Reklama

"Piosenki są nieśmiertelne"

Marta Wiśniewska, prywatnie żona Michała Wiśniewskiego, lepiej znana jest jako Mandaryna. Pod tym pseudonimem w 2004 roku zawojowała rodzimą scenę dance. Sprawiła to przeróbka przeboju rockowej grupy Whitesnake "Here I Go Again", która promowała debiutancką płytę "Mandaryna.com". Album okazał się sukcesem, osiągając poziom 35 tysięcy sprzedanych egzemplarzy (Złota płyta). Niewiele ponad rok później, w sierpniu 2005 r., ukazał się jej drugi album, tym razem zatytułowany "Mandaryna.com2me".. Z tej okazji Michał Boroń rozmawiał z Martą Wiśniewską m.in. o podobieństwach i różnicach z Dodą, jej fascynacji muzyką lat 80. XX wieku, udziale w festiwalu w Sopocie, a także o planach podboju egzotycznej Indonezji.

Jak wygląda "Mandarynkowy sen" Mandaryny?

Reklama

To tytuł w wersji limitowanej, a główny brzmi "Come2me". A "Mandarynkowy sen"? Ja się bardzo cieszę, że mogłam nagrać drugą płytę. Dwa lata temu jeszcze nie myślałam, że w ogóle cokolwiek nagram.

A w tym roku odebrałam już naprawdę wiele nagród, moje płyty sprzedają się bardzo dobrze, startuję w festiwalu sopockim - to wszystko jest jak wielki, wspaniały sen, stąd właśnie "Mandarynkowy sen".

Znów sięgnęłaś po przeróbki, tym razem aż trzy: "Windą do nieba" 2+1, "A Spaceman Come Travelling" Chrisa De Burgha i "You Give Love A Bad Name" Bon Jovi. Dlaczego zdecydowałaś się nagrać akurat te nagrania?

Jeśli chodzi o Bon Jovi, to ta piosenka jest fajna i zawsze mi się podobała. Tym bardziej cieszę się, że - dzięki uprzejmości samego artysty - mogłam to nagrać i możecie teraz tego posłuchać. Jon Bon Jovi usłyszał moją wersję i powiedział, że jest OK, że mu się podoba i mogę to zrobić. Tym bardziej jestem bardzo dumna i szczęśliwa.

Z kolei "Windą do nieba" to piosenka, z którą będę występować na festiwalu w Sopocie. Znalazła się na liście piosenek, które miały być do wybrania przez artystów jako druga piosenka.

Każdy artysta dostał do wyboru utwór, który kiedyś był śpiewany na festiwalu w Sopocie. Wybrałam "Windą do nieba" i myślę, że ludziom się spodoba. Kompozycja ta jest oczywiście zrobiona w zmienionej wersji, bardziej dance'owej, ale mam nadzieję, że mój pomysł też jest fajny.

Po "Here I Go Again" z pierwszej płyty "You Give Love A Bad Name", to kolejny rockowy przebój z lat 80. Inspiruje cię ten okres w muzyce?

Lubię rockowe przeboje. Uważam, że lata 80. to był najlepszy okres dla muzyki. Wtedy powstało najwięcej najwspanialszych, nieśmiertelnych piosenek, które są śpiewane do dziś i stają się później coverami, bo ludzie do nich chętnie sięgają. Lata 80. były naprawdę bardzo owocne.

A jak byłaś młodsza, to wieszałaś sobie plakaty z Bon Jovi nad łóżkiem?

No pewnie! Z Jonem Bon Jovi, Scorpionsami... Kogo tam jeszcze miałam? W sumie to było dużo artystów.

Jak myślisz, czy za sprawą tych nagrań twoi fani sięgną po oryginały, po muzykę rockową?

O to trzeba by spytać ludzi. Ja chcę im przybliżyć te utwory w trochę innych wersjach. Bardzo się cieszę, że sami artyści, którzy je kiedyś wykonywali, dają mi na to zgodę i mówią, że to jest OK. Myślę, że te piosenki są nieśmiertelne, żyją na nowo, w innym pokoleniu, wśród ludzi, którzy na słuchają innego rodzaju muzyki. Myślę, że to jest fajne.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: nagrania | Sopot | piosenka | utwór | piosenki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje