"Naturalny proces ewolucji"

Zastanawiam się jak dziś postrzegana jest przez fanów metalu na całym świecie Lacuna Coil. Z jednej strony zespół wciąż zyskuje nowych fanów, z drugiej strony, uderza coraz bardziej w komercyjną nutkę i zastanawiam się kiedy skończy granica przyzwoitości, bo przecież zespół wciąż bazuje na fundamencie hard'n'heavy.

Natomiast nowa, choć całkiem niezła płyta "Shallow Life" może jednak ten fundament nieco naruszyć, bo chwilami muzyka zawarta na tym krążku ani z etykietką hard, ani tym bardziej heavy nie wiele wspólnego. Aż strach myśleć jak muzyka Lacuna Coil ewoluuje na kolejnym albumie. Gitarzysta zespołu Christino Migilore, z którym rozmawiał Piotr Brzychcy z magazynu "Hard Rocker", jest jednak przekonany, że Lacuna Coil to wciąż metal w czystej postaci.

Reklama

Witaj Christiano! Wróciliście właśnie z trasy po Australii, jak było?

Witaj! No cóż, było wspaniale i myślę, że podbiliśmy Australię, graliśmy wspólnie z takimi kapelami jak In Flames, Lamb of God oraz Nine Inch Nails, było wspaniale. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale zadowoleni. To były naprawdę rewelacyjne koncerty.

Tydzień temu dostałem waszą najnowszą płytę "Shallow Life". Jak zapowiadaliście, wasza muzyka uległa pewnej naturalnej metamorfozie i teraz słuchając "Shallow Life" przekonujemy się o tym na własne uszy. Jak według ciebie wygląda ta metamorfoza? Z czego się wzięła i czy oby rzeczywiście jest to proces naturalny?

Myślę, że muzyka powinna zawsze w jakiś sposób się rozwijać sama bez nachalnej ingerencji w ten proces. Na tym albumie staraliśmy się żeby wszystko było prostsze, łatwiejsze w odbiorze. Nie znaczy to, że gorsze, dla przykładu teksty, które Cristina i Andrea napisali są bardziej dosłowne, treści są mniej zawoalowane i w linii prostej trafiają do odbiorcy.

A nie jest tak, że idąc w stronę muzyki łagodniejszej, delikatniejszej (bo tak niewątpliwie to wygląda) chcielibyście dotrzeć do szerszego grona odbiorców? A co za tym idzie nie jest to proces naturalny, a spreparowany? Czy nie boicie się takich zarzutów od fanów ciężkiej muzy, która kiedyś była bezwzględnie waszą wizytówką?

Wiesz, nie robiliśmy jakiejś szczególnej rewolucji. Każdy zespół ewoluuje w jakimś kierunku. To naturalne, jeśli się nie rozwijasz to stoisz w miejscu, co nie jest zbyt twórcze. Nasze kompozycje są dojrzałe, przemyślane, ale na pewno nie komercyjne, wciąż jesteśmy zespołem metalowym.

Producentem krążka jest Don Gilmore, który współpracował wcześniej z Linkin Park, Pearl Jam oraz Duran Duran. Dlaczego zdecydowaliście się na tego producenta i jak wyglądała współpraca?

Pracowaliśmy ciężko przez 6-7 dni w tygodniu. Przyłożyliśmy się do tej produkcji, myślę, że możemy być z siebie dumni. Spotkaliśmy się w studio w Mediolanie. Don jest takim typem człowieka, z którym świetnie się pracuje, zarówno biorąc pod uwagę atmosferę pracy jak i pełen profesjonalizm, i zaangażowanie. Producent zrobił kawał dobrej roboty, wycisnął z nas wszystko co było możliwe, jesteśmy bardzo zadowoleni, udało nam się uzyskać dokładnie takie brzmienie jak tego chcieliśmy.

Dowiedz się więcej na temat: procesy | muzyka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje