Reklama

Zmarnowany talent Edyty Górniak

Jak to się stało, że najbardziej utalentowana polska wokalistka po 20 latach kariery funkcjonuje głównie jako celebrytka?

Taki talent zdarza się raz na dekadę, może nawet raz na kilkadziesiąt lat. Nie mieli co do tego wątpliwości kompozytor Janusz Stokłosa i reżyser Janusz Józefowicz, gdy w 1990 roku zaproponowali jej udział w musicalu "Metro". Edyta Górniak wystąpiła w tym spektaklu ponad 700 razy, również na deskach Broadwayu.

Reklama

Skala, barwa i moc jej wokalu, a także intuicyjne interpretowanie utworów, sprawiły, że dziennikarz BBC określił ją "najpiękniejszym młodym głosem w Europie".

Było to w 1994 roku, gdy Edyta zajęła 2. miejsce na Eurowizji, najwyższe w historii polskich występów w tym konkursie.

Team Edyta

Przed wydaniem debiutanckiego albumu "Dotyk" Górniak była już postrzegana jako przyszła diwa. Oprócz "Metra" i Eurowizji miała w swoim CV również zwycięstwo na festiwalu w Opolu (konkurs debiutów), oraz 3. miejsce na Festiwalu Krajów Nadbałtyckich w Karlshamn.

Wywiadów udzielała łamiącym się głosem, ze wzrokiem wbitym w ziemię. Była dziewczyną z Ziębic o romskich korzeniach, która z technikum ogrodniczo-pszczelarskiego trafiła nagle do wielkiego świata show-biznesu.

Edyta Górniak na Eurowizji w 1994 roku:


To nietypowe w przypadku młodych, polskich talentów - nietypowe zwłaszcza dziś - ale Edyta Górniak była prowadzona naprawdę dobrze.

Nie spieszono się z pierwszym albumem. Od telewizyjnego debiutu wokalistki w 1989 roku minęło sześć lat, zanim ukazał się "Dotyk". W tym czasie Górniak dojrzewała, doskonaliła technikę, uczyła się też ciężkiej pracy, jak to u apodyktycznego Janusza Józefowicza bywa.

Ekipa pracująca z Edytą nad "Dotykiem" przypominała trochę "team Małysz" z czasów pierwszych sukcesów skoczka. Wielki talent, wokół którego zgromadziły się nie sępy, a fachowcy i opiekunowie razem pracujący na przyszłe sukcesy.

Wojtek Olszak, Jacek Cygan, Piotr Rubik, Janusz Stokłosa, Rafał Paczkowski - to oni sprawili, że głos Edyty mógł zaświecić pełnym blaskiem na "Dotyku".

Przypadek Edyty Górniak pokrywa się tutaj z historią Justyny Steczkowskiej, która po "Dziewczynie szamana" już nigdy nie nagrała albumu, który odcisnąłby tak duże piętno na polskiej muzyce rozrywkowej.

Zgodnie z planem

Po sukcesie "Dotyku" (500 tys. sprzedanych egzemplarzy!) uznano, że nie ma co zwlekać. Edytę Górniak pchnięto na odcinek międzynarodowy.

Nieprawdą byłaby konstatacja, że zagraniczna kariera wokalistki była jednym wielkim niepowodzeniem. Najbardziej adekwatne jest chyba stwierdzenie, że był to sukces umiarkowany. Album "Edyta Górniak" z 1997 roku rozszedł się na poza granicami Polski w 200 tys. egzemplarzy. Piszę "na świecie", bo płyta wyjątkowo spodobała się m.in. Japończykom.

Edyta Górniak śpiewa "I Will Always Love You":


Równolegle z zagranicznymi podbojami Górniak nagrała w Polsce dwa filmowe utwory, które zrobiły furorę. To "Kolorowy wiatr" promujący "Pocahontas" Disneya i "Dumka na dwa serca" w duecie z Mieczysławem Szcześniakiem (na potrzeby "Ogniem i mieczem").

Była jeszcze dobrze przyjęta piosenka "To Atlanta" zagrzewająca w 1996 roku naszych olimpijczyków do boju.

W latach 1995-1999 Edyta Górniak była prawdziwą gwiazdą. Bez dopisków w nawiasie, bez dopowiedzeń po przecinku. Wszystko szło wspaniale.

Załamanie kariery

Najczęściej wskazywanym momentem zwrotnym był ten nieszczęsny hymn. Edyta Górniak nie przewidziała, jak może zostać odebrana jej interpretacja. Nikt jej nie ostrzegł, że z "Mazurkiem Dąbrowskiego" nie należy się bawić, nie można go zmieniać i ozdabiać wokalizami. Nikt nie powiedział Edycie, że na stadionach kibice też odśpiewują hymn. I że oczekują wykonania w tempie tradycyjnym. Występ Edyty Górniak na mundialu w 2002 roku został poddany druzgocącej krytyce.

Rok później kolejne nieszczęście. Drugi anglojęzyczny album wokalistki, "Invisible", okazał się klapą, mimo że singel "Impossible" chętnie był emitowany w niemieckiej telewizji.

Właśnie w "Invisible", a nie w koreańskiej wpadce, szukałbym źródeł rozczarowania, jakim ostatecznie okazała się kariera 39-letniej obecnie Górniak.

Edyta starała się wpasować w aktualne europejskie trendy - zarówno w kwestii produkcji, jak i wizerunku. Górniak taneczna, klubowa, wijąca się i kusząca wyglądała atrakcyjnie, ale zdegradowała się tym samym do roli dziewczyny aspirującej, wtopiła się w tłum podobnych popowych wokalistek.

Nie bez znaczenia jest tu również kapryśność gwiazdy, która ujawniła się w trakcie kariery. Wokalistka większość decyzji chce podejmować sama, ignorując życzliwe podpowiedzi z różnych stron. Często zmienia zdanie. Jak wtedy, gdy ogłosiła zakończenie kariery, by po kilku miesiącach swoją deklarację odwołać. Zatrudniała menedżerów, by za chwilę ich zwolnić. Mało który współpracownik był w stanie wytrzymać z Górniak na dłuższą metę.

Na pewno zabrakło jednoznacznego pomysłu, jaką artystyczną drogę powinna obrać po "Dotyku". Nie da się suchą nogą przejść z emocjonalnej interpretacji "Litanii" czy "Nie opuszczaj mnie" do wykonywania tanecznych utworów z popowej fabryki.

Mimo że upłynęło już wiele lat, nic się u Edyty w tej kwestii nie zmieniło. Zobaczcie teledysk do "Teraz-tu" z nowej płyty "My" (wideo poniżej). Plaża, seksowny model, zmysłowa Edyta, która nagle pokazuje środkowy palec (kontrowersja musi być), nowoczesna produkcja. Czyli wszystko na swoim miejscu, ale nie tego przecież oczekiwaliśmy od piosenkarki o takich możliwościach.

Być jak Jennifer Lopez

Edyta Górniak od dekady romansuje z estetyką reprezentowaną przez Jennifer Lopez, wychodząc najwyraźniej z założenia, że tak zwane wielkie głosy nadają się obecnie bardziej do skansenu niż na listy przebojów.

Nieprzypadkowo piszę akurat o J.Lo. - Amerykanka jest dziś przede wszystkim jurorką "Idola". Tam zarabia, tam się świetnie bawi, w tej roli chcą ją oglądać widzowie.

Edyta Górniak zalicza kolejne programy: "Jak oni śpiewają", "Ranking gwiazd", "Taniec z gwiazdami", a od marca "Bitwa na głosy".

Udziela też czasem wywiadów. Łzawych, o miłości, o synku. Mąż ją więził w złotej klatce i inne wyznania. O muzyce też coś opowie, ale już mniej wylewnie. Zresztą nie ukrywajmy - media same chętniej nagabują Górniak o sprawy prywatne niż o jakiekolwiek inne. To jednak sama wokalistka obsadziła siebie w roli celebrytki.

Nowy album nic tu nie zmienia. Płyta sprzedaje się nieźle, produkcja jest profesjonalna, teksty za sprawą Karoliny Kozak zupełnie przyzwoite, ale Edyta wciąż sprawia wrażenie, jakby starała się nadążyć za młodszymi koleżankami i aktualnymi modami, zamiast poszukać własnej, godniejszej drogi.

Edyta Górniak kontra Mariah Carey:


"Zanim w popiół się zmienię, chcę być wielkim płomieniem" - śpiewała Edyta Górniak na Eurowizji w 1994 roku. Czy jest jeszcze szansa, że między jednym a drugim programem telewizyjnym wokalistka zrealizuje marzenie ubrane w słowa przez Jacka Cygana? Jest to mało realne. Trzeba by tu sprowadzić samego Ricka Rubina*.

Michał Michalak

*Rick Rubin, uznawany za jednego z najwybitniejszych producentów w historii muzyki rozrywkowej, wsławił się m.in. zaskakującą reaktywacją karier Johnny'ego Casha i Neila Diamonda.

Reklama

Wasze komentarze (300)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje