Reklama

"Sample się skończyły"

Czy macie już przygotowane jakieś nowe kompozycje, zarysy utworów. Pewnie patrzycie trochę do przodu?

Reklama

Tak, oczywiście. Patrzymy do przodu. W momencie, gdy nagrywaliśmy debiut, to jednocześnie robiliśmy materiał na drugi album. Taka jest prawda, że mamy kilkadziesiąt utworów. Jak mam wolny dzień, to siedzę i tworzę jeden kawałek po drugim. Cały czas mam jakieś tam pomysły i chce mi się je realizować.

Tworzę kilka utworów lub szkielety i później się im przysłuchuję. A które mi się spodobają, to zostają. Wydaje mi się, że większość drugiej płyty od strony muzycznej już jest przygotowana.

A co z tekstami? Powstają tak jak to opisaliście w "Nietrudno o banał"?

(śmiech) Czasami trudno napisać tekst. Piszemy wtedy, gdy mamy na to ochotę. Na przykład Ignac nie robi nic na siłę, czasami czeka nawet dwa tygodnie. Jak nie pokłóci się z dziewczyną, to nie będzie miał tematu (śmiech). Wszystko robimy na spokojnie. Kiedy powstaje kawałek, nie spieszymy się z niczym. W miłosnych utworach ja zazwyczaj zaczynam pisać, a Ignac później dorzuca coś od siebie.

Jakie są wasze najbliższe plany koncertowe?

Gramy w kwietniu na New Yorker Hip Hop Festival. Chcielibyśmy zacząć grać koncerty i zacząć od naszego miasta. To wszystko zależy od organizacji, bo my chcielibyśmy wszędzie pojechać. I do małych miejscowości i do dużych miast. Na duże imprezy i do małych klubów.

Na wcześniejszych koncertach występy w małych mieścinach były po prostu świetne. Wszyscy się dobrze bawili. A teraz dodatkowo będą znali nasze kawałki z płyty. Dlatego tylko czekamy, aż będzie masa, masa koncertów.

Jakieś śmieszne lub dziwne wspomnienie z koncertu?

Wiesz, na każdym koncercie jest zabawnie. Jest świetna atmosfera i ludzie, którzy grają z nami mają rewelacyjne poczucie humoru. Chłopaki po prostu wchodzą i zaczyna się zabawa.

A co do dziwnych zdarzeń, to graliśmy raz nad morzem koncert z Jeden Osiem L. Było to w Rewalu. Zaraz po naszym koncercie, w przerwie przed Jeden Osiem L, okazuje, że nie ma prądu. Chłopaki mają wyjść na scenę. I co tu zrobić? Postanowili czekać, ale baliśmy się, że ludzie pójdą do domu.

Wyskoczyłem na scenę i tłumaczę ludziom, że muszą trochę poczekać, bo nie ma prądu. Wtedy jeszcze nikt mnie nie znał, byłem zwykłym chłopczykiem i jakieś trzy minuty wcześniej zeszliśmy ze sceny po naszym koncercie (śmiech). A z tłumu ktoś poprosił mnie o autograf. I wtedy się posypało, masa autografów. Zawołałem Ignacego "Stary, chodź tu sam nie dam rady!" (śmiech). Było strasznie sympatycznie.

Dowiedz się więcej na temat: wytwórnia | sceny | muzyka | scena | atmosfera | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje