Reklama

Life Festival Oświęcim 2016

Life Festival Oświęcim: Cudowna, szalona noc z Eltonem Johnem

Choć pewnie więcej niż pół Oświęcimia na to czekało, Elton John nie dał się "złamać" i nie zaśpiewał wielkiego przeboju z "Króla Lwa" - "Can You Feel the Love Tonight". Ale nie można powiedzieć, że publiczność Life Festival Oświęcim była niezadowolona.

Elton John na Life Festival 2016

No bo na co tu narzekać, kiedy to piękna pogoda przypomina, że za trzy dni rozpoczyna się kalendarzowe lato. Na muzyczną oprawę również nie sposób wybrzydzać - w sobotę (18 czerwca) dla kilkunastu tysięcy ludzi wystąpili Elton John, John Newman, Dawid Podsiadło, Che Sudaka i Dagny.

Reklama

Oczywistą sprawą jest fakt, że zdecydowana większość przyjechała do Oświęcimia, by usłyszeć i zobaczyć Eltona Johna. Brytyjski gwiazdor obecnie promuje wydaną w lutym płytę "Wonderful Crazy Night", ale wiadomo, że czekaliśmy na największe i najbardziej znane przeboje - ot, taki urok festiwalu. I tych nie zabrakło, wystarczy wymienić choćby "I Guess That's Why They Call It the Blues", "Goodbye Yellow Brick Road", "Your Song" czy "Don't Let the Sun Go Down On Me" (z zachodzącym nad stadionem słońcem).

68-letni sir Elton w Oświęcimiu zameldował się helikopterem, a błyskawicznie po zejściu ze sceny zapakował się w samochód i odjechał, jeszcze zanim na dobre publiczność zorientowała się, że to naprawdę koniec.

Ten największy przebój - "Candle in the Wind", numer 2 na singlowej liście bestsellerów wszech czasów - usłyszeliśmy jako pierwszy z dwóch utworów na bis, kiedy to Elton nieco wyciszył emocje rozbuchane po energetycznym pakiecie w postaci "I'm Still Standing" (oj, było śpiewane!), "Your Sister Can't Swing (But She Can Rock'n'Roll)" i "Saturday Night's Alright for Fighting". Prawdziwa gorączka sobotniej nocy!

Przy "Candle in the Wind" stadion MOSiR-u rozświetliły telefony komórkowe, które od dobrych kilku lat całkowicie wyparły zapalniczki. Za każdym razem robi to wrażenie.

Jeśli uważacie, że sir Elton to tylko podniosłe fortepianowe ballady, to po takim zestawie szybko zmienicie zdanie. Już na początku Brytyjczyk zresztą zapowiedział, że postara się dziś zagrać "jak najwięcej rocka". Słowa dotrzymał, wypuszczając niemal bez wytchnienia rakiety, jak na "Rocket Mana" przystało.

W rozpędzaniu publiczności pomagali mu sprawdzeni w boju muzycy jego Elton John Band: wierny druh Nigel Olsson (towarzyszący mu od 1969 r. perkusista wystąpił pod krawatem i w białych rękawiczkach), odpowiadający za perkusjonalia John Mahon, Kim Bullard (klawisze), Matt Bissonette (bas) i Davey Johnstone (gitara). Na elegancję postawił też sam Elton, ubrany w lśniącą cekinami długą marynarkę i koszulę, nie zapominając oczywiście o swoich charakterystycznych okularach.

"Od 47 lat jestem na scenie i chciałbym podziękować wam, że jesteście tak lojalni i mili, że kupujecie bilety i płyty, bo nie wiem, jak długo jeszcze dam radę występować" - powiedział w pewnym momencie Elton, ale trudno sobie wyobrazić, żeby planował emeryturę.

W dodatku na koniec, żegnając się z Oświęcimiem i Polską, wyraził nadzieję, że wróci do nas wkrótce, by zagrać dłuższy koncert (w domyśle niefestiwalowy, bo scenę opuścił już po 100 minutach z niewielkim okładem).


Po głównej gwieździe (po godz. 23) na scenę wyszedł jeszcze Dawid Podsiadło, który w ten sposób do puchnącego muzycznego CV (rozwój kariery tego 23-latka jest naprawdę imponujący!) może dopisać informację, że "supportował" go sir Elton. I nie zawiódł, choć dało się zauważyć odwrót publiczności. W końcu przed nami niedzielny finał festiwalu z udziałem m.in. Queen + Adam Lambert, Perfect, Ninet Tayeb i Taco Hemingwaya. Będzie się działo!

Spore emocje (szczególnie wśród żeńskiej części) wywołał ubrany na czarno John Newman, kolejny przedstawiciel młodszego pokolenia. Brytyjczyk dwa dni przed występem w Oświęcimiu skończył 26 lat. Zachwycony przyjęciem publiczności (piski, oklaski, wspólne śpiewy) padł na koniec na kolana.

W repertuarze nie zabrakło m.in. "All My Heart", "Give Me Your Love" czy zagranego na koniec "Love Me Again" (ponad 430 mln wyświetleń teledysku daje obraz popularności Newmana - niektórzy przyjechali specjalnie dla niego).

Miano najbardziej żywiołowego wykonawcy soboty na Life Festival Oświęcim bezapelacyjnie należy się kwartetowi Che Sudaka. To kolumbijsko-argentyńsko-hiszpańska ekipa z Barcelony, która po czterech latach powróciła do Polski. Jeśli przegapiliście ten występ, wkrótce będziecie mogli odrobić te niedopuszczalne zaległości na Przystanku Woodstock (połowa lipca, Kostrzyn nad Odrą) i Czad Festiwal (koniec sierpnia, Straszęcin).

Swoją twórczość Che Sudaka określa jako "punky reggae party". Do tej mieszanki należy dorzucić ska i latynoskie rytmy, które nawet najbardziej opornych błyskawicznie porwały do zabawy. W tekście jednego utworu padły takie nazwy, jak Gogol Bordello, Manu Chao i Johnny Cash i ta trójka wyraźnie patronuje twórczości Kachafaza, Cheko, Leo i Joty. Kwartet używa dość prostych, ale niezwykle skutecznych środków, choć szkoda, że napędzająca całość sekcja rytmiczna "odpalana" jest z taśmy.

Dla Che Sudaka nie ma odbębnionych koncertów, bez względu na frekwencję pod sceną muzycy zachowują się jakby miał to ich ostatni występ w życiu. Jestem pewien, że swoim zaangażowaniem i uśmiechem w Oświęcimiu wzbogacili się o kolejnych fanów.

Zadanie otwarcia festiwalu z sukcesem dokonała norweska wokalistka Dagny ze swoim zespołem. Zadanie miała dodatkowo utrudnione, bo przez zagubienie bagażu w podróży muzycy zagrali na pożyczonym sprzęcie. Na tego "ptaszka z dalekiej Północy" uwagę powinni zwrócić przede wszystkim fani alternatywnego popu spod znaku Florence Welch czy Lykke Li.

"Festiwalowe lato oficjalnie się rozpoczęło. Dziękuję wszystkim słuchającym i wszystkim zaangażowanym w Life Festival, to wspaniała impreza! Polsko, mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce" - napisała Dagny na swoich profilach w mediach społecznościowych.

Michał Boroń, Oświęcim