Reklama

Reklama

"Efekt tysiąca red bulli"

Po odejściu Maxa Cavalery (wokal, gitara) z Sepultury wielu fanów tej brazylijskiej legendy metalu liczyło na jego powrót i ponowną współpracę z bratem Igorem Cavalerą (perkusja). Jednak to Igor (teraz używający imienia Iggor) w połowie 2006 roku opuścił Sepulturę. Muzyczne pojednanie braci nastąpiło pod szyldem Cavalera Conspiracy, który zadebiutował albumem "Inflikted" (premiera 24 marca 2008 roku). Brazylijczycy do wspólnego grania skaperowali jeszcze Marca Rizzo (gitara, Soulfly) i Joe Duplantiera (bas, Gojira).

Na kilkanaście tygodni przed premierą "Inflikted" z wizytą promocyjną do Warszawy przyjechali bracia Cavalerowie. Z tej okazji skorzystała Anna Grzegożek, która przepytała Iggora o braterską współpracę po latach, sytuację w Sepulturze, boginię perkusji i dwa "g" w imieniu.

To spotkanie to prawdziwa przyjemność.

Obrigado. Rozmawialiśmy trochę po portugalsku... Dla tych, którzy nie wiedzą - ona naprawdę dobrze mówi po portugalsku!

Dziękuję bardzo. Obrigada! Pierwszy album formacji Cavalera Conspiracy - "Inflikted" - ukaże się pod koniec marca. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej o pracy nad tym albumem?

Reklama

Właściwie to było bardzo łatwe... Kiedy Max zadzwonił do mnie i powiedział, żebyśmy wspólnie nagrali płytę, zależało mu na tym, żeby zrobić coś nowego. Oczywiście wtedy nie grałem już w Sepulturze. Zaangażowałem się mocno w działalność w Mixhell, w moje indywidualne projekty. A zatem kiedy poprosił mnie, żebym wziął udział w czymś nowym, przyjąłem to z entuzjazmem.

Pomyślałem - super, będę mógł dodać do tego coś do siebie, moje własne inspiracje, wymienić się pomysłami z Maxem. Tak zaczęła się historia Cavalera Conspiracy. A potem polecieliśmy do Los Angeles nagrać album. To więcej niż projekt. Chcemy grać na żywo i chcemy z tym zrobić wiele różnych rzeczy.

Ale to mniej niż zespół - bo zarówno ja, jak i Max jesteśmy zaangażowani w tak wiele różnych rzeczy, że nie możemy tego po prostu rzucić, aby poświęcić się Cavalera Conspiracy. Zatem to zupełnie nowy format, który sprawił mi wiele radości - bo daje mi wolność, żeby zajmować się również innymi rzeczami. Tak samo jest z Maxem i wszystkimi, którzy są w to zaangażowani. Naprawdę jestem zadowolony z tego przedsięwzięcia.

W jednym z wywiadów Joe Duplantier powiedział, że był zaskoczony tym, iż praca nad "Inflikted" odbywała się tak spontanicznie. Pracowaliście i nagrywaliście praktycznie jednocześnie, potrafiliście napisać coś rano i nagrać po południu tego samego dnia. Czy zawsze pracowaliście w taki sposób?

Tak, a w przypadku Cavalera Conspiracy szło nam nawet szybciej. Pomiędzy mną i Maxem jest pewna chemia, kiedy razem gramy. Jest to coś bardzo szybkiego i energetycznego jednocześnie - ale z kolei sporo czasu zabierały nam inne rzeczy, działalność w Sepulturze i Soulfly, próby i tak dalej.

Tak jak powiedział Joe, praca postępowała w szybkim tempie. Zaczynaliśmy od riffów, Max opracowywał kompozycje, potem zagraliśmy utwór raz czy dwa razy na próbę, nagrywaliśmy go i na tym koniec - przechodziliśmy do kolejnej kompozycji. To było coś nowego.

Czy pamiętasz swoje emocje i odczucia, kiedy graliście z bratem na dziesiątym Annual D-Low Memorial Show? Jakie to było uczucie, po tych wszystkich latach?

Graliśmy razem dwukrotnie. Za pierwszym razem było to tuż po moim spotkaniu z Maxem, kiedy się pogodziliśmy. Graliśmy dwa utwory Sepultury. Za pierwszym razem było ciężko, z trudem mogłem utrzymać w dłoniach pałeczki, tak się denerwowałem wspólnym występem z bratem po tylu latach. Daliśmy naprawdę świetny koncert, mieliśmy za sobą energię tłumu. To było bardzo naturalne i emocjonalne jednocześnie.

Za drugim razem zagraliśmy cztery kompozycje Cavalera Conspiracy przed występem Soulfly. To było szaleństwo, większość słuchaczy nigdy nie słyszała tych utworów, a zachowywali się tak, jakby znali je od zawsze. Między innymi to właśnie motywuje nas do występów na żywo jako Cavalera Conspiracy - chcemy grać naszą muzykę na żywo, chcemy, żeby słuchacze jej doświadczali. To bardzo interesujące.

Jaka twoim zdaniem jest największa różnica pomiędzy tą muzyką, a muzyką, którą tworzyliście z bratem w Sepulturze?

Myślę, że ten projekt - Cavalera Conspiracy - jest trochę bardziej spontaniczny niż to, co robiliśmy w Sepulturze. Nagrywanie utworów i dopracowywanie ich odbywało się w szybszym tempie. To jest moim zdaniem największa różnica pomiędzy tym, co robiliśmy z Maxem w Sepulturze a Cavalera Conspiracy.

To przedsięwzięcie ma w sobie swoistą wolność, bo nie musieliśmy tworzyć pod szyldem Sepultury. Mieliśmy większą wolność, pole manewru...

Napięcie nie było tak duże...

Nie, absolutnie. Nawet pod szyldem Sepultura, kiedy chcieliśmy zrobić coś nowego, zawsze to robiliśmy. Tutaj było tak samo, tylko w jeszcze większym stopniu, to był zupełnie nowy "stwór".

W wywiadzie dla magazynu "Trip" powiedziałeś, że w tym roku wraz z Maxem planujecie "totalnie zniszczyć świat" waszą muzyką. Chcecie, aby sława Cavalera Conspiracy przewyższyła dokonania Sepultury i Soulfly? Pytam o to, co chcecie osiągnąć z tą formacją.

To trudne pytanie. Niektórzy mogą pomyśleć, że zależy mi na tym, żeby być wielkim. Kiedy mówię, że chcę zniszczyć świat moją muzyką, chodzi mi o to, że chcę zrobić coś tak mocnego, że każdy, kto zetknie się z tą muzyką, będzie czerpał z niej prawdziwą przyjemność.

Ale zdecydowanie nie chodzi tutaj o to, że chcę być wielki czy sławny... Nie wiem przecież, czy ludziom będzie podobać się ten projekt. Wiem, ze na pewno wielu naszym fanom przypadnie do gustu, ale to wszystko.

Nie wiem, jak duży będzie zasięg tego sukcesu. Mówiąc o "zniszczeniu", ma na myśli właśnie to, że lubię grać na żywo, i każdego, kto będzie na naszym koncercie, w pewnym sensie porazi ta muzyka.

Kto wybrał kompozycję "Sanctuary" na singiel promujący wasz nowy album?

To była wspólna decyzja. Max bardzo chciał zrobić wideo do tej kompozycji, a mnie też się ona podobała. Ale szczerze mówiąc, taka decyzja jest trudna. Było wiele utworów, które według mnie nadawały się na wideo. To była trudna decyzja.

Niedawno pracowaliście w Paryżu nad tym właśnie klipem. Możesz opowiedzieć nam coś więcej o tym wideo?

Nagrywaliśmy je w Paryżu z ludźmi ze studio Surface To Air. Oni zajmują się generalnie produkcją graficzną, w tym również opracowaniem graficznym płyt i książeczek z tekstami. Wszystko będzie więc ze sobą współgrało. Teledysk jest dość szalony...

To wideo fabularne czy koncertowe? Jak ono wygląda?

Jesteśmy tam my - gramy w studio. W tym teledysku każdy umiera... ale nie my! My jesteśmy superbohaterami. Wiesz, mamy moc, instrumenty, no i reżyser klipu nie chciał, żebyśmy ginęli. Ale wszyscy inni umierają.

Dziennikarze widzieli już projekt okładki płyty. Kiedy będzie można zobaczyć ostateczną wersję i kto czuwa nad tym przedsięwzięciem? Studio z Paryża?

Tak, oni ją opracowują, a my z Maxem musimy zaakceptować efekt. Muszę przyznać, że nie jest jeszcze gotowa. Pracujemy nad nią, jest już prawie skończona. Ten wcześniejszy projekt, wiesz, te łańcuchy - to był jakby teaser, coś co miało dać ludziom do myślenia. Bardzo mi się podobał, bo kojarzył się na przykład ze zwierzęciem...

I ze słowem "Inflikted".

Tak, tak, bardzo mi się podobał. Ale nie jest to okładka naszego albumu.

Cavalera Conspiracy nagrała cover kompozycji należącej do klasyki gatunku death/trash metal - "The Exorcist" grupy Possessed. Czyja to była decyzja i skąd taki wybór?

To zabawna historia. Razem z Maxem myśleliśmy, żeby nagrać jakiś cover, utwór na stronę B singla. Nie mogliśmy nagrać czegoś podobnego do naszych coverów z przeszłości, takich jak Bob Marley czy Celtic Frost.

Rozmawiałem o tym z małym Igorem, synem Maxa, który jest wielkim fanem death metalu, klasyki tego gatunku. Przeglądałem jego płyty i natknąłem się na "Seven Churches" grupy The Possessed. Pomyślałem, że to może być to. Kiedy zobaczyłem to CD, przeniosłem się do czasów, kiedy ja i Max byliśmy w jego wieku, kiedy mieliśmy czternaście lat...

Kiedy zaczynaliście waszą karierę.

Tak, dokładnie. Więc pomyślałem, że to może być niezły pomysł. Wiązało się z tym tak wiele różnych znaczeń, powrót do dzieciństwa, nagranie utworu, który nam się podobał. Druga ważna sprawa to fakt, że teraz Igor sucha takiej muzyki.

A wy wracacie do mocniejszego brzmienia? W pewnym stopniu.

Co rozumiesz przez "mocniejsze brzmienie"?

Stworzyliście sporo muzyki nie związanej z tym gatunkiem, takiej jak metal.

Ta też jest mocna.

Nie wiem, może "mocne" to nie jest dobre słowo. OK. Co z koncertami? Jakieś plany co do trasy?

Tak, chcemy zagrać kilka koncertów. Jednym z miejsc, które zdecydowanie znajdzie się na naszej trasie, będzie Polska. Trwają już rozmowy na temat koncertu Cavalera Conspiracy w Polsce [zespół zagra 9 czerwca 2008 roku w warszawskim klubie "Stodoła" - przyp. red.].

W przeszłości na takie koncerty jak Soulfly przychodziły całe tłumy. Więc może...

To dobrze. Chcemy też zrobić coś z Mixhell, w całkowicie innym otoczeniu, nie włączając w to Cavalera Conspiracy. Mam na myśli to, nad czym pracowałem z Maxem i Laimą, moją żoną. Może zagramy wielki koncert, a potem wystąpimy w małym klubie, dajmy na to - nawet dla dwóch osób... I wystąpimy jako Mixhell.

Mixhell to twój projekt, jesteś również didżejem. Powiedz nam coś więcej o twoich doświadczeniach w didżejowaniu.

Wymyśliłem Mixhell na krótko przed tym, jak opuściłem Sepulturę. To projekt mój i mojej żony; wspólnie produkujemy muzykę, zajmujemy się miksowaniem. To coś więcej niż warsztat didżeja, ponieważ gram używając samplera. Gram też na perkusji. Jest to więc miks muzyki, jaką tworzy didżej, i grania na żywo. Gramy wiele różnych rodzajów muzyki, ciężko jest nawet przyporządkować Mixhell do jakiegoś określonego gatunku, tak wiele jest tu różnych wpływów.

To jest mix (śmiech).

To jest mix. Sama nazwa wyjaśnia sprawę. To piekielna mieszanka - muzyka brazylijska, funk, electro...

Wydaje mi się, że słyszę tam też trochę hip hopu...

Tak, zdecydowanie. Jestem wielkim fanem hip hopu, zwłaszcza starszego. Nowe nurty nie do końca mi pasują.

Współpracujesz z kilkoma hiphopowcami i raperami.

Tak, współpracuję między innymi z Necro, to prawdziwy undergroundowy twórca z Brooklynu. To młody gość, który jest wielkim fanem metalu. To zabawne, kiedy się spotkaliśmy, traktował mnie tak, jakbym był jego bohaterem.

Czy nie sądzisz, że ostry gangsta rap i death metal są ze sobą mocno powiązane?

Tak.

To ta sama moc.

Ale nie każdy rozumie metal. Myślę, że ten związek naprawdę istnieje, ale zaledwie kilku raperów zna metal w pełni - jak Necro, on zna wszystkie zespoły, wie, kto jest dobry, a kto kiepski, kto jest pozerem. On naprawdę się na tym zna.

Tak, zwłaszcza on i Ill Bill, jego brat, który gra w La Coca Nostra. Naprawdę są zajebiści, naprawdę znają się na swojej robocie. Spotkałem kiedyś nawet Ill Billa w klubie CBGB w Nowym Jorku, w '89. Byliśmy w trasie z Sepulturą, a on tam był. On zna się na tym, co gra. Nie chodzi mu o to, żeby być cool, tylko naprawdę wywodzi się z tej sceny, z tego nurtu.

Oprócz muzyki zajmujesz się wieloma innymi rzeczami, czytałam, że jesteś fanem ju-jitsu, snowboardu, zbierasz koszulki piłkarskie, no i masz dużą rodzinę. Jak udaje ci się skoncentrować na tak wielu rzeczach?

Nie wiem, nie wiem jak mi się to udaje. Ale lubię działać, jestem bardzo aktywną osobą, lubię zajmować się wieloma rzeczami. Nie mogę zatrzymać się w miejscu.

Czy chciałbyś, żeby twoje dzieci zostały muzykami? Uczysz je gry na perkusji?

To zabawny temat. W moim domu zawsze są instrumenty - perkusja, gitary, talerze. Po prostu są. Nie zmuszam żadnego z moich dzieciaków do gry na nich. Ale one mają hopla na punkcie muzyki, grają. Jedna z moich córek, Raissa, jest niesamowitą perkusistką, o wiele lepszą niż ja kiedy byłem w jej wieku.

Kobieta!

Tak, kobieta.

Będzie z nią ciężko.

Będzie, będą z nią kłopoty. Widzę to. Ma w sobie szalony rytm. Mówię to, bo naprawdę widzę, jak jest. Jest lepsza niż ja, kiedy byłem w jej wieku. Jeśli skoncentruje się na graniu, będzie naprawdę dobra.

Oczywiście że w pewien sposób się zmarnuje, tak jak ja. Wolałbym, żeby była prawnikiem albo lekarzem. Ale jest utalentowana. Będzie świetną perkusistką, jeśli tylko zechce. Prosi mnie, żebym uczył ją tego fachu. I chyba to jedyna osoba na świecie, którą uczę. Nigdy nie udzielam nikomu lekcji, bo nie mam do tego cierpliwości. Ale z nią jesteśmy tak związani, że nie muszę dużo mówić, ona mnie rozumie, po prostu gra.

Ok, czekamy zatem na Boginię Perkusji.

Ona nadejdzie jak syn boga Thora, z młotem w ręku! Zmasakruje bębny!

Zarówno Cavalera Conspiracy, jak i Sepultura w przeszłości, a także Goijira, opierają się na współpracy dwóch braci. Brazylijska grupa Krisiun również ma w składzie braci. Czy uważasz, że dzięki więzom krwi powstają lepsze zespoły? Co sądzisz o rodzinnych powiązaniach w zespołach?

Nie wiem, czy lepsze, ale to jest ważne.

Czy to kwestia więzów krwi?

Tak, jest w tym jakaś chemia. Wszystkie zespoły, o których wspomniałaś, a także inne znane mi formacje, również starsze, takie jak Van Halen, Bad Brains miały w swoim składzie braci, także Sick of It All...

To coś szczególnego moim zdaniem. Nie powiedziałbym, że takie zespoły są lepsze, nie wiem, czy to właściwe słowo. Ale uważam, że granie w jednej formacji z bratem jest czymś wyjątkowym i naprawdę fajnym.

Ale czasem tak jest trudniej, jak tego dowodzi twoja własna historia.

Tak. Ale te więzy są ważne. Można się na tym wiele nauczyć. Bracia potrzebują się, czasami robicie razem różne rzeczy, czasami nie, ale wszystko to jest częścią życia.

Może pewnego dnia zagrasz razem ze swoją córką.

Chyba pokaże mi, gdzie jest moje miejsce... Powiem jej, że ja będę oglądał, a ona będzie grać, ja już będę na to za stary.

Jakie są twoje obecne relacje z chłopakami z Sepultury? Czy uważasz ich za przyjaciół?

Nie wiem, czy przyjaciół, bo jest między nami tyle różnic... Nie dzwonię do nich... Zdecydowanie nie są moimi wielkimi przyjaciółmi, zdecydowanie też nie są moimi wielkimi wrogami.

Nie masz z nimi kontaktu?

Nie, nie dzwonimy do siebie. Jedyną osobą, którą czasem widuję, jest Derrick [Green, wokalista Sepultury - przyp. red.].

Derrick był osobą, z którą byłeś najbliżej w Sepulturze?

Tak, był mi naprawdę bliski. Ciągle przychodzi, żeby zobaczyć mnie w roli didżeja w Sao Paulo. Z innymi chłopakami się nie widuję, ale tak jest dobrze.

Czy myślisz, że istnieje taka szansa, żebyś zagrał kiedyś znów z Sepulturą?

Nie teraz! Dla mnie byłoby to szaleństwo, niedawno odszedłem z Sepultury i mam do niej wracać?

Ale może w przyszłości?

Tak, może w przyszłości, ale nie teraz. Teraz jestem tak skoncentrowany na tym, co robię w Mixhell i Cavalera Conspiracy, że Sepultura po prostu nie jest mi teraz po drodze. Nie wiem, może za 20 lat, za 10 lat... Nie potrafię powiedzieć. Ale dzisiaj nie ma na to miejsca, w chwili obecnej nie mam zamiaru grać z Sepulturą.

Dlaczego zdecydowałeś się zacząć pisać swoje imię przez dwa "g" i dlaczego przywiązujesz do tego tak dużą wagę?

To bardzo satanistyczne... nie, żartuję sobie.

Trzy "g" byłyby satanistyczne, jak 666... Ale dwa??

Zrobię to następnym razem. Właściwie to dzięki mojej mamie. Jest osobą bardzo nastawioną na duchową stronę życia, zajmuje się różnymi rzeczami, takimi jak numerologia. Powiedziała mi, że powinienem podwoić "g" w swoim imieniu, bo zapewni mi to powodzenie w życiu.

Coś takiego jak nowy rozdział w życiu?

Tak, powiedziała, że to będzie dobry początek czy coś w tym stylu. Jestem dobrym synem, więc zrobiłem to dla niej. Za każdym razem, kiedy mnie o coś prosi, mówię "Tak mamo, dobrze". Musi być ze mnie dumna.

Jaki jest obecnie twój główny cel?

Myślę, że praca. W roku 2008 będę naprawdę ciężko pracował w Mixhell i Cavalera Conspiracy. Czeka mnie wiele pracy i cieszę się z tego, bo wiem, że mnóstwo ludzi chce oglądać Mixhell, wielu ludzi chce oglądać mnie i Maxa razem na scenie. Nie chcę siedzieć w domu, chcę robić coś nowego, podróżować, jestem tym bardzo podekscytowany.

Jak zachęciłbyś ludzi do zakupu albumu Cavalera Conspiracy i do pójścia na wasz koncert? Co takiego byś im powiedział?

Ciężko jest kogoś przekonać... Nie jestem dobrym sprzedawcą, ale... Wszytko, co mogę powiedzieć, to że to bardzo szczery album, bardzo bezpośredni, w wyraźnymi wpływami metalu, hard core, ale też z wieloma innymi inspiracjami - thrashem i muzyką brazylijską. Nie jest tak oczywisty jak "Roots" czy inne albumy, ale są w nim te wszystkie elementy, o których wspomniałem.

Powiedziałbym, że to coś bardzo energetycznego, jak tysiąc red bulli. A zatem, zamiast kupować tysiąc red bulli, kupcie jedną płytę. Efekt będzie taki sam.

I będzie taniej.

O wiele taniej.

Kończąc już - czy chciałbyś coś powiedzieć polskim fanom?

Na pewno chcę powiedzieć, że zawsze dobrze nam się tutaj grało, zawsze dawaliśmy tutaj niesamowite koncerty, Max również bardzo dobrze wspomina swoje koncerty tutaj, oczywiście z Soulfly. Nie mogę się doczekać, żeby tu wrócić z Mixhell; nie mogę się doczekać, żeby wrócić tu z Cavalera Conspiracy. Tu jest wielka publiczność, ludzie przychodzą na koncerty przede wszystkim dla muzyki, i to jest dobre.

Dziękuję za wywiad, było naprawdę świetnie.

Dziękuję. Obrigado.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje