Reklama

Open'er Festival 2019

The Strokes na Open'er Festival 2019: Bez respektu dla pogody [RELACJA, ZDJĘCIA]

Drug dzień Open'er Festival 2019 upłynął pod znakiem katastrofalnych wręcz warunków pogodowych. Na terenie festiwalu radzili sobie tylko najwytrwalsi, a deszcz i wiatr, odbiły się również na frekwencji podczas koncertu największej gwiazdy tego wieczoru - zespołu The Strokes. Pogoda nie odbiła się jednak na formie grupy, która zagrała niezły koncert.

Julian Casablancas nic nie robił sobie z padającego deszczu

The Strokes przeżywają właśnie swój wielki powrót do wspólnego koncertowania. Po mniej więcej dwuletniej przerwie, w trakcie której członkowie zespołu poświęcali się innym projektom, znowu są razem i znowu porywają publikę.

Tym razem ludzi zgromadzonych pod Main Stage drugiego dnia festiwalu Open'er. Niestety fatalne warunki pogodowe - silny deszcz, wyjątkowo niska jak na lipiec temperatura i porywisty wiatr - mocno pokomplikował sprawę i ostatecznie na koncercie stawiło się mniej ludzi, niż można było się spodziewać.

Reklama

The Strokes w zasadzie nie mają specjalnego pomysłu na koncertowy powrót. Ot, standardowy układ, standardowy lekko zblazowany styl no i przede wszystkim: hity. Podczas koncertu w Gdyni te wybrzmiały głośno, wyraźnie i intensywnie. Setlista piątkowego występu skupiła się raczej na kawałkach z pierwszych trzech płyt: "Is This It", "Room on Fire" oraz "First Impressions of Earth". Usłyszeliśmy m.in. otwierające koncert "Heart in a Cage" (posłuchaj!), przebojowe "You Only Live Once" (posłuchaj!) czy singel "Repitilia" (sprawdź!).

Między członkami zespołu nigdy nie było specjalnej chemii podczas występów. W tym aspekcie również nic się nie zmieniło, jednak nie stanowi to problemu, dopóki każdy wykonuje swoją robotę tak dobrze, jak podczas występu na Open'erze. Perkusja Fabrizio Morettiego brzmiała wyraziście, bas Nikolaia Fraiture'a potężnie, natomiast solówki Nicka Valensiego były bezbłędne. Błędny był za to Julian Casablancas, w typowy dla siebie sposób zagadujący od czasu do czasu publikę, wspominający o żartach z nazwy miasta Gdańsk, wykrzykujący kolejne wersy tak, że w pewnym momencie zachrypł.

Po drodze natomiast nieraz mocno zafałszował. Ale to nic - w ostatecznym rozrachunku The Strokes zrobili to, co do nich należało i czego raczej każdy fan od nich oczekiwał. Zagrali porządny, pędzący, energiczny koncert.

INTERIA.PL

Reklama