Reklama

Meek, Oh Why? "Zachód": Hip hop dla wystylizowanych chłopców [RECENZJA]

Dziwna to kariera. Meek, Oh Why? ciągle próbuje i niewiele z tego wychodzi. A szkoda, bo wydaje się przecież, że znalazł złoty środek, żeby mocniej trafić do studentów europeistyki i licealistów kumplujących się z "matową" patointeligencją.

Meek, Oh Why? na okładce "Zachodu"

Mimo wszystko wsparcie Asfaltu i tak okazuje się kluczowe: po pierwsze, muzyk jest jedną z ciekawszych postaci w ich katalogu, a po drugie, nieźle spisuje się w roli skrzydłowego alternatywnej części warszawskiego labelu, które śmiało zerka w popową stronę. Coś jak Fisz w prehistorycznych czasach lub Taco Hemingway na początku swojej drogi. Ta sama kategoria, trochę inny poziom.

Reklama

Nie wiem, ile zmieni "Zachód", ale nowa płyta posiada wszystko, żeby Meek, Oh Why? mocniej zaznaczył swoją obecność na scenie. Już nawet pomijając tytułowy singel z Sarsą, dobrze skrojony pod przeciętnego słuchacza, dla którego nie ma różnicy, co aktualnie leci w radiu, album oferuje wystarczająco sporo, żeby się podobał. Najnowsze dzieło krakowskiego hiphopowca w garniturze z głównym atrybutem w postaci trąbki, którą paradoksalnie tutaj odłożył na chwilę na bok, okazuje się najciekawszą rzeczą, którą dotychczas nagrał. I wcale nie przeszkadza to, że nie ma tu polotu "Płyty rodzaju" czy świeżości "Księżniczki i buca".

"Zachód" łączy ambitne brzmienia poprzedników, dodając przy tym odrobinę popowych naleciałości i więcej przystępności, co pokazuje chociażby lekki "Billy Bounce". I muzycznie naprawdę nie ma się do czego przyczepić, bo Meek, Oh Why? jest jednym z tych, którzy udowadniają, że syntetyki wcale nie muszą być zbiorem prostych dźwięków z pobranych paczek. Tu nic nie jest oparte na jednym schemacie, a sama muzyka jest dobrze zróżnicowana - wystarczy tylko sprawdzić jak daleko od siebie padają świetny "Eurobiznes" i niewiele słabsza "Papierowa rocznica".

Problem zaczyna się z tekstami, bo w przeciwieństwie do pomysłowej poprzedniczki, jest zwyczajnie miałko i nijako. Żeby jednak nie było - z dala jest tu od losowo wygenerowanych wersów tylko dla rymu, ale ciężko też cokolwiek zapamiętać po pierwszym odsłuchu. A jest to naprawdę duży wyczyn. Trochę tu wspominania Niemena i Zauchy, sztuka i moda nie wylewają się tylko z sesji zdjęciowej do płyty, obowiązkowo pojawiają się uczucia, nie tylko w postaci walki z nieśmiałością, czy kolejne historie z Krakowa i Warszawy. Oczywiście nie mogło też zabraknąć modnych ksywek w rodzaju Jamesa Blake'a czy The Carters, czyli typowy polski ynteligencki hip hop.

Pokazuje to również, że sam Meek, Oh Why? się zmienił - nie stara się już być na krajowym podwórku unikatem, a sumiennie pracuje na miano skromniejszej wersji kilku współczesnych idoli stałych bywalców modnych kawiarni na stołecznym Placu Zbawiciela. Tekściarzem wielkim nigdy nie był ("Jestem już zadomowionym Simsem" w "Nowiu", serio?), ba, do tego miana przecież nigdy nie aspirował, ale jego kompozycje dobrze maskują braki w składaniu wersów. Muzyka jest tu motorem napędowym i sprawia to, że "Zachód" da się lubić i można przymknąć oko na mało plastyczne wersy, "chociaż pewnie ziomki z jakiegoś ASP stwierdzą, że to płytkie" jak sam nawija w tym nieszczęsnym "Nowiu".

Czasami można odnieść wrażenie, że "Zachód" najlepiej opisuje tytuł jednego z numerów - "Przezroczysty". Bez obaw, aż taki to o nie jest. Krótko, mało treściwie, ale ze sporą ilością dobrej muzyki, a to w tym wszystkim najważniejsze. Nie szkoda zachodu.

Meek, Oh Why? "Zachód", Asfalt Records

6/10



INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Meek Oh Why?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje