Reklama

Reklama

Stanisław Zybowski: 20. rocznica śmierci. Kim był pierwszy mąż Urszuli?

"Jeśli jest miłość do muzyki - czas nie ma znaczenia" - mówiła Urszula w związku z reedycją płyty "Biała droga". Głównym autorem tego przebojowego materiału był gitarzysta i kompozytor Stanisław Zybowski. Pierwszy mąż wokalistki zmarł 20 lat temu, 22 listopada 2001 r.

Stanisław Zybowski i Urszula na festiwalu w Opolu w 1997 r.

Stanisław Zybowski zmarł w szpitalu Akademii Medycznej w Warszawie na żółtaczkę. Od kilku lat chorował na raka wątroby. Miał 48 lat.

"Zdawaliśmy sobie sprawę, że jest śmiertelnie chory, ale do końca mieliśmy nadzieję, że chorobę da się oszukać" - cytował po latach słowa Urszuli magazyn "Twoje Imperium".

Urodzony 9 października 1953 r. w Radomiu Stanisław Zybowski uczył się w szkole muzycznej w klasie wiolonczeli, ale po kilku latach zrezygnował. Występował w zespołach amatorskich jako basista, perkusista i wokalista, jednak okazało się, że najbardziej pasuje do niego gitara.

Reklama

Początkowo w grupie Rant (jako wokalista i gitarzysta) wykonywał utwory z repertuaru m.in. Led Zeppelin, Deep Purple i Jimiego Hendrixa. W połowie lat 70. pod wpływem twórczości Franka Zappy i Yes wraz z m.in. Włodzimierzem Kiniorskim założył jazzową formację Integracja.

Lata 1976-85 to działalność w jazz-rockowym zespole Crash z Wrocławia, udokumentowana trzema płytami i występami na jazzowych festiwalach w Polsce i za granicą. Po rozpadzie Crash współpracował z m.in. zespołem Plugawy Anonim (w składzie także Zbigniew Hołdys, Mieczysław Jurecki i Darek Kozakiewicz) i Grzegorzem Ciechowskim, by w 1986 r. dołączyć do Budki Suflera.

To właśnie w tym zespole poznał swoją przyszłą żonę Urszulę Kasprzak. Z Budką nagrał płytę "Ratujmy co się da!!" (1988), na którą napisał utwory "Złe towarzystwo" i "Nieśmiertelnie piękna twarz", oraz minialbum "American Tour" (1988) z okazji trasy po USA. W tym samym roku Urszula wydała także ostatnią płytę z Budką Suflera - "Czwarty raz" (połowę materiału napisał Zybowski). Wówczas już na świecie był syn Urszuli i Zybowskiego - Piotr Zybowski, który także zajmuje się muzyką (grał na perkusji w zespole RH+, na scenie wspierał też swoją mamę).

Po rozstaniu z Budką gitarzysta i wokalistka założyli własną rockową grupę Jumbo, której pierwszym przebojem była "Rysa na szkle". W 1990 r. para na stałe wyjechała do USA (tam też wzięli ślub). Wydana w Stanach płyta "Urszula & Jumbo" (za produkcję i większość materiału odpowiadał Zybowski) przeszła jednak bez echa.

W połowie lat 90. Urszula i Stanisław Zybowski wrócili do kraju, gdzie odnieśli ogromny sukces za sprawą płyty "Biała droga", z której pochodzą wielkie przeboje "Na sen", "Euforia", "Konik na biegunach", "Niebo dla ciebie" i "Ja płaczę". Album okazał się bestsellerem, sprzedając się w ok. milionowym nakładzie.

Sporą popularnością cieszyły się też kolejne wydawnictwa Urszuli - "Supernova" z 1998 r. (z przebojem "Anioł wie...") i "Udar" (2001). Zybowski nawiązał też współpracę z Małgorzatą Ostrowską, dla której napisał dwie piosenki na jej solowy debiut "Alchemia" (1999) - "Cisza jak dziś" i "Teraz kiedy wiem".

Jeszcze przed śmiercią kompozytor pracował nad solowym albumem, którego jednak nie ukończył.

- Bardzo chciałabym, żeby Staszek nagrał wreszcie swoją płytę. Niestety, ciągle coś nam przeszkadza w ukończeniu tego projektu. Ale piosenki już są gotowe, a niektóre podkłady zostały już nawet nagrane. Staszek będzie nie tylko grał na gitarze, ale również śpiewał, a ja, jako żona Zofia, będę robiła chórki - mówiła Interii Urszula, ale ostatecznie nigdy nie doszło do realizacji tego wydawnictwa.

W październiku ukazała się specjalna reedycja płyty "Biała droga" w zmienionej szacie graficznej. Wcześniej wznowiono także albumy "Supernova" i "Urszula & Jumbo".

"To dla mnie przede wszystkim okazja do tego, by uhonorować zespół, który od lat 15 towarzyszy mi na scenie. Dzięki naszej wspólnej energii, doświadczeniu i porozumieniu dusz ten repertuar jest wciąż żywy i w kolejnych pokoleniach słuchaczy wzbudza piękne emocje" - mówiła Urszula o reedycji "Białej drogi".

"Większość moich muzyków nie miała okazji osobiście poznać Staszka, znali go jedynie z nagrań. W niektórych utworach postanowiliśmy wykorzystać niepublikowane solowe partie Jego gitar. Dla mnie to dowód na to, że więzi między muzykami są ponadczasowe, nie ma dla nich granic. Jeśli jest miłość do muzyki - czas nie ma znaczenia" - podkreśla, dodając, że to "dowód na to, że muzyka Staszka wciąż żyje i raduje tak wielu wrażliwych na muzę ludzi".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje