Reklama

Reklama

Ta wpadka w "The Voice of Poland" przeszła do historii. Czego domagali się widzowie?

To była jedna z najbardziej spektakularnych wpadek w historii "The Voice of Poland". W ćwierćfinale siódmego sezonu programu będącego na scenie Mateusza Grędzińskiego zawiódł mikrofon. Pamiętacie, jak skończyła się ta sytuacja?

To była jedna z najbardziej spektakularnych wpadek w historii "The Voice of Poland". W ćwierćfinale siódmego sezonu programu będącego na scenie Mateusza Grędzińskiego zawiódł mikrofon. Pamiętacie, jak skończyła się ta sytuacja?
Mateusz Grędziński w momencie przejmowania mikrofonu od osoby z obsługi technicznej /Jarosław Antoniak /MWMedia

Mateusz Grędziński (drużyna Andrzeja Piasecznego) w ćwierćfinale siódmej edycji "The Voice of Poland"  wystąpił jako ostatni uczestnik.

Już na początku jego wykonania utworu "Cake By The Ocean" pojawiły się problemy techniczne. Mikrofon wokalisty, który miał ułatwiać mu taniec, przestał działać, przez co nie można było usłyszeć tego, jak śpiewa. W trakcie występu na scenę wbiegła osoba z obsługi technicznej i podała Grędzińskiemu mikrofon. Jednak i on nie działał tak jak powinien.

Reklama

Wokalista, mimo przeszkód, przeszedł do półfinału, a ostatecznie wygrał cały sezon programu.

Andrzej Piaseczny pod wrażeniem swojego podopiecznego

Widzowie po tym występie domagali się nawet powtórzenia występu, gdyż Grędziński nie mógł pokazać swoich umiejętności nie ze swojej winy. Nic takiego się jednak nie stało.

Andrzej Piaseczny krótko po programie z całej sprawy wyciągnął bardzo pozytywne wnioski.

- Trudno być zadowolonym do końca z występów, bo technika podłożyła nam nogę. A jeśli już o tym mówię, to chcę powiedzieć, że Mateusz Grędziński wybrnął z tego w wyśmienity sposób i wiem, że ta awaria była bardzo daleko idącą i właściwie było słychać tylko troszeczkę bębna i w drugiej zwrotce trochę wokalu - mówił w rozmowie z Interią.

- Proszę, wyłączcie sobie ten dźwięk zupełnie i popatrzcie na Mateusza, czy chociaż drgnęła mu brew. To jest absolutne mistrzostwo i to jest człowiek, który natychmiast nadaje się na scenę. Trzeba mu szybciutko w studiu dobierać piosenki i wypuszczać na rynek muzyczny - dodał.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy