Reklama

The Voice Of Poland

Kim jest Michał Bober z "The Voice of Poland"?

Jego występ podczas bitew w "The Voice of Poland" poruszył publiczność. On sam również nie krył łez. Kim jest Michał Bober, którego kradzież przez Tomsona i Barona wywołała ogromne emocje?

Michał Bober w "The Voice of Poland"

Michał Bober swoją przygodę z muzyką rozpoczął w 2001 roku w Opolskim Studiu Piosenki, następnie studiował na Państwowej Wyższej Szkole Estradowo-Jazzowej w Moskwie.

Reklama

W 2011 roku szersza publiczność poznała go za sprawą jego występów na Festiwalu w Opolu. Bober był uczestnikiem koncertu SuperDebiuty zorganizowanego w ramach SuperJedynek, gdzie głosami widzów zdobył I wyróżnienie.

Również w 2011 roku z inicjatywy Bobra powstał skład Soul City, w który oprócz niego weszli: Basia Kurdej-Szatan, Rafał Szatan, Anna Malek, Magdalena Bober, Łukasz Szuba, Alicja Kalinowska, Monika Wiśniowska i Beata Kurda.

Zespół pojawił się w programie "X Factor" (druga edycja), gdzie ostatecznie zajął piąte miejsce. Bober następnie zajął się działalnością solową, koncertował i brał udział w przeróżnych projektach. W 2018 roku dołączył do przedsięwzięcia poświęconemu pamięci Andrzeja Zauchy.

W latach 2002 - 2017 był też członkiem Opole Gospel Choir.

Podczas przesłuchań w ciemno w "The Voice of Poland" jego wykonanie "1000 metrów nad ziemią" (sprawdź!) Mroza sprawiło, że fotele odwróciły Urszula DudziakEdyta Górniak. Bober zdecydował się dołączyć do ekipy Dudziak.

W bitwach trenerka zdecydowała się, że na scenie zmierzą się Bober i Michał Matuszewski. Ich wykonanie "Bądź moim natchnieniem" Zauchy przypadło do gustu trenerom. Ostatecznie Dudziak postawiła na Matuszewskiego, a batalię o drugiego uczestnika rozpoczęli Tomson i Baron z Edytą Górniak. Trenerka, aby przekonać Bobra do swojej drużyny, porównała go do Zbigniewa Wodeckiego.

To jednak nie pomogło, a Tomson i Baron otrzymali nowego zawodnika. Ta decyzja wywołała mnóstwo kontrowersji, gdyż z programem pożegnała się z tego powodu Weronika Szymańska. Teraz Bober będzie musiał udowodnić, że postawienie na niego nie było błędem.

INTERIA.PL

Reklama