Reklama

"Gorączka sobotniej nocy"

Nieustannie roześmiana, rozgadana, bardzo szczęśliwa i podekscytowana premierą swojego solowego debiutu - tak Tatiana Okupnik wyglądała na dzień przed wydaniem płyty "On My Own". Po odejściu z grupy Blue Cafe Tatiana nawiązała współpracę z amerykańskimi muzykami - jak sama mówi, przypadkowo. Efektem tego był wyjazd do Nowego Jorku, gdzie powstał "On My Own". O tej płycie, potrząsaniu pupką, głosowej "żabie", dodawaniu skrzydeł i występach na festiwalach Tatiana opowiedziała Emilii Chmielińskiej.

Dlaczego zdecydowałaś się nagrywać w USA, z tamtejszymi muzykami? Jak trafiłaś na producenta Lenny'ego White'a?

Reklama

To właściwie chyba było zapisane gdzieś w gwiazdach, bo ja sobie tego nie planowałam. Kiedy rozstawałam się z Blue Cafe to jeszcze nie miałam żadnych planów co dalej robić z sobą.

Tylko dzięki temu, że Michał Urbaniak zaprosił mnie na próbę przed koncertem na Vena Festiwal i powiedział "Słuchaj, wpadnij na próbę, będą muzycy ze Stanów z którymi grałem - zobaczysz, poznasz, może sobie coś zaśpiewamy". Tam właśnie poznałam Lenny'ego White'a, który zresztą powiedział "To wiesz co, może gościnnie wystąpisz w tym koncercie".

Oczywiście bardzo miło mi się zrobiło, ale myślałam, że jak wyjedzie do Stanów, to zapomni kto to jest Tatiana Okupnik. Okazało się, że nie zapomniał i zaczęła się wymiana mailowa. Jak Lenny dowiedział się, że odeszłam z zespołu pomyślał, że może by razem coś wykombinować. Padło pytanie czy będę w Nowym Jorku. Oczywiście powiedziałam, że będę (śmiech), chociaż takich planów nie miałam. Pojechałam i tak się wszystko zaczęło.

Tak naprawdę to był zbieg różnych zdarzeń. Ja tego nie planowałam od początku i dopiero w momencie kiedy pojawiła się taka okazja i możliwość to stwierdziłam, że warto spróbować.

Co mu zawdzięczasz?

Po pierwsze cieszę się, że on w ogóle chciał pracować nad tym projektem i że tak się stało, że on pomyślał, że może go zrobić z wokalistką z Polski. Na tyle w to uwierzył, że ciągle dzwoni, pyta, że chciałby coś z tym w Stanach zrobić, żebym przyjechała do Nowego Jorku.

To jest długi proces, ale od niego dostałam taki niesamowity power. Powiedział "Super, robimy, nagrywamy!". Na pewno dodał mi skrzydeł. Napisał większość utworów i wszystkie produkował.

To było fajne, że on podpowiadał, pokazywał inne możliwości. To było coś niesamowitego, bo ma fantastyczne doświadczenie, za sobą zagrane koncerty, z różnymi ludźmi pracował, a teraz poświęca czas Tatianie i daje mi szansę, by się czegoś nowego nauczyć.

Ta jego skromność, pokora zrobiła na mnie wrażenie. Dostałam tam takiego zastrzyku pozytywnej energii i wiary w siebie, że można zrobić coś, co niby nie jest komercyjnym produktem, a jednak może trafić do kogoś, że może się spodobać. Zobaczymy jakie będą efekty, ja się w każdym razie podpisuję pod nim 100-procentowo.

Czy jest szansa na jakieś piosenki w polskim języku? Lub na polskojęzyczną wersję "On My Own"?

Nie, nie będę dotykała tego utworu. To jest bardzo osobista spokojna ballada. Pierwszy raz napisałam muzykę i chcę, żeby tak jak brzmi została. To były pewne emocje, które gdzieś tam się wylały w studio. Nie będę ukrywała, że to były tak duże emocje, że leciały łzy podczas nagrywania tego utworu.

Wydaje mi się , że niektóre rzeczy trzeba po prostu zostawić, nie wracać do tego. Tak czułam się w danym momencie i tak powinno to zostać. Taka jest pieczątka tego czasu kiedy byłam w Nowym Jorku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: muzycy | publiczność | utwór | utwory | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje