Marek Piekarczyk odszedł z TSA. "Szanuję fanów"

Prawie 50 występów do końca roku ma zaplanowanych Marek Piekarczyk, który z końcem marca ostatecznie rozstał z się z legendą polskiego heavy metalu - TSA.

Marek Piekarczyk już nie jest wokalistą TSA

Koncertem w Gostyniu (24 marca) Marek Piekarczyk zakończył swoją długoletnią przygodę z grupą TSA. Był to ostatni z zakontraktowanych wcześniej występów, dlatego wokalista postanowił dopełnić swoich zobowiązań.

Reklama

O jego odejściu głośno się plotkowało już od końca 2017 r. Te informacje nieoficjalnie potwierdziliśmy na stronach Interii jeszcze w styczniu, lecz do tej pory zespół nie wystosował żadnego oświadczenia na temat rozstania z Piekarczyka.

Wokalista też nie rozpowiada o tym głośno. W jednym z komentarzy na Facebooku napisał jednak: "szanuję Fanów - dlatego odszedłem".

"Coś się zmienia, jakaś epoka odchodzi w przeszłość. Już nie mogę dłużej śpiewać w tym zespole. Motywacje są głębokie i przemyślane od wielu lat, ale nie wymienię ich" - powiedział Marek Piekarczyk w rozmowie z Telewizją Gostyń.

Pozostali muzycy planują kontynuować działalność, choć nazwisko następcy Piekarczyka pozostaje wciąż tajemnicą.

Grupa TSA - wraz z zespołami KatTurbo - w latach 80. tworzyła Wielką Trójcę polskiego heavy metalu. Wszystkie trzy formacje - po większych i mniejszych przejściach - funkcjonują do dziś. Na tle podzielonego Kata (równolegle występują składy Kat gitarzysty Piotra Luczyka oraz Kat & Roman Kostrzewski) i Turbo (po rozstaniu z wokalistą Grzegorzem Kupczykiem od 10 lat śpiewa Tomek Struszczyk) grupa TSA z zewnątrz wyglądała na oazę stabilności.

Drogi założonej w Opolu w 1979 roku z inicjatywy gitarzysty Andrzeja Nowaka grupy TSA i Marka Piekarczyka zeszły się na poważnie (muzycy spotkali się wcześniej na koncercie w Nysie) dwa lata później na festiwalu w Jarocinie. TSA - jeszcze jako instrumentalny kwartet w składzie: Andrzej Nowak, perkusista Marek Kapłon, gitarzysta Stefan Machel i basista Janusz Niekrasz - "bezapelacyjnie" ("Encyklopedia Polskiego Rocka" autorstwa Leszka Gnoińskiego i Janusza Skaradzińskiego) i "miażdżąco" (to za biografią na oficjalnej stronie zespołu) zwyciężyli w festiwalowym konkursie i otrzymali nagrodę publiczności.

Sukces zespołu obserwował Marek Piekarczyk, wówczas jeszcze wokalista tarnowskiej formacji Sektor A, a już po festiwalu w Jarocinie frontman TSA.

Błyskawiczny sukces (płyty "Live", "TSA" i "Heavy Metal World" sprzedały się w wielotysięcznym nakładzie) zbiegł się w czasie z pierwszymi konfliktami - pod koniec 1983 r. z zespołu odeszli Nowak i Kraszewski. Ostatecznie skład posypał się całkiem pod koniec lat 80. po odejściu Piekarczyka.

Kolejne lata to już okres ostrego konfliktu spowodowanego powstaniem nowej grupy Machela, Niekrasza i perkusisty Zbigniewa Kraszewskiego (w TSA grał od 1984 r.), którzy zaprosili gitarzystę Piotra Łukaszewskiego i wokalistę Janusza Pyzowskiego. To mocno zdenerwowało Marka Piekarczyka i Andrzeja Nowaka, którzy do swojej wersji TSA (decyzją sądu pod nazwą TSA '99) zwerbowali gitarzystę Pawła Stompóra, basistę Andrzeja Walczaka i perkusistę Dariusza Biłyka.

Poza tym liderzy oskarżyli Stefana Machela o bezprawne posługiwanie się nazwą TSA. Ten ostatni rozpoczął nagrania płyty "TSA - Evolution", która ostatecznie jednak nigdy się nie ukazała. Po kilkunastu koncertach w USA (TSA Piekarczyka i Nowaka) i Polsce (TSA-Evolution) obie formacje zakończyły działalność.

"Moja opinia jest taka, beze mnie nie ma TSA" - mówił na początku lat 90. Marek Piekarczyk ("Non Stop"). Stefan Machel przyznawał, że nie może być pracy, jeśli w grupie jest jakiś konflikt, a między nim, Piekarczykiem i Nowakiem miało być "na noże".

Wzajemna niechęć trwała lata, przerywana nieudanymi podejściami do reaktywacji i kolejnymi pozwami. Dzięki żmudnej pracy fan klubu "Alien" udało się doprowadzić do powrotu najsłynniejszego składu: w sierpniu 2000 roku oficjalne porozumienie o dalszej działalności TSA podpisali Piekarczyk, Niekrasz, Machel i perkusista Marek Kapłon, a miesiąc później podpis złożył Andrzej Nowak.

Po reaktywacji grupa TSA wydała do tej pory jeden studyjny album - "Proceder" (2004). Od tego czasu regularnie pojawiały się pytania o dalsze nagrania legendy metalu, sporadycznie podsycane wypowiedziami samych muzyków.

- TSA jest w lepszej kondycji niż na początku, nie ma ramoli na scenie, tylko ludzie, którzy lepiej grają. Gramy znakomite koncerty, coraz lepsze. Zespół to pięciu muzyków, którzy są równoprawni, mają jednakowy głos. Wszyscy mają osobne życia, różne hobby, ale na scenie się dogadujemy bardzo - podkreślał Piekarczyk w rozmowie z Interią pod koniec 2009 r.

Jesienią 2017 r. wokalista próbował poprzez media "zmobilizować" pozostałych muzyków TSA.

"Chyba będzie cienko, jak nie wejdziemy do studia. Moi koledzy twierdzą, że nie mamy żadnych piosenek, a ja mam tymczasem gotowe utwory, które czekają na nagranie. Zobaczymy. Nie będę znęcał się nad tym tematem, bo to jest raczej delikatna sprawa. Pracuję ciężko solowo, bo śpiewam około 20 koncertów miesięcznie, ale zawsze znajdę czas na granie i nagrywanie z TSA. Na każdy koncert TSA przyjadę zawsze i zaśpiewam, bo to moja miłość. W tym, co się kryje pod tą nazwą, jest wielka część mnie - włożyłem w TSA wiele pracy, serca i talentu, i nie pozwolę tego zmarnować nikomu" - mówił w wywiadzie z PAP Life.

Poza działalnością w TSA Andrzej Nowak koncertuje i nagrywa z własnym zespołem Złe Psy. Swoje projekty mają też pozostali muzycy - Stefan Machel ostatnio wspierał na scenie grupę Proletaryat.


Dowiedz się więcej na temat: TSA | Marek Piekarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje