Pawbeats: Dążyłem do tego, aby nastąpiła konfrontacja

Pawbeats stworzył "Orchestrę" z ponad 30 muzykami /materiały prasowe

"Nie wszyscy byli w stanie wziąć udział w projekcie. Niektórzy mówili, że bardzo chętnie zagrają koncert, ale nie chcą nagrywać niczego nowego. Innym nie pasował termin albo mieli problemy zdrowotne. 'Orchestra' była projektem mocno angażującym gości, bo zazwyczaj nagrywają oni zwrotkę i zapominają o reszcie, a tutaj ten udział znaczył trochę więcej" - opowiadał w wywiadzie dla Interii Pawbeats. Producent opowiedział nam m.in. o całej koncepcji nowej płyty, współpracy ze znanym dyrygentem Krzysztofem Herdzinem oraz zaproszeniu na album Justyny Steczkowskiej.

Reklama

Pawbeats, czyli Marcin Pawłowski, to producent, kompozytor aranżer i instrumentalista. W 2014 roku zadebiutował z materiałem "Utopia", na którym pojawili się m.in. VNM, Marcelina, Zeus, Paluch, Lilu, Kękę, Tede oraz Rahim. Ponadto Pawbeats był producentem debiutanckiej płyty Madoxa "La revolution Sexuelle" oraz twórcą muzyki do pierwszej edycji "Mam Talent". Pod koniec lutego 2016 roku ukazał się drugi producencki album Pawłowskiego "Orchestra", na który zaprosił m.in. Dwa Sławy, Natalię Nykiel, Tau, Kaliego, Justynę Steczkowską oraz Monika Borzym.

Daniel Kiełbasa, Interia: Na początek muszę zapytać o pomysł na "Orchestrę". Jak długo siedziała ci w głowie idea projektu?

Reklama

Pawbeats: - To jest akurat zaskakujące, bo w miarę krótko. "Orchestra" powstała w kilka miesięcy - zarówno koncept, jak i zaproszenie gości. Natomiast kompozycje były zbierane od bardzo dawna, bo wiedziałem, że ten projekt w końcu będzie musiał zaistnieć. Natomiast od momentu, kiedy powiedziałem "tak, róbmy to i ustalmy termin", to właściwie minęło około ośmiu miesięcy. W tym czasie powstały wszystkie nagrania. Kompozycje były gotowe. Wokaliści zostali zaproszeni później. Czyli całość powstała w kontrze do długo nagrywanej "Utopii".

Rozumiem, że płyta, która była tak dużym przedsięwzięciem powstawała etapami? Jak dokładnie kształtowała się praca nad nią?

- W pierwszej kolejności założyłem, że musi to być projekt zrealizowany tak, jak przyjąłem kiedyś, czyli będzie to płyta, całkowicie uzależnioną od koncertu, który odbędzie się w filharmonii z pełną orkiestrą. A później będzie wydamy płytę DVD. Jak już wiedziałem, że projekt dojdzie do skutku, to zacząłem zapraszać poszczególnych gości. Nie wszyscy byli w stanie wziąć udział w projekcie. Niektórzy mówili, że bardzo chętnie zagrają koncert, ale nie chcą nagrywać niczego nowego. Innym nie pasował termin albo mieli problemy zdrowotne. "Orchestra" była projektem mocno angażującym gości, bo zazwyczaj nagrywają oni zwrotkę i zapominają o reszcie, a tutaj ten udział znaczył trochę więcej.

Czy miałeś już jakąś listę gości przed rozpoczęciem całego projektu? Czy nazwiska pojawiały się w twojej głowie na bieżąco. Myślałeś sobie, "a tutaj zaproszę Dwa Sławy, a tutaj Natalię Nykiel"...

- Dwa Sławy byli jednymi z pierwszych gości zaproszonych na projekt, bo z nimi chciałem współpracować jeszcze na "Utopii", ale tam nie wstrzelili się w klimat. Dlatego teraz byli jednymi z pierwszych, do których napisałem. Jako jedna z pierwszych w ekipie znalazła się również Natalia Nykiel. Krótko później pojawiła się Justyna Steczkowska i KęKę. Szybko dogadałem się też z Mr. J. Medeirosem...

A jak się udało go ściągnąć na płytę?

- Napisałem do niego kawał czasu temu, że chciałbym zrobić wspólny numer. On odpisał mi, że nie ma nic przeciwko i że jak będę miał dobry numer to się dogra. Utrzymywaliśmy kontakt, aż w końcu się udało i nagraliśmy. Też bardzo chciałem, aby to był utwór z wokalistką z zupełnie innego świata. To była moja pierwsza, anglojęzyczna kooperacja rapowa i pierwsza współpraca Medeirosa z polskimi artystami i, o ile się nie mylę, również pierwsza kooperacja Natalii Nykiel z zagranicznym artystą.

Wspomniałeś o Justynie Steczkowskiej. Jak to się stało, że trafiła na projekt, który jest teoretycznie związany z rapem?

- Powiem szczerze... Ja mam dosyć ciężko jeżeli chodzi o określenie "targetu". Mam słuchaczy, którzy są zawsze ze mną i wiedzą, czego spodziewać się po moich kompozycjach i aranżacjach. Ale środowisko hiphopowe może powiedzieć, że do niego nie pasuję, bo wychodzę poza szablon, a ktoś spoza środowiska powie, że to za bardzo rapowy projekt. Niełatwo być tym z boku, iść swoją drogą. Z Justyną wyszło natomiast tak, że zadzwoniłem do niej i się zgodziła. Znała "Utopię" i nie miała żadnych oporów.

Masz w sobie trochę control freaka? Oglądając materiały z prób, miałem wrażenie, że cały czas chciałeś wszystko kontrolować i niczego nie zostawiałeś przypadkowi...

- To prawda. W przypadku "Utopii" byłem wręcz despotą. Przy "Orchestrze" nie weszło to na taki poziom. Właśnie, dążyłem do tego, aby nastąpiła konfrontacja z innymi wykonawcami. Chciałem, aby doszło do jakiejś fuzji, z której wynikną jakieś nowe rzeczy. Dla mnie ten album jest bardzo edukujący i edukacyjny.

- Przykładowo nagrałem numer z całym zespołem Mama Selita oraz ich producentem. Był on również współproducentem utworu. Podobnie było zresztą z Sarcastem, z którymi pracowaliśmy nad nową aranżacją utworu z ich płyty "Syn Słońca", aby klimatycznie bardziej pasowała do mnie.

A który to był utwór?

- Z ich "Czasu" zrobiliśmy numer "Niematerialnie". Aranżacyjnie jest on zupełnie inny, ale melodia i tekst się trzymają. To są takie rzeczy, których nigdy nie robiłem i nie tykałem się taki operacji, ale teraz pomyślałem, że to będzie ciekawe. Zawsze muzykę pisałem sam od zera. Teraz się nagiąłem, ale myślę, że wyszedłem na tym dobrze.

Czyli nie sugerowałeś niczego artystom i nie nakłaniałeś do jakichś zmian?

- To zależy też od utworu. Justyna Steczkowska dostała napisany tekst i zaaranżowaną melodię, potrzeba było go zaśpiewać. A przykładowo Natalia Nykiel samodzielnie wymyśliła melodię refrenu.

- Wielu z moich kolegów po fachu często powtarza, że cały czas w swoich płytach ciągle by coś poprawiali, a ja przykładowo na "Utopii" nie poprawiłbym niczego. Wydaje mi się, że to trudne ale możliwe, by dojść do wewnętrznego porozumienia z samym sobą.

Wróćmy do gości. Do współpracy zaprosiłeś jeszcze Tau, VNM-a i Kartky’ego. Jak to było z nimi. Mieli jakieś opory, czy zgodzili się od razu?

- VNM zgodził się bez problemu i myślę, że znaleźliśmy wspólny język przy poprzednim projekcie. Kartky był jednym z ostatnich gości zaproszonych na ten album i zgodził się od razu. Inaczej było z Tau. Z nim się musiałem się spotkać. Przegadaliśmy cała noc, słuchaliśmy muzyki. Potem on przyjechał do mnie, siedzieliśmy nad bitem, żeby był dla niego odpowiednio klimatyczny. Całkiem inna forma współpracy. Dużo sugerował i dzięki temu ten utwór ma taki kształt, jak teraz. Z Tau faktycznie musieliśmy się dotrzeć zanim nagraliśmy muzykę.

A jak było z Moniką Borzym i Moniką Kazyaką?

- Pomysł na utwór z Moniką Borzym został mi podsunięty przez Roberta Cichego. Wspomniał, że jest to bardzo ciekawa osoba, również prywatnie. Jeżeli chodzi o muzykę jazzową, jest absolutnie topem topów i wydaje mi się, że jest jedną z najlepiej śpiewających po angielsku wokalistek w naszym kraju. I ze względu na to, że utwór jest po angielsku, pasowała jak ulał. Usłyszała kompozycję i się zgodziła. Spotkaliśmy się w studiu.

- Co do Moniki Kazyaki... Wydawało mi się, że jej wokal idealnie pasuje do piosenki z Kalim. Obecnie jest to jeden z najlepiej przyjętych numerów z "Orchestry".\

Projekt stworzony został z ogromnym rozmachem, bo, o ile dobrze wszystko policzyłem, zaangażowałeś w cały projekt ponad 30 współpracowników. Nie bałeś się, że to będzie przedsięwzięcie, które cię może pokonać?

- Nie! Już myślę o kolejnym projekcie. To nie chodzi o to, że tych instrumentalistów jest wielu. Ich mogło być nawet i stu. Problem leżał w kwestiach organizacyjnych, w pogodzeniu wielu trudnych spraw po drodze, razem z przeciwnościami losu.

Zagraliście dwa koncerty w Bydgoszczy, które spotkały się z bardzo pozytywnym odzewem. Jest więc szansa, że projekt zagości jeszcze w innych miastach?

- Bardzo bym chciał, ale problem w tym, że taki projekt potrzebuje potężnej promocji. Większość mediów zaangażowanych w projekt to byli ludzie, których sam poznałem i przedstawiłem im mój pomysł. Nie mam już siły, aby robić to w kolejnych miastach. Moje miasto znam i wiem jaki jest rynek. Ale jakbym miał to robić przykładowo w Białymstoku lub Katowicach, to mam ciężej, bo nie znam mediów i nie znam ludzi. Potrzebowałbym kogoś, kto by to zorganizował.

A jak ci się współpracowało z Krzysztofem Herdzinem?

- Fantastycznie! Od razu widać było jego kunszt i doświadczenie, gdy spotkaliśmy się na próbie i zobaczyłem w jaki sposób potrafi poprowadzić orkiestrę. Praca dyrygenta często jest niedoceniana. Trzeba mieć cechy przywódcze, żeby utrzymać tych ludzi w taktach.

Powiedziałeś na początku rozmowy o płycie DVD. Masz jeszcze inny pomysł, jak wykorzystać ten materiał, może będą jakieś remiksy? Czy jednak bardziej skupiasz się na kolejnym projekcie?

- Nie jestem fanem remiksów. Wydaje mi się, że pracujemy odpowiednio długo nad danym projektem, żeby to było kompletne.

Mówiłeś, że następny projekt będzie większy. Co planujesz?

- Nie mogę jeszcze zdradzić, bo to jest tak, że jak się ma duże plany, to mogą one mocno uderzyć o ziemię. Na razie więc będą one tajemnicą.

To na koniec powiedz mi, czy masz poczucie spełnienia po projekcie "Orchestra"? Czy według ciebie się opłacił?

- Tak, na maksa. Wiele rzeczy mnie ta płyta nauczyła. "Utopia" nauczyła mnie przede wszystkim organizacji, natomiast dzięki "Orchestrze" dowiedziałem się wielu spraw stricte muzycznych. Czuje się bardzo świeżo i mógłbym właściwie w tej chwili zacząć pracować. Potrzebuje tylko odpoczynku i urlopu od obowiązków typowo formalnych. Teraz pora na Orchestra DVD, której preorder już wystartował.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje