Reklama

Editors podbijają Polaków

"Mieszkam w UK ponad 5 lat, a nigdy o nich nie słyszałam, więc lekką przesadą jest nazywanie ich gwiazdami. Gdyby byli gwiazdą, to trąbiono by o nich w tutejszej prasie na okrągło" - tak zapowiedź koncertu Editors na stronach INTERIA.PL ("Brytyjska gwiazda w Warszawie") skomentowała niejaka TS. Cóż, najwyraźniej do Polaków mieszkających w Polsce szybciej docierają informacje na temat "topowych" wyspiarskich wykonawców...

A Editors, którzy w niedzielę, 4 listopada, wystąpili w warszawskiej Stodole to na Wyspach właśnie "gwiazdy". Dowód? Wystarczy spojrzeć na wyniki sprzedaży płyt kwartetu: debiutancki "The Back Room" trafił na 2. miejsce listy bestsellerów, a wydany w 2007 roku "An End Has A Start" dotarł na szczyt zestawienia. Obie płyty osiągnęły milionowy nakład. Wystarczy?

Reklama

Wydaje się, że i w Polsce formacja zaczyna "dorabiać" się mocnej grupy fanów. W rozmowie przed koncertem perkusista Ed Lay wyraził szczerą radość z faktu, że zjawi się "aż 700 osób w mieście, w którym jesteśmy pierwszy raz". Jak się później okazało, tych fanów było poważnie ponad 1000...

Editors nie mieli zbyt wiele czasu, by poznać "osobiście" Warszawę - od 6. rano podróżowali z Berlina, i jak twierdzili, byli wykończenie. Z naszą stolicą zapoznali się za to przy pomocy laptopów, sprawdzając w internecie podstawowe wiadomości na temat miasta.

A jaki był koncert Editors? Spotkałem się z opiniami, że świetny. Obiektywnie oceniając niedzielny wieczór, przymiotnik udany celniej opisuje to, co wydarzyło się w Stodole.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | koncert | Editors

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje