Reklama

"Bądźcie otwarci na różne rzeczy"

Pono: Ja mam taką naturę, że nie nagram niczego, czego nie będę mógł zarapować na scenie. Ja jestem z natury raperem scenicznym, a nie studyjnym i dla mnie zwieńczeniem całego kawałka jest nawinięcie go na scenie. Gdybym nie potrafił go zarapować, to bym w ogóle go nie nagrywał.

Reklama

Sokół: To jest oczywiste, zwłaszcza że dziś, jak się gra, to się wzajemnie wspierają raperzy. Wszystko jest do zarapowania, co nagraliśmy. Nawet jeśli zabraknie mi tchu, żeby dorzucić gdzieś końcówkę, to Pono jest po to, żeby to zrobić.

Pono: Jak się to udało zarapować na płycie, to się uda i na scenie. Ale fakt jest taki, że są ludzie, którzy potrafią nagrać piosenkę w studio, a na scenie mają problem...

Sokół: No wiadomo, Mandarynie ciężko (śmiech).

Tak, jej w szczególności (śmiech).

Pono: No, no (śmiech). Ale chodzi mi o to, że scena to jest miejsce, gdzie raper pokazuje, co tak naprawdę potrafi, bo już nie może z tym nic zrobić i to scena jest dla mnie wyznacznikiem umiejętności.

A czy często zdarzało Wam się wypadać z bitu podczas nagrywek w studio? Który kawałek sprawił pod tym względem największe trudności?

Pono: Nie, nie było takich kawałków. Raper, który ma jakąś tam technikę, jakieś umiejętności, zarapuje ci pod każdy bit. Mało tego, jak jeszcze mieszkałem na Służewcu, miałem tam jakiś remont podwórka, to codziennie rano, jak sobie robiłem kanapki, pracowała betoniara i przy trzeciej kanapce już: "Jadę". I zapi**dalałem sobie, ćwiczyłem jakiś tekst. Rozumiesz. Wszędzie jest rytm.

Sokół: A znasz stary patent z odkurzaczem?

Patent z odkurzaczem (śmiech)?

Sokół: Wrzucasz sobie muzykę w domu tak, żeby była na poziomie odkurzacza, odpalasz odkurzacz i słyszysz zupełnie nowe rzeczy. Zaj**ista opcja, ja sam na to wpadłem kiedyś przypadkiem, a potem ziomek mi powiedział to samo. Polecam niespełnionym producentom, którzy nie mają pomysłów (śmiech).

(śmiech) No dobrze, skoro już wspomniałeś o producentach... Waszą płytę zdominowali zagraniczni - głównie europejscy - bitmejkerzy. Nie znajdujecie w Polsce świeżości godnej Europy? Jak to jest?

Sokół: Przede wszystkim nie znajduję w Polsce techniki. Nie znajduję dobrego brzmienia. To jest to polskie niechlujstwo. Niestety jest często tak, że ludzie tutaj pie**olą jakość. W każdej branży. Im się wydaje np. że jak bluza jest ładna, kolorowa, to jest fajnie, a c**j z tym, czy ona ci się rozpie**oli po pierwszym praniu. Tak samo jest z bitami - ładna kompozycja wpada w ucho, ale to nie brzmi, to jest c**jowo nagrane, z c**jowych próbek zrobione, na c**jowym sprzęcie i nikt o to nie dba. A ja jestem j**nięty na tym punkcie, żeby to było jakościowo zaj**iste, żebyśmy się nie mieli tego wstydzić gdzieś tam. K**wa, jaka jest różnica między Polską a Ameryką, jeśli idzie o robienie takich rzeczy? Bo ja rozumiem, jaka jest różnica pomiędzy armią amerykańską albo ogólnie ich potęgą gospodarczą a nami, ale jeśli chodzi o takie rzeczy, gdzie liczy się jednostka i każdy ma równe szanse na starcie? Dopóki w grę nie wchodzą pieniądze, to mamy takie same szanse i nie rozumiem tej dysproporcji, jaka jest. Dlatego staram się zrobić coś, co jest na poziomie światowym.

No tak, ale zauważyłem, że poza zagranicznymi producentami jest jeszcze Robson i Czarny...

Sokół: Jeśli chodzi o Czarnego, to jest to człowiek, który studiuje w Londynie w zaj**istej szkole. Nie wiem, co dokładnie studiuje, chyba inżynierię dźwięku, ale jest to bardzo kumaty gość. I pomimo tego, że może faktycznie nie jest traktowany jako pierwszoligowy gracz, jako zawodowiec, jest to naprawdę osoba, z którą o muzyce można rozmawiać i on kuma, o co chodzi. Robsona z kolei znalazłem przez VNM-a. Tak mi się wydaje, nie pamiętam.

Nie wiem czy wiesz, ale Robson tak naprawdę debiutował na waszej płycie...

Sokół: Tak? To fajnie. Jak ja usłyszałem to, co robi, to to faktycznie jest zaj**iste. I tu pojawia się taki problem, że Robsona rzeczy mogłyby brzmieć jeszcze lepiej, ale ma problemy sprzętowe, przy czym ma tak zaj**iste myślenie o muzyce - bardzo tym nadrabia. Wie, czego chce, co chce osiągnąć, jest kumaty, jeśli chodzi o muzykę i potrafi wykręcić coś z niczego. Mam nadzieję, że uda mu się zarobić na nowy sprzęt i będzie naginał grubo. Natomiast jest jeszcze kilku bardzo dobrych polskich producentów - jeśli chodzi o ich jakość dźwięku, to jest mizernie, ale jeśli chodzi o kompozycję i pomysły, to bardzo mnie zaskoczył Szogun na Pezecie. Tylko że niestety mogłoby to brzmieć lepiej... Płyta Pezeta bardzo mi się podoba i zajarałem się bardzo niektórymi bitami, zwłaszcza właśnie Szogunowymi. Ten gościu powinien popracować szczególnie nad brzmieniem, ale jest to osoba, którą się zauważa. Wiadomo - mamy producentów na światowym poziomie, to jest White House, to jest Emade, to jest Noon, to jest Waco, tylko że są czasami ciężcy we współpracy.

Kto najbardziej?

Pono: Waco (śmiech).

Sokół: Zwłaszcza Waco (śmiech). On ma - moim zdaniem... nie chcę powiedzieć, że przebłyski geniuszu, bo w zasadzie wszystko, co on robi, trzyma bardzo wysoki poziom. Jestem mega fanem jego produkcji i w ogóle, natomiast jest człowiekiem, który jest bardzo ciężki we współpracy. Ja czasami nie chcę współpracować z tymi producentami, których wymieniłem, bo na dany moment nie pasuje to do tego, co robię, ale szanuję ich na maxa i uważam, że to się już nie zmieni i że do końca życia oni zostaną już w panteonie naszych producentów i nie muszą już nikomu nic udowadniać.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama