Ostróda Reggae Festival: Trójkolorowa "Polska"

W piątek (11 sierpnia) pełną parą ruszył Ostróda Reggae Festival. To już 17. edycja pozytywnego, kolorowego wydarzenia, którego organizatorzy jak i uczestnicy szukają czegoś więcej niż tylko wspólnego cieszenia się muzyką. ORF jest jednym z tych wydarzeń, na które się nie jedzie, to święto, na które się wraca.

Zabawa podczas Ostróda Reggae Festival 2017

Obudowane szeregiem towarzyszących atrakcji, projekcji filmów i spotkań w ramach Uniwersytetu Reggae jest przede wszystkim miejscem, w którym szacunek krzyżuje się z serdecznością, frajda dzieciaków bawiących się w pianie dorównuje radości dorosłych ze wspólnego pulsowania pod i na scenie. Tak też budowany jest line up imprezy, gdzie obok weteranów i klasyków sceny uczestnicy mogą poznać i doświadczyć zjawiska nowe i świeże w polskim i światowym reggae.

Reklama

Tu się wraca - dotyczy to tak uczestników jak i wykonawców. Jeden z ważniejszych punktów piątkowego wieczora, to właśnie powrót do Ostródy po 11 latach brytyjskiego Steel Pulse. Od ponad czterdziestu lat ekipa z Birmingham ma swój patent na granie absolutnie fenomenalnych koncertów, będących miksturą słonecznego reggae i zaangażowania w poważne sprawy, przede wszystkim w walkę z rasizmem. Publiczność nie dała im tak szybko zejść ze sceny, zresztą widać było, że David Hinds i koledzy nigdzie się nie spieszyli, choć już dziś będą jedną z gwiazd hiszpańskiego Rototom Sunsplash.

Jeśli przy tuzach jesteśmy, to taki status absolutnie przysługuje rodzimemu Bakshishowi. Jak przystało na formację obchodzącą w tym roku 35-lecie, ekipa dowodzona niezmiennie przez Jarka "JAreX'a" Kowalczyka przypomniała masę ważnych, muzycznych kamieni milowych ze swojej historii, w tym "Czarną drogę" czy "Uczucia".

Zaskakujące może być to, że słowa znane z pierwszej kasety Bakshish "nie dajcie się zaskoczyć..." ilustrowane współczesnymi wizualizacjami "Uważaj - mały brat patrzy" będącymi komentarzami do naszego tu i teraz, wciąż są aktualne. Świadczy to z jednej strony o sile zespołu i jego dokonań, z drugiej... no właśnie. Nie zabrakło też premierowych numerów, w tym poruszającej "Polski" zagranej na bis.

Osnową wieczoru w dawnych ostródzkich koszarach był wszechstronny Dawid Portasz. Oczywiście pojawiał się jako gość (wspomniany już Bakshish), jednak najważniejszym momentem dla niego był występ połączonych sił JafiiStephena Newlanda. Szef jamajskiego Rootz Underground czuje się w Polsce wyjątkowo dobrze, kilkukrotnie miał okazję grać na Ostróda Reggae Festival. Wyjątkowo dobrze też brzmiał w harmoniach z liderem Jafii, najbardziej jamajskim wokalistą wśród Europejczyków.

Poważnym wydarzeniem był też występ formacji braci Panton - New Kingston. Ta wywodząca się z nowojorskiego Brooklynu progresywna rakieta zaprezentowała się jako pełna wyobraźni, wszechstronna kombinacja talentów. Jeśli tylko chcieli, schodzili bardzo nisko flirtując nawet z rockiem, by po drodze do świetnie zaplanowanego finału zaprezentować pełną szacunku własną wersję "Redemption Song" Boba Marleya.

Własne wersje, ale z większą dawką humoru i luzu mają - kurcze, już prawie weterani - muzycy z Całej Góry Barwinków. Tu też poznaliśmy kilka premierowych numerów, dotykających często powszechnych i bliskich problemów nie tylko bywalców festiwali, jak pieśń "Jedno mniej" o... sztuce picia i polskiej mądrości po szkodzie. Bardzo dobry i gorący występ zakończyli coverem "Take on me" z repertuaru A-Ha, udowadniając, nie pierwszy zresztą raz, uniwersalność marleyowskiego hasła "One Love, One Life", które śmiało można rozszerzyć o "One Music".

ORF dopiero się rozpędza. W sobotę i niedzielę (12 i 13 sierpnia) na festiwalowych scenach kolejni przedstawiciele różnych odmian trójkolorowej sceny z Big Youthem czy Shaggym na czele.

Artur Rawicz, Ostróda

Dowiedz się więcej na temat: Ostróda Reggae Festival
Najlepsze tematy