Reklama

"Mam talent" w potrzasku?

Czwarta edycja "Mam talent" jest jednocześnie pierwszą, której nie można z góry skazać na sukces.

3 września TVN wznawia emisją swojego flagowego programu. Drugą i trzecią edycję show oglądało średnio ponad pięć milionów Polaków. Istnieje sporo ryzyko, że tak dobrych wyników nie uda się utrzymać.

Reklama

Twórcy "Mam talent" stanęli przed nie lada wyzwaniem. Ekranowa rzeczywistość zastawiła na nich trzy pułapki. Każda z nich może pogrążyć program.

1. Nowy juror

Kuba Wojewódzki stwierdził, że "X Factor" to lepsze dla niego miejsce i zrezygnował z oceniania magików, cyrkowców, treserów zwierząt, w czym nie czuł się zbyt dobrze.

Sięgnięto po eleganckiego Roberta Kozyrę, byłego prezesa i redaktora naczelnego Radia Zet w latach 1999-2009, który - żeby było smaczniej - z Wojewódzkim się nie znosi. Konflikty w stacji już od dobrych kilku sezonów świetnie się sprzedają w innych mediach (np. Kuźniar vs. Rusin, Wojewódzki vs. Sablewska, Durczok vs. Sianecki, ostatnio też Krupa vs. Rubik), niewykluczone, że i tym razem na to liczono.

Przede wszystkim Kozyra prawdopodobnie miał zostać "tym złym". Po pierwsze, zasłynął przecież jako despota w Radiu Zet. Po drugie, jako juror sopockiego festiwalu bezpardonowo, w ostrych słowach skrytykował Natalię Lesz, co odbiło się szerokim echem w show-biznesie. Trudno uwierzyć, by Edward Miszczak (dyrektor programowy TVN) i Wojciech Iwański (reżyser "Mam talent") nie brali tego pod uwagę.

Jednak według doniesień plotkarskiej prasy nowy juror nie wszedł w tę rolę i wypadł na castingach dość bezbarwnie.

Zastąpienie Kuby Wojewódzkiego, który w robieniu show jest mistrzem, to zadanie z cyklu "mission impossible". Jedyną opcją jest więc znalezienie zupełnie innego pomysłu na jurorowanie. Kozyra musi się zatem dobrze sprzedać. Póki co wiadomo jedynie, że będzie świetnie ubrany.

2. Konkurencja

Jeszcze nigdy "Mam talent" nie miał tak mocnego rywala. O tej samej porze TVP 2 emituje "The Voice Of Poland", format, który świetnie sprawdził się w tym roku w USA.

Obserwując medialny szum wokół udziału Nergala w tym show, można przypuszczać, że to właśnie lider Behemotha będzie najbardziej wyrazistą postacią wśród jurorów obu programów. Jedni będą czekać na jakiś skandal z jego strony (pewnie się nie doczekają), inni po prostu będę chcieli zobaczyć co z to za jeden, "ten satanista od Dody".

Robert Kozyra nie okazał się takim magnesem jak Nergal, a do Agnieszki Chylińskiej i Małgorzaty Foremniak wszyscy są już przyzwyczajeni i wiedzą, czego się po nich spodziewać.

Warto też zauważyć, że TVP będzie na fali po sukcesie "Bitwy na głosy". Wreszcie udało się telewizji publicznej udowodnić, że nie kaszani wszystkiego, czego się dotknie. Program był realizowany sprawnie i z rozmachem. Należy zakładać, że do "The Voice..." przyłożyli się równie mocno.

"Mam talent" będzie więc musiał po raz pierwszy funkcjonować w warunkach bezpośredniej konkurencji i wcale nie jest przesądzone, że będzie miał dużo więcej widzów.

3. "X Factor"

Tak, tak, "X Factor" to również pułapka dla "Mam talent". Przypomnijmy sobie finał trzeciej edycji. Aż ośmiu na dziesięciu uczestników to byli wokaliści!

Tymczasem, mając w katalogu taki program jak "X Factor", TVN nie może sobie już pozwolić na robienie bliźniaczo podobnego show. Nawet nie tyle z powodów komercyjno-oglądalnościowych, co honorowych. Ileż kpin by się wtedy musieli nasłuchać, że robią dwa razy to samo, tylko w innych dekoracjach.

Spodziewam się więc przesunięcia akcentów w stronę uczestników reprezentujących inne talenty. Tylko czy widzowie polubią ich równie mocno? Przecież to głosy publiczności decydowały o składzie finału. Może się okazać, że eksponowanie tancerzy czy akrobatów będzie działaniem wbrew oczekiwaniom odbiorców.

Korektę formatu sygnalizował zresztą Robert Kozyra, opowiadając w rozmowie z INTERIA.PL, że "Mam talent" będzie teraz bardziej zabawowy, więcej będzie humoru i zaskakujących sytuacji, a sami jurorzy będą często hasać po scenie razem z uczestnikami.

Niewątpliwie muszą twórcy rozdzielić "X Factor" od "Mam talent", pokazać telewidzom, że to dwie różne propozycje. Trudne zadanie.

Koniunktura

Tak zwane talent shows mają się świetnie. To, co zapoczątkował "Idol", urosło do niewyobrażalnych wtedy rozmiarów, a widzowie, co pokazują słupki, wcale nie mają dość. Pytanie tylko, czy "Mam talent" wciąż będzie najlepiej odpowiadał na ich potrzeby.

Michał Michalak

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje