Reklama

"Stary klimat w nowoczesnej oprawie"

Powroty, powroty, powroty. Ile razy w ciągu ostatnich kilku lat przecieraliśmy oczy ze zdziwienia na wieść o reaktywacji kolejnego zespołu z zamierzchłej przeszłości? Do rosnącego grona wskrzeszanych formacji, po ponad 15 latach niebytu, dołączył również Pestilence, grupa, której rewolucyjne podejście do death metalu z przełomu lat 80. i 90. błyskawicznie wyniosło Holendrów na piedestał, by równie szybko strącić ich z niego, gdy, jak wielu twierdziło, forma przerosła treść.

Warto jednak pamiętać, że były to czasy, w których mało kto słyszał o Meshuggah, muzycy Mastodon czy The Dillinger Escape Plan dopiero co odstawili nocniki, a wszelkie przejawy bardziej stanowczego odejścia od prawideł stadnej brutalności na rzecz szerszej wizji, uważano powszechnie za kompletną głupotę.

Reklama

Patrick Mameli, wszechwładny lider Pestilence, znalazł kilka chwil, by opowiedzieć Bartoszowi Donarskiemu o powrotnej płycie "Resurrection Macabre".

Minęły dobre dwa lata od czasu, kiedy rozmawialiśmy ostatni raz o twoim projekcie C-187. Nie pamiętam, żebyś mówił wówczas cokolwiek o ewentualnym powrocie Pestilence. Skąd zatem ta decyzja? Co się zmieniło?

Nie zmieniło się zbyt wiele. Miało to więcej wspólnego z faktem, że w kontrakcie miałem do nagrania jeszcze jeden album dla Mascot. Ludzie ciągle pytali ich o nową płytę Pestilence. Pomyślałem więc, że jeśli znajdę właściwych ludzi, to może coś zacznie się dziać.

Może na wskrzeszenie Pestilence miał swój wpływ C-187. Może to był początek?

Zupełnie nie. To było kompletnie osobne przedsięwzięcie, również pod względem muzycznym. Niektórym ten projekt nie przydał do gustu, inni ciągle pytali o Pestilence. Powiedziałem zatem: No dobra, zróbmy to!

Obecnie wiele zespołów z odległej przeszłości powraca z niebytu. Nie obawiałeś się, że Pestilence zostanie wrzucony do tego samego worka?

Przyznam, że nie bardzo orientuję się w tym, co dzieje się na scenie. W wywiadach ludzie mówią mi, że reaktywowała się ta czy inna formacja, czasami z ciekawości sprawdzam to w internecie. Materiał na ten album zaczął powstawać dobry rok temu. Przez cały ten okres nie było za bardzo czasu na interesowanie się innymi sprawami.

To czy death metal jest akurat teraz na topie czy nie, nie ma dla mnie znaczenie, podobnie jak dla wielu innych zespołów, które powracają z niebytu. Osobiście nie jestem w ogóle zaangażowany w to, co się dzieje na scenie.

Przyznam, że płyta brzmi naprawdę rasowo. Udało się wam!

Nie ma co ukrywać, gdy odchodziliśmy 15 lat temu, nie wszystkim podobało się to, co graliśmy. Teraz rzecz polegała na tym, żeby wskrzesić Pestilence w jak najlepszej formie, z właściwymi ludźmi, czyli Peterem na perkusji, Patrickiem na gitarze, Tonym Choyem na basie i ze mną na wokalu i gitarze. To był warunek konieczny. Chcieliśmy udowodnić ludziom, że byli w błędzie spisując nas na straty. W studiu, już po usłyszeniu pierwszego utworu, wiedzieliśmy, że będzie to coś wielkiego.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: utwory | klimat | powroty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje