Reklama

Edyta Górniak wygrała proces!

W warszawskim sądzie okręgowym zapadł wyrok w sprawie Edyta Górniak kontra "Super Express". Sąd uznał, że gazeta naruszyła dobra osobiste wokalistki i jej męża Dariusza Krupy, przez co musi im zapłacić odpowiednio 55 tysięcy i 20 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny, a pozwani prawdopodobnie złożą odwołanie.

Edyta Górniak i Dariusz Krupa pozwali Media Express, wydawcę "Super Expressu", oraz redaktora naczelnego gazety Mariusza Ziomeckiego, za "nagminne naruszanie dóbr osobistych, przede wszystkim wizerunku, prywatności, miru domowego, spokoju, poczucia bezpieczeństwa oraz czci i dobrego imienia".

Reklama

Jak poinformowała w środę, 4 stycznia, "Rzeczpospolita", sąd zakazał gazecie śledzenia pary i publikowania materiałów na jej temat bez związku z wykonywaną przez Górniak i Krupę funkcją publiczną i wbrew ich woli.

Zdaniem naczelnego "SE" kwota, jaką gazeta ma zapłacić, jest wyjątkowo wysoka. Ziomecki podkreślił, że jako jeden ze świadków procesu odniósł wrażenie, że piosenkarka i jej mąż nie "udokumentowali swoich zarzutów".

"Wyrażali szereg ogólnych opinii i mówili o swoich emocjach, natomiast ja wyszedłem z tego procesu przekonany, że oni nie udokumentowali swojego głównego zarzutu, że my rzekomo ich śledziliśmy i prześladowaliśmy" - tłumaczył Ziomecki.

Podkreślił, że nie przypomina sobie, jakoby reporterzy gazety śledzili parę. "Śledzenie jest bardzo konkretną czynnością: jest samochód, w niej siedzi paru facetów i jadą za drugim samochodem. Przed sądem trzeba udowodnić, że taki incydent miał miejsce. W żadnym z tych przypadków, o którym była mowa w sądzie, reporterzy tak nie działali" - mówił Ziomecki.

Pełnomocnik Górniak adwokat Maciej Ślusarek przyznał, że kwoty są dość wysokie.

"Widać, że sąd uwzględnił specyfikę kolorowej prasy, fakt, że tego rodzaju publikacje służą celom komercyjnym. Zakaz śledzenia jest z kolei bodaj pierwszym wydanym przez polskie sądy - powiedział "Rzeczpospolitej" Ślusarek.

Proces dotyczył publikacji, które ukazały się w "SE" wiosną 2004 roku, kiedy Górniak była w szpitalu w Łomży, gdzie urodziła synka.

Piosenkarka wielokrotnie podkreślała, w trakcie ciąży była nękana przez media, a do szpitala, w którym rodziła, "wkradali się" fotoreporterzy.

"Pseudodziennikarze próbowali ukraść nam dziecko ze szpitala, bo ogarnęła ich zwierzęca chęć posiadania jego zdjęcia. Przekupują lekarzy i sąsiadów, żeby powiedzieli na nasz temat coś złego" - mówiła Górniak w jednym z wywiadów.

W połowie lipca 2004 r. Edyta Górniak ogłosiła koniec artystycznej kariery w związku z tamtymi wydarzeniami. W opublikowanym liście dziennikarzy nazwała m.in. "szczurami, które mają krew na rękach".

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje