Reklama

"Miłość to temat ponadczasowy"

Zespół Verba powstał w 1997 roku w Pile w Wielkopolsce. Tworzą go Bartas i Ignac, kumple z jednej klasy szkoły podstawowej, którzy szybko odkryli, że mają wspólne zainteresowania i postanowili połączyć siły. Bartas i Ignac zaczęli współpracować bardzo wcześnie, kiedy jeszcze hip hop w Polsce nie cieszył się popularnością. Bartas swoją przygodę z komponowaniem utworów zaczął bardzo wcześnie, bo już w wieku 5 lat rozpoczął naukę gry na instrumentach klawiszowych. Przez 18 lat nie rozstawał się z muzyką, bo jest ona jego życiem. Razem bardzo szybko zainteresowali się pisaniem tekstów, jednak przez długi czas rymował tylko Ignac. Z czasem i Bartas zabrał się za rymowanie. W ich utworach często przewijają się tematy codziennego życia, miłości i własne przemyślenia z nimi związane. Jest to muzyka dla wszystkich. Na koncie mają trzy nielegale i debiutancki album "Ósmy marca", wydany przez UMC Records. Z okazji ukazania się tej właśnie płyty, z Verbą rozmawiał Matess.

Jesteście nowym zespołem wśród tych z "wyższej półki". Jak doszło do waszej współpracy z UMC?

Reklama

UMC zainteresowało się naszą taśmą demo, którą przesłaliśmy do nich. W bardzo szybkim czasie uzyskaliśmy pozytywną odpowiedź.

Jak długo powstawała płyta?

Niecałe 1,5 roku. Wiele godzin spędzonych w domowym studio, dużo pracy w nocy, z powodu dużej ilości zajęć.

Zadanie marketingowe. Jak byście ocenili własną płytę, aby zachęcić słuchacza do kupna?

(śmiech) Nasza płyta nie jest klasycznym hip hopem, jest neutralna i każdy może na niej znaleźć coś dla siebie. Wszystkie sprawy, jakie poruszyliśmy, dotyczą każdego, więc ta płyta po prostu trafia do serca!

Jak określicie styl, w którym tworzycie?

To nie jest zwykły hip hop. Bardzo odbiega od tego, co dotychczas prezentowała polska scena. Każdy po przesłuchaniu tego materiału właśnie to stwierdza. Ta płyta jest nieco w klimacie pop i taki też zamiar mieliśmy podczas nagrań.

Nie boicie się, że będą was porównywać do Jeden Osiem L i innych "hiphopolowców" w naszym kraju? Jakie macie do tego podejście?

Do Jeden Osiem L mogą nas porównywać ci, którzy nie znają się zupełnie na muzyce. To jest zupełnie inna historia. My jesteśmy artystami i to, co robimy jest zupełnie nasze. Zawsze tak było i nikt nie może nam nic zarzucić. Tacy zostaniemy zawsze.

A co do hip hopolo, to śmieszne jest dla nas takie porównywanie. Bzdura. Dla nas zupełnie bezpodstawne. Ale to zazdrośni amatorzy wymyślili tę nazwę. Takie już jest polskie zawistne podejście do kogoś, komu udaje się zaistnieć.

Spotkałem się już ze stwierdzeniami, że tworzycie muzykę łatwą i przyjemną - dla dwunastolatek. Hip hop z założenia miał być muzyką buntu, coś nie tak...

Hip hop to muzyka buntu? To kpina! Kto tak powiedział? Ktoś, kto nie potrafi sam napisać o czymś innym, niż tym, że źle mu się życie potoczyło i złoży swoje buntownicze kawałki z elementów cudzych melodii, mówi o sztuce? Co się stało z tymi, którzy potrafią zrobić coś sami? Czy nie uczyli was w szkole, że miłość jest tematem ponadczasowym i najważniejszym? Mamy dwa pytania do takich buntowników: Wstydzicie się swoich uczuć? Czy nie chodziliście do szkoły ?

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: hip hop | szkoły | moda | muzyka | miłość | tematy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje