Reklama

"X Factor": Odsłona druga. Jaka to była edycja?

Fantastyczny Dawid Podsiadło nie zamaskował ubytków drugiej polskiej edycji znanego na całym świecie programu "X Factor". Nuda na ekranie spowodowała, że oglądalność zaczęła pikować, a żenujące zachowanie Jarosława Kuźniara i Kuby Wojewódzkiego w finale przechyliło szalę w stronę porażki.

Pamiętacie Macieja Stuhra "tłumaczącego" Garou? Zabawne to było, ale przede wszystkim z zachowaniem dobrych manier. Kuba Wojewódzki po raz kolejny próbuje po swojemu sprzedawać ten sam żart, teraz dołączył do niego Jarosław Kuźniar. I wtedy pojawiło się to dławiące uczucie, kiedy wstydzimy się za kogoś.

Ha, ha, ha

Reklama

Nie wszyscy oglądali, więc spieszę z wyjaśnieniami. Gościnnie na scenie wystąpiła szkocka gwiazda Amy Macdonald, która zaśpiewała w duecie z finalistkami "X Factor", zespołem The Chance.

Po tym występie zaczęły się żarciki z cyklu "ha, ha, ha, ona nie rozumie, jak mówimy po polsku". Rozochocony tą konwencją Jarosław Kuźniar zaczął przekładać wypowiedź Kuby Wojewódzkiego Szkotce na ucho, wymyślając niespecjalnie lotne banialuki ("He says that we look very nice. You and I").

"...i dodaj, że jestem singlem i mam dwa samochody" - pospiesznie nadmienił Kuba.

Gdy Czesław Mozil chciał coś powiedzieć po angielsku, został momentalnie przez starszego kolegę z jury storpedowany.

"Po polsku, to jest polska telewizja póki co!" - nagle Wojewódzki zrobił się bardzo poważny.

Zapewne nie umknęły też uwadze widzów żałosne próby przytulania i całowania Katei Meluy przez Kuźniara.

Zaskakujące, że przy miernym angielskim Kuźniara nie pomyślano o tłumaczeniu symultanicznym do słuchawki zaproszonego gościa. Scenariusza, jak rozegrać tę sytuację, najwyraźniej w ogóle nie było, o czym świadczyło błagalne pytanie: "Kuba, ty tłumaczysz, czy ja mam?". Ale najbardziej załamujący jest fakt, że stare telewizyjne wygi zachowały się kompletnie bez klasy, dyskutując o stanie cywilnym Katie Meluy w jej obecności - przy czym ona oczywiście nie miała o tym pojęcia.

Dawid Podsiadło

Na szczęście zdarzył się drugiej edycji "X Factor" 18-latek z Dąbrowy Górniczej. Wpisując go w szerszy kontekst, można nawet mówić o pełni szczęścia. W "Must Be The Music" fascynujący Lemon, tutaj Dawid Podsiadło. Jeszcze nigdy rodzimych talent shows nie wygrywali tak utalentowani uczestnicy, co jest o tyle niespodziewane, że konkursy talentów wałkujemy przecież nie pierwszy rok.

Zachwyciła mnie u Podsiadły barwa głosu, lekkość, talent interpretacyjny. Kilka zdań zamienionych z Katie Meluą potwierdza przy okazji, że z angielskim radzi sobie bez najmniejszych problemów.

Krytykują niektórzy pozę na oślicę Balaama, czyli małomównego mędrka. Mnie ona bawiła. Jest w tym trochę kreacji, ale intrygującej kreacji. "To może zrobię przysiad" - wypalił po swoim finałowym występie.

Jest oczywiście obawa, że czar pryśnie, gdy przyjdzie do zaprezentowania własnego repertuaru. Nieraz już to przerabialiśmy. Stąd opublikowany kilka tygodni temu nasz list otwarty, skrytykowany skądinąd na antenie przez Czesława Mozila.

Nuda

W ciągu roku "X Factor" stracił dwa miliony widzów. Rwą sobie pewnie co niektórzy włosy z głowy w związku z tym, zastanawiając się, "gdzie popełniliśmy błąd".

Bolesne dla TVN-u musiały być zwłaszcza prestiżowe porażki z "Must Be The Music" i "Bitwą na głosy".

Ale spadek widowni można łatwo uzasadnić tym, co działo się na ekranie. A działo się zaskakująco niewiele.

Okej, wiemy, że młodzi ludzi w Polsce ładnie śpiewają. Znamy już większość żartów Kuby Wojewódzkiego, wiemy, że Czesław jest zabawny, kiedy mówi po polsku, a Tatiana Okupnik bardziej elokwentna od Mai Sablewskiej. Cała druga edycja toczyła się w obrębie oczywistości. Szybko okazało się, że talent Podsiadły wyprzedza umiejętności pozostałych uczestników, a i drugie miejsce zostało szybko obsadzone przez Marcin Spennera już na kilka tygodni przed finałem.

Swoje żniwo zebrała też inflacja słów, zjawisko, przed którym próbujemy przestrzegać nie pierwszy raz. Określenia służące do chwalenia uczestników wymknęły się spod kontroli tak dalece, że Kuba Wojewódzki określił Marcina Spennera "wielkim artystą". Ile jeszcze będzie tych niesamowitych, fenomenalnych, znakomitych występów? Dziś "znakomity" to słowo tak rozwodnione w znaczeniu jak mój pierwszy rosół (za mało mięsa).

Może nie byłoby tak nudno, gdyby za każdym z uczestników kryła się ciekawa, dobrze sprzedana historia. Może nie byłoby tak nudno, gdyby jury kolektywnie udało się pod zimny prysznic i racjonalnie oceniało występy, nie uciekając od krytyki. Może nie byłoby tak nudno, gdyby Jarosław Kuźniar był Marcinem Prokopem. Może nie byłoby tak nudno, gdyby z wybranych występów na żywo zrobiono wielki show - z przemyślaną, jeśli trzeba bombastyczną, scenografią i choreografią (ale tu już wchodzimy w rejony budżetu, a nie jest w żadnym wypadku moją intencją wydawać nieswoje pieniądze).

Może nie byłoby tak nudno, gdyby koncerty tematyczne miały trafniej wybrany motyw przewodni. Przyznaję się bez bicia, zapamiętałem jedynie, że były polskie piosenki, i były przeboje Adele. A co poza tym? Czarna dziura niepamięci.

Może nie byłoby tak nudno, gdyby Dawidów i Gienków było w tym programie więcej. Deficyt scenicznych osobowości był zauważalny w obu edycjach, wystarczy przypomnieć, kto zajmował trzecie miejsca: Ada Szulc i dziewczyny The Chance to nie ta liga oczekiwań.

Będzie trzecia edycja

Tak oznajmił w sobotni wieczór Jarosław Kuźniar. Twórcy show już dobrze wiedzą, że - cytując znanego ekspolityka - bez szarpnięcia cuglami się nie obejdzie.

Michał Michalak

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje