Reklama

Recenzja Ad.M.a. "Gdy skrzydła w popiele, boginie schodzą na Ziemię": Na pograniczu zimny wieje wiat

Mogłoby się wydawać, że po wyjściu Lilu z rapgry Ad.M.a spróbuje wskoczyć w jej buty. Nic jednak z tych rzeczy. Na "Gdy skrzydła w popiele, boginie schodzą na Ziemię" raperka z Chełma odbija w inną stronę i Bóg raczy wiedzieć, gdzie znajdzie swoją przystań.

Okładka płyty Ad.M.a "Gdy skrzydła w popiele, boginie schodzą na ziemię"

"Wreszcie na horyzoncie pojawiła się kolejna raperka, która nie musi wchodzić w męskie role i udowadniać całemu światu, że ma "grande cojones". Chciałoby się powiedzieć: lepiej późno niż wcale. Jak widać wyjście może zarazem oznaczać bardzo mocne wejście do rapowej gry". Tymi zdaniami kończyłem na łamach Interii recenzję poprzedniej płyty Ad.M.y. Od tamtego tekstu minął już niemal rok, a chełmianka na dobre rozgościła się w środowisku. Koncertuje, została wilczycą portalu Popkiller, jej fanbase nadal rośnie, podobnie jak oczekiwania ze strony odbiorców. Nowy album miał więc rozjaśnić kwestię tego, w jakim kierunku pójdzie twórczość Ady, a pozostawia odbiorcę z pytaniami. Wiadomo tylko, że nic nie wiadomo.

Reklama

Woda zaczyna pluskać. Z odmętów wydobywa się reprezentantka 3/4 UDGS i zaczyna zalotnym, podszytym seksapilem głosem deklamować kolejne linijki. Rap ginie w toni, na wierzch wypływają r'n'b i pokrewne. To właśnie cechuje "Gdy skrzydła w popiele, boginie schodzą na Ziemię" - hip-hop schodzi tu na dalszy plan, a gospodyni szuka najlepszego połączenia macierzystej stylistyki z innymi zajawkami. O tym, jakimi sposobami szuka swojej tożsamości, powiem szerzej w części o samej warstwie muzycznej, więc skupmy się na chwilę na samym rzemiośle nawijkowo-tekstowym. Chełmska raperka okrzepła na tyle, że zaczęła tryskać pewnością siebie. Podśpiewuje gdzie tylko się da, wyciąga te wersy do granic możliwości, szepcze, krzyczy... To jednak nic przy tym, jak bardzo zaczepna stała się jej liryka. Dalej obfituje w szeroką leksykę, ale potrafi też ująć niewidzianą wcześniej przewózką. Taki "Skandal" to przecież bomba ambicjonalna, z kąśliwymi wersami na temat kobiecej strony podrywania mężczyzn wolnych i zajętych. Ujmujące i warte docenienia.

Sporo dobrego powiedziałem już o "GSWPBSNZ", więc teraz dla odmiany trochę (albo więcej niż trochę) goryczy. Mamy tu czternaście kawałków. Dużo to czy mało? Nie mnie oceniać, ale słychać niestety, że w sferze bitowej nie ma motywu przewodniego albo inaczej - czegoś, co pozwoliłoby identyfikować muzykę jako spójną. Można byłoby to poczytywać jako zaletę, gdyby nie fakt, że po odsłuchu pozostaje refleksja o rozgardiaszu i tym, że Ada nie określiła, co tak naprawdę chciałaby zrobić. Jasne, jest tu parę tykających bangerów skrojonych pod łamanie karków, jest parę introwertycznych, przestrzennych bitów zawieszonych w półśnie, ale obok nich występują produkcje testujące granice tolerancji słuchacza. Takie zamykające materiał "Golden Ratio" patrzy z utęsknieniem w stronę Anglii i garaży, momentami drga, a autorka celowo porusza się ni to w bicie, ni to obok niego. Wydaje się, że reprezentantka Chełma najlepiej poczuła się, gdy nagrywała utwór "Młode Lisy" - wjeżdża z charyzmą, nic nie robiąc sobie ze stąpania po cienkim, dubstepowym lodzie. Nie pogardziłbym, gdyby kariera bohaterki tego tekstu poszła właśnie w takim kierunku.

Lubię ten album i zarazem nie do końca go lubię. Sprawa sympatii lub antypatii byłaby łatwiejsza do rozstrzygnięcia, gdybym po odsłuchu miał pewność, co te wybiegi miały na celu. Jeśli to eksperyment artystyczny to jest go troszkę za dużo. Jeśli zaś chodziło o płynne wyjście poza rapowy nawias... Pożyjemy, zobaczymy. Gdybym mógł stawiać oceny "pomiędzy", to byłoby 6,5 - na zahartowanie. A tak pozostaje samo sześć.

Ad.M.a "Gdy skrzydła w popiele, boginie schodzą na Ziemię", 3/4 UDGS

6/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ad.M.a

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje