Reklama

"Niebo jest w nas"

Jim, czy to ty, jako najstarszy brat, jesteś odpowiedzialny za początki The Corrs?

Reklama

Zawsze marzyłem o takim rodzinnym zespole. Kiedy dziewczyny były jeszcze za młode aby występować, zaczynałem jako muzyk sesyjny w kilku różnych grupach. Podpatrywałem inne rodzinne zespoły, jak na przykład The Jacksons czy The Ossmonds. Czułem, że to może wypalić, bo dziewczyny od wczesnych lat były bardzo utalentowane i już wtedy chciałem założyć zespół. Dostaliśmy swoją szansę, kiedy zaczęły się przesłuchania do filmu "The Commitments" Allana Parkera, kręconego w Irlandii. To była dla nas okazja, żeby zacząć występować.

Każda płyta odnosi się do przeżyć z danego czasu. Z czym kojarzyć się wam będzie ta płyta?

Andrea: Myślę że każdy z nas będzie miał nieco inne skojarzenia. Najbardziej znaczące jest to, że Caroline urodziła dziecko, nową osobę w rodzinie. To doświadczenie zupełnie zmieniające dotychczasowe życie, to rzeczywiście najistotniejszy moment. Poza tym Caroline i Sharon wyszły za mąż, to kolejne ważne chwile podczas nagrywania tego albumu.

Czy są takie rzeczy, które kompletnie was męczą?

Caroline: Urodzenie dziecka i powrót do pełni sił, to rzeczywiście męczące, albo też chore dziecko, o czym doskonale wiedzą wszyscy rodzice, jest absolutnie wyczerpujące. Także podczas trasy bywamy bardzo wyczerpani. Praca, przeloty, wstawanie o szóstej rano, praca przez cały dzień, przeloty, znowu pobudka o szóstej - to naprawdę wyczerpujące.

Andrea: Jeżeli robisz to samo w kółko, codziennie, jeżeli nic cię nie pobudza, na przykład całymi tygodniami wywiady. Ty masz szczęście, teraz masz nas "na świeżo", ale jeżeli to się powtarza codziennie, to staje się to niemal takie jak w filmie "Dzień świstaka".

Dziękuję za rozmowę.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: RMF | przyjemności | dziecko | The Corrs | helikopter | niebo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje