Reklama

"Popularność zespołu trochę nas przerosła"


Reklama

To była naprawdę ciężka sprawa. Ciężko było się uporać z kryzysem zespołu - a trzeba się do tego przyznać, że mieliśmy go. Kiedy jest sukces, jest fajnie. Kiedy pojawia się pierwsza rysa, zaczyna się obwinianie - To chyba twoja wina - mówi gitarzysta do wokalistki, To przez ciebie nam nie idzie - mówi wokalistka do gitarzysty. Robi się jakiś beznadziejny syf w twoim najbliższym otoczeniu i to jest chore. Musieliśmy wyjść ze swojego syfu jako zespół i jestem dumna z tej kapeli, że to się udało. Frajerzy, mówiąc brzydko, rozstają się kiedy jest źle. A my zebraliśmy się do kupy, zaczęliśmy dużo gadać o tym, co straciliśmy, co nam gdzieś uciekło i w którą stronę pójść. I powiem ci, że decyzja była krótka - nagrać płytę nie oglądając się na to, co się dzieje w Polsce i nie myśleć o tym, co jest na pierwszych miejscach, jakie są trendy. Nic nas to nie obchodziło. Jedyne, co dopuszczaliśmy do siebie, to płyty zagraniczne, które jakoś tam do nas trafiały. Trudno jest uciekać od pytania o wzorce, czy inspiracje - istnieje cienka granica między zrzynaniem a inspiracją. Słuchając naszej nowej płyty można nas posądzać, że staramy się odzwierciedlić klimat, który nas zainteresował. Na przykład przychodziłam na próby i mówiłam, że chciałabym mieć coś, co ma taki klimat, jak płyta "Holy Wood" Mansona. Natomiast nie było tak, że Grzesiek siedział i rżnął riffy.

To był trudny okres dla nas wszystkich, dopadły nas jeszcze jakieś nasze osobiste doły, więc to nas jeszcze bardziej przytłoczyło. Ale powiem ci, że wyszłam z tego wszystkiego jakaś lepsza, nie tyle jako człowiek, co jako wokalistka zespołu. Potrzebowałam jednak tego, o czym już powiedziałam, takiego zimnego kubła - Nie jesteś mistrzem świata, więcej pokory. Za bardzo zaczęłam żyć tym wszystkim, co się działo wokół mnie, nawet nie boję się stwierdzić, że popularność zespołu trochę mnie przerosła. Przerosło mnie to, że gdzieś jestem zaczepiana na ulicy i rozliczana z Chylińskiej, kiedy nią nie jestem, kiedy jestem zwyczajną Agą, która poszła sobie kupić bułki albo masło. Marylin Manson nie ma z tym problemów. On mówi: Fuck off! i chowa się do swojego zamku i nikt go nie widzi, jak wychodzi w dżinsach z pieskiem. Mnie ludzie widzą w takim momencie. Obrazuje to na przykład taka historia - odebrałam kiedyś Fryderyka wraz z zespołem i z tym Fryderykiem w ręce wracam do bloku w Warszawie. Po prostu, trzymam w ręce Fryderyka, a tu jedzie ze mną sąsiad z 15. piętra, a tu sąsiadka z mlekiem z szóstego, gratulują mi. Ta metafizyka się w pewnym momencie kończy i zaczyna się nasze prozaiczne życie. Musiałam chyba wrócić na ziemię i przypomnieć sobie, że to nie Ameryka. Oczywiście moim wielkim marzeniem jest to, żebym miała takie możliwości, jak Michael Jackson. Facet miał w pewnym momencie odjazd na Cricoland i zwierzęta, i to wszystko ma, sobie sam zjeżdża tym rollercoasterem. Ja też bym tak chciała, w tym sensie, że chciałabym mieć wielkie zamczysko - chociaż pewnie umarłabym tam ze strachu - byle tylko nikt mnie nie oglądał, tej prywatnej Chylińskiej, żeby widział mnie niczym postać z kreskówki i nigdy nie widział na przykład zapłakanej na ławce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje