Reklama

"Urodzony do prezesowania"

Powiedz mi co z "Bezelami". Będziecie z Kołczem w jakiejś telewizorni?

Reklama

Będziemy w jakiejś telewizorni, ale nie mogę powiedzieć w jakiej. Zobaczycie nas już w ramówce jesiennej.

Ponoć ma się ukazać DVD z waszymi najlepszymi akcjami. Co poza tym tam się znajdzie?

Będzie przed świętami. To jest absolutnie potwierdzone i w trakcie realizacji. Natomiast jest jeszcze opcja, że będziemy robić hardcore'owe odcinki "Bezeli". Nie do telewizji, tylko do jakiegoś pisma...

A na DVD będą najlepsze naszym zdaniem wyczyny, czyli cała kolekcja scenek z główną "Scenką szlachecką" i "Przesłuchaniem w Alei Szucha". "Świnia, ludzka świnia!"(śmiech). Będą też wybrane motywy "Słodowego", cały zestaw "Mango" oraz rzeczy, które z różnych względów nie znalazły się w programie.

Uwierz mi, cenzura działa i wielu rzeczy nie mogliśmy pokazać. Będzie na przykład nasza wersja filmu "Symetria", chociaż oglądaliśmy to w zeszłym tygodniu i jakby ktoś nie zrozumiał żartu, to mogliby nas nożykiem potraktować.

Skoro już jesteśmy przy "Bezelach" i Kołczu. Czy jego płyta będzie następnym wydawnictwem Wielkiego Joł?

Jego płyta będzie chyba katalogowym numerem 20, bo patrząc na tempo prac nad nią... Kołcz nagrał ją w wersji demo, ale do wersji studyjnej coś się nie może zebrać. Ja myślę, że uświetnimy jego płytą wejście Polski do strefy euro (śmiech).

Rozmawialiśmy o "Bezelach", porozmawiajmy o tematach filmowych. Jak wspominasz udział we "Francuskim numerze"?

Powiem ci, że to był ciekawy i sympatyczny epizod. Jestem nawet ponoć ujęty jako współscenarzysta tego filmu. To było fajne doświadczenie, natomiast moją ambicją, marzeniem i planem, jest nakręcenie własnego filmu. Znajdziemy na to środki, życie napisało scenariusz. Czasami mam już takie myśli, że siądę i zacznę pisać książkę bazującą na moich przeżyciach i historiach, o które się otarłem.

Nie będzie to żadna tam autobiografia czy pamiętniki, tylko historia z życia. I na kanwie tej książki po prostu musi powstać film. To jest już pewne.

Masz już jakiś rozdział gotowy, czy wszystko na razie jest w głowie?

Na razie w głowie. Najfajniej byłoby mieć panią Jowitkę, której po prostu dyktujesz, a ona pisze. Mógłbym właściwe to sam sobie napisać, bo studiowałem dziennikarstwo, znam gramatykę i ortografię... Tylko to jest czasochłonne. Ale wszystko przede mną.

Najbardziej mnie zastanawia, jak to zrobić technicznie. Narysować sobie plan konstrukcji misternej intrygi? Żebym sobie niczego nie zapomniał. To będzie skomplikowana historia i akcja.

To potrzebujesz sporej tablicy...

Mam taką, ale na razie jest na niej jeszcze rozrysowana płyta "Essende Mylffon". Będzie to można kiedyś wylicytować dla biednych dzieci.

Dowiedz się więcej na temat: radio | problem | jurek | rzeczy | Dariusz Dudka | Kraków | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje