Reklama

"Uchwycić emocje"

A czy zgodzisz się z opinią, że jest to album bardzo uniwersalny, mówiący o niczym innym, jak o uczuciach, o całym ich spektrum?

Reklama

Na pewno. Przy czym trzeba pamiętać, że w żadnym stopniu nie jest to wykalkulowane. Zespół Ocean miał powstać jako swego rodzaju oczyszczenie dla każdego z nas. Każdy z nas działał już w innych "profesjonalnych" zespołach, funkcjonujących już od kilku lat, mających już na swoim koncie jakieś sukcesy itd. A w Oceanie spotkaliśmy się po to, by mieć jakąś odskocznię, by po raz kolejny poczuć się, jakbyśmy mieli po 16 lat i znowu zaczynali pewne rzeczy od nowa. To piękne, kiedy możesz spróbować przejść drogę, którą już kiedyś przechodziłeś jeszcze raz. Ocean od początku miał być tylko projektem pobocznym, odskocznią, dlatego też wszystko, co robimy w jego ramach, zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej, jest czymś całkowicie naturalnym. Szczerze mówiąc zupełnie nie myśleliśmy, żeby robić z tym coś dalej, poza spotykaniem się w czwórkę w sali prób i hałasowaniem. Dlatego emocje i uczucia, jakie pojawiają się w utworach, to totalnie szczery przekaz, który tak naprawdę mieszka w głębi każdego z nas, a nam udało się jakoś to uzewnętrznić.

Kiedy pojawił się tekst do "Dzień dobry", wiedzieliście od razu, że będzie to utwór pierwszy? Chcieliście zacząć album słowami "dzień dobry"?

Nie. Może będę monotematyczny, ale utwór powstał podobnie jak inne. W momencie pojawienia się tego riffu od razu przyszedł mi do głowy zwrot "dzień dobry". A jest on bardzo pozytywny, to taki symbol rozpoczęcia nowego dnia, rozpoczęcia wszystkiego od początku. Ładnie udało się to przekazać w tej piosence. Ale nie zakładaliśmy, że będzie to pierwszy singel. Myślę, ż każda firma fonograficzna będzie się obawiała takiego numeru na początek, bo jest to jeden z mocniejszych utworów na płycie. Mimo wszystko nasza wytwórnia uznała za dobry pomysł to, by promocję albumu zacząć od mocnego akcentu.

Sporo już koncertowaliście i to z takimi wykonawcami, jak Lech Janerka, Kazik Staszewski, czy Hey. Czy występy z tak uznanymi artystami to wynik waszej wieloletniej obecności na scenie muzycznej, jeszcze w ramach poprzednich zespołów? Odnoszę wrażenia, że we Wrocławiu jesteście popularni i znani.

Nie chciałbym się przechwalać, nie wypada mi. Ja za największy sukces uważam to, że we Wrocławiu udaje nam się zapełnić największe sale koncertowe. Dla zespołu, który istnieje od półtora roku, czy od dwóch lat, jest to ogromnym sukcesem. Na pewno ta promocja we Wrocławiu jest najdalej posunięta, bo tu jesteśmy obecni już od dłuższego czasu. Na rynku ogólnopolskim pojawiliśmy się dopiero od listopada 2002 r. Pracujemy nad tym, by dotrzeć z naszą muzyka do jak największej ilości osób.

A jeżeli chodzi o koncerty z tymi gwiazdami, to tak naprawdę zaczynaliśmy od zera. Wcześniej otarliśmy się o znane zespoły, ale akurat nie o te. Z moim poprzednim zespołem koncertowałem tylko przed Lechem Janerką. Tak więc naprawdę zaczynaliśmy z Oceanem od nowa i próbowaliśmy się przebić do tych zespołów.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: dzień dobry | Wrocław | utwór | utwory | piosenki | rzeczy | firma | Ocean | emocje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje