Reklama

Marilyn Manson "We Are Chaos": Antychryst narodził się na nowo [RECENZJA]

Przyznajmy szczerze - czasy, kiedy Brian Hugh Warner siał masowe zgorszenie i rozkręcał skandal za skandalem, mamy już dawno za sobą. Dzisiaj dla większości dojrzałych słuchaczy Marilyn Manson jest przestarzałą demoniczną ikoną rocka końca XX wieku, którego główną fanowską bazę stanowią pogubieni w świecie i we własnym wnętrzu nastolatkowie. Nie jest to do końca sprawiedliwa ocena, czego "We Are Chaos" jest najlepszym dowodem.

Marilyn Manson na okładce płyty "We Are Chaos"

Wydaje się, że po serii słabszych albumów, Manson odnalazł na nowo swój głos - głos doświadczonego przez życie mężczyzny, który robi gorzki rozrachunek z samym sobą oraz z rzeczywistością. W roku pandemii powraca jako mroczny bard zapatrzony w Davida Bowiego i przedstawicieli zimnej fali lat 80. z Sisters of Mercy, The Cure oraz Bauhaus na czele. I to właśnie utrzymane w takim ponuro-ejtisowym klimacie utwory stanowią trzon "We Are Chaos" (sprawdź!).

Reklama

Już pierwszy na trackliście kawałek "Red black and blue" obiecuje wiele: wwiercający się w głowę bas, miarowy beat, odrobina metalu i świetna linia melodyczna - przy takim graniu naprawdę można odzyskać wiarę w talent niegdysiejszego Antychrysta, który na naszych oczach rodzi się na nowo.

Zaraz potem zostajemy zupełnie zaskoczeni miękkim w brzmieniu utworem tytułowym, gdzie gitara akustyczna przeplata się ze smykami i przytłumionymi riffami, a refren brzmi, jakby został wyjęty żywcem ze współczesnej piosenki radiowej. I nie jest to bynajmniej żaden zarzut! Takiego Mansona cenię najbardziej - poszukującego, odważnego, niebojącego się reakcji swoich fanów.

W "Don't Chase The Dead" muzyk powraca na chwilę do swojego agresywniejszego, industrialnego oblicza. Podobnie ostro będzie już tylko na garażowym, brudnym "Infinite Darkness" i bluesowo-metalowym "My Head Together". "Paint You With My Love" to kolejny utwór, który wielu może wprowadzić w konsternacje. Warner nigdy jeszcze w swojej karierze nie brzmiał tak delikatnie, popowo i melancholijnie. Być może jest to sprawka Shootera Jenningsa, producenta płyty, który zajmuje się głównie muzyką country.

Najbardziej "mansonowe" na albumie nagranie "Perfume" również zdaje egzamin, podobnie jak klasycznie rockowy "Solve Coagula". Całość kończy elektroniczny, uderzający po uszach basem i syntezatorem "Broken Nidle", który powinien spodobać się wielbicielom "Mechanical Animals".

Jeżeli chodzi o teksty, to Amerykanin nadal jest w swoim opisywaniu świata i ludzkości brutalnie szczery i bezkompromisowy. Usłyszymy dużo gorzkich słów i zdecydowanych diagnoz społecznych. Jednak, o dziwo, artysta wierzy, że całe otaczające nas zło jesteśmy w stanie przekuć ostatecznie na coś dobrego. Coś, co nas wzmocni i doda siły, aby mierzyć się z rzeczywistością.

Marilyn Manson nagrał bardzo solidną, przekonującą płytę, do której chce się powracać. Na "We Are Chaos" autor "Antichrist Superstar" pokazuje nam się jako dojrzały twórca, który nie przejmuje się opiniami innych i robi po prostu taką muzykę, na jaką ma ochotę. Przy tym wszystkim w doskonałych proporcjach miesza ze sobą swoje inspiracje z własnym wypracowanym na przestrzeni lat stylem. Nie zapomina dodać też do tego wszystkiego kilka nowinek. Jeżeli wątpiliście, że Manson jest jeszcze w stanie nagrać coś interesującego, to po odsłuchaniu w całości "We Are Chaos" powinniście zmienić zdanie.

Marilyn Manson "We Are Chaos", Universal Music Polska

8/10

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marilyn Manson | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje