piszą o rocku progresywnym i post-rocku. Na pewno Gazpacho ma spory kredyt zaciągnięty u Marillion - w końcu nazwa zespołu pochodzi od tytułu jednego z utworów Brytyjczyków, a trójka muzyków Gazpacho aktywnie udziela się w fan-klubie Marillion. Norwegowie też poprzedzali swoich idoli na trasie promującej album "Marbles". Dodajmy, że Jan Henrik Ohme śmiało mógłby uchodzić za wokalnego brata Steve'a Hogartha, jednak krzywdzące dla sekstetu z Oslo byłoby ustawienie Gazpacho w roli epigona Marillion.

Do mieszanki eterycznej melancholii znad norweskich fiordów rodem (mamy tu coś z klimatów Sigur Rós, Mum czy Paatos, czyli innych rozmarzonych Skandynawów) i mocniejszego, rockowego uderzenia Gazpacho na "Tick Tock" dorzucili garść saharyjskiego piasku i pustynnego wiatru. Te dodatki to efekt tematyki płyty, opartej na książce "Ziemia, planeta ludzi" Antoine'a de Saint-Exupery'ego. Francuz, autor "Małego księcia", w 1935 roku wraz z nawigatorem André Prévotem wybrał się w lot z Paryża do Sajgonu. Po kilku godzinach podniebna przygoda zakończyła się rozbiciem samolotu na Saharze. Zaczęła się walka o przetrwanie. Afrykański lot i przeprawę przez pustynię w interpretacji Gazpacho można odczytać jako metaforę rozpadającego się związku głównego bohatera.

Nadchodzącą katastrofę słychać już w połowie otwierającego numeru "Desert Flight", kiedy milkną ostre gitary, a na pierwszy plan wychodzą plamy klawiszy i skrzypce. Przytłumione dźwięki instrumentów i schowany głos Ohme sprawia, że niemal namacalnie czuć falujące, buchające gorącem powietrze z serca czarnej Afryki. Kiedy podróżnicy rozpoczynają swój marsz przez pustynię (podzielone na dwie części "The Walk"), towarzyszy im rytm tykającego zegara, jakby zapowiadającego zbliżający się koniec. W trzyczęściowym kolosie, ponad 20-minutowym "Tick Tock" nadzieja zamiera, "nie ma lekarstwa, nie ma gdzie się skryć". Fatamorgana miesza się z rzeczywistością, kroki stają się coraz cięższe, myśli krążą wokół przeszłości. Tykający zegar przyspiesza w rytm gęstniejących oddechów wyczerpanych lotników.

W książce "Ziemia, planeta ludzi" po pięciu dniach pustynnej przeprawy pechowców uratował samotny Beduin. Na płycie "Tick Tock" historia nie kończy się równie konkretnym rozwiązaniem, ale nadzieja powraca w najkrótszym, finałowym utworze "Winter Is Never": "Wiesz, że piosenka ma skrzydła / zimy nie będzie".

7/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: zupa | Gazpacho | Tick Tock

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje