Hańba!: Musimy otwierać ludziom klapki na niektóre zjawiska

Hańba! /Michał Szwerc /materiały prasowe

- Ktoś uznał, że skoro śpiewamy "bij bolszewika", to na pewno bardzo lubimy prawą stronę, co było dość śmieszne. Poziom wiedzy i orientacji na temat tego, co działo się w latach 20. i 30. w Polsce jest na tyle nikły, że ludzie nie są w stanie zrozumieć, czy są przeciwko nam, czy razem z nami - mówią nam członkowie zespołu Hańba! i opowiadają, z kim tak naprawdę mamy do czynienia.

Reklama

"Jesteśmy pięścią wymierzoną w twarz Sanacji. Jesteśmy Hańba! I nie będziemy cicho" - czytamy na oficjalnej stronie zespołu. Tam też znajdziemy informację, że oficjalną datą powstania grupy jest 1931 rok. Jak to możliwe? Otóż czwórka muzyków, która odpowiedzialna jest za założenie formacji - Andrzej Zamenhof, Ignacy Woland, Andrzej Sobolewski oraz Wiesław Król (ich nazwiska również są pseudonimami) przyjęła koncept czasowy dla swojej muzyki. Hańba! jest więc anarcho-punkowym zespołem z XX-lecia międzywojennego, faktycznie powstałą w 2011 roku.

Grupa swoją prostą, ale niesamowicie chwytliwą twórczością trafiła do sporej grupy fanów, co doprowadziło do zaproszeń na najważniejsze festiwale w Polsce oraz imprezy zagraniczne. W 1936 roku (2016) oficjalnie zadebiutowali z płytą "Hańba", a już 25 sierpnia ukaże się ich drugi album "Będą bić". Z Hańbą! spotkaliśmy się przy okazji tegorocznego Open'era.

Reklama

Daniel Kiełbasa, Interia: Open’er Festival to festiwal adresowany głównie do młodych ludzi. Mieliście świadomość, że na waszym koncercie pojawią się osoby, które nie mają pojęcia, co czeka ich na waszym koncercie?

Ignacy Woland: - Na pewno. Na każdym dużym festiwalu, na którym graliśmy, największy odsetek publiczności stanowili ludzie, którzy spotykali się z naszą muzyką po raz pierwszy i to jest fajne, bo właśnie po to gramy na takich wydarzeniach. Gdybyśmy występowali tylko dla środowiska, które nas zna, to obracalibyśmy się w zupełnie innych miejscach, a chcemy dotrzeć też do szerszej publiczności, aby pokazać, że można podejść inaczej do muzyki.

A czy to nie jest dla was ciekawe doświadczenie, Open’er rozpoczął się tydzień po wakacjach, na festiwalu pojawiło się mnóstwo młodych ludzi, a wy będziecie ich edukować z historii. To może wywołać niespodziewane reakcje.

Andrzej Zamenhof: - Wydaję mi się, że młodzież obecnie bardzo lubi historię patrząc po koszulkach. (śmiech)

IW: - Pokazujemy historię od troszeczkę innej strony. O nastroje młodzieży się nie boimy, wręcz chcielibyśmy ją skonfrontować z tym, co słyszą w szkole i mediach.

Czyli przyjechaliście tutaj jako edukatorzy?

IW: - Tak, niechcący jedną z pobożnych misji zespołu Hańba! jest bycie pewną platformą edukacyjną. Trochę nam schlebia ta rola.

To zacznijmy od początku. Jak powstał zespół Hańba?

Adam Sobolewski: - 3/4 składu grało na początku w zespole folkowym Południca!

IW: - Tworzyliśmy różną muzykę w różnych zespołach. Od metalu po folk przez gitarowe granie i elektronikę. W 2011 roku, pewnego uroczego wieczoru spotkaliśmy się i połączyliśmy siły z chęci odejścia od skomplikowanych form i skierowania się ku prostszemu graniu na instrumentach, które aktualnie posiadaliśmy. A że wszyscy mieliśmy kontakt z prostą muzyką - punkową i folkową - to postanowiliśmy to połączyć. Natomiast skąd pomysł na konwencję i teksty, to Adamie - twoja rola.

AS: - Grając wcześniej w folkowych zespołach zorientowaliśmy się, że kawałki najprostsze, najbardziej żywiołowe i najszybsze, najlepiej chwytają. Wpadliśmy więc na pomysł stworzenia projektu, który będzie grał właśnie w taki sposób. A że mamy takie małe zboczenie, a przynajmniej ja mam, nie mógłbym założyć grupy bez jakiegoś konceptu. Zaczęliśmy się zastanawiać, co by było, gdyby w XX-leciu międzywojennym powstała kapela anarcho-punkowa, kontestująca ówczesne życie polityczne. Taka kontra dla ówczesnej władzy.

IW: - Ważne jest to, że nie od początku wszystko było wyreżyserowane i zaplanowane, bo sami niejako poddaliśmy się historii. Ona się toczyła, rozwijała i wciągała nas coraz bardziej. To, od czego zaczęliśmy na początku, było dość skromne w założeniach i przeszło pewien etap do pełnej konwencji, gdzie nie tylko muzyka, ale i cała reszta podąża za nią.

Stworzenie konceptu okazało się dobrym ruchem, bo udało się wam przebić. W 2015 roku, czyli w waszym 1935, wystąpiliście na OFF-ie i mam wrażenie, że wtedy nastąpił dla was przełom. Odbieracie ten występ w takich kategoriach?

AZ: - Na OFF-ie zainteresował się nami nasz wydawca, Arkadiusz Marczyński i to na pewno pomogło.

AS: - Sprecyzowałbym, że dwie rzeczy towarzyszące festiwalowi wpłynęły na nasz dalszy rozwój. Czyli nagranie sesji na żywo dla radiostacji KEXP, a ponadto spotkanie naszego wydawcy.

IW: - Zbiegło się wiele rzeczy. Sam OFF był dla nas bardzo przyjemny. Ponadto pomysł, żeby jeden dzień na Scenie Eksperymentalnej poświęcić muzyce folkowej czy world music był ciekawą ideą. Wielu polskich wykonawców, do tej pory nieobecnych na festiwalach alternatywnych, miało szansę się pojawić, a my przecież gramy muzykę stricte folkową.

Jesteście coraz bardziej rozpoznawalni. Czy w związku z graną przez was muzyką, mieliście jakieś nieprzyjemności, chociażby ze strony organizacji nacjonalistycznych?

AZ: - Wręcz przeciwnie, przybijali nam piątki i mówili "super, że śpiewacie o ONR-ze" (śmiech)

AS: - Jedyna przykra sytuacja nas spotkała w Warszawie, o dziwo, ze strony punkowej.

IW: - Ciężko mówić o niechęci, tak jak ciężko mówić o popularności. Mimo wszystko wciąż jesteśmy na tyle niszowi, że osobom, którym ta muzyka mogłaby się nie podobać, jeszcze do nas nie dotarły albo my o tym nie wiemy, że dotarły, bo nikt nam nie dał znać. Co smutniejsze, częściej spotykamy się ze sporą dozą ignorancji i niewiedzy. Dlatego musimy otwierać ludziom klapki na niektóre zjawiska, ale jak powiedzieliśmy wcześniej, po to jesteśmy.

A otrzymaliście jakieś propozycje polityczne?

IW: - Pośrednio, ale były na tyle niezobowiązujące i na tyle skromne, że gasiliśmy je w zarodku.

A chodziło lewicę czy prawicę?

IW: - Nie no, była to oczywiście lewica.

Z tego co mówicie to jacyś niezorientowani politycy z prawej strony też mogliby się do was zwrócić.

IW: - Jedną ze śmieszniejszych rzeczy związaną z działalnością zespołu Hańba! jest fakt, że trafiliśmy na facebookowy profil Rock Against Communism (ruch w muzyce rockowej często utożsamiany z poglądami faszystowskimi - przyp. red.) i postanowiono nas w jednym szeregu z proto-faszystami. Ktoś uznał, że skoro śpiewamy "bij bolszewika", to na pewno bardzo lubimy prawą stronę, co było dość śmieszne. Poziom wiedzy i orientacji na temat tego, co działo się w latach 20. i 30. w Polsce jest na tyle nikły, że ludzie nie są w stanie zrozumieć, że czy są przeciwko nam, czy razem z nami.

OFF otworzył wam też drogę na zagraniczne festiwale. Występowaliście m.in. w Stanach, ale czytałem, że nie do końca się wam tam podobało. Byliście też polską reprezentacją na Primaverze.

IW: - To nie tak. Nam się w Stanach bardzo podobało i zagraliśmy tam mnóstwo świetnych koncertów, w tym na fantastycznym Nelsonville Music Festival w Ohio. Spotkaliśmy też na swojej drodze wspaniałych ludzi, dzięki którym między innymi chcemy za Ocean wrócić.

- Co do Primavery, występ i sama obecność na takiej imprezie jest bardzo nobilitująca i bardzo dobrze nam się tam grało, a publiczność podczas obu koncertów była świetna. Rozmawiając o zagranicznych wyjazdach nie można też zapominać o czeskich i słowackich imprezach, które bardzo polubiliśmy.

A jak odebrano was na Primaverze. Śpiewacie w końcu o XX-leciu międzywojennym, czasie dla Hiszpanii bardzo tragicznym. Czy ktoś próbował po koncercie z wami rozmawiać na temat historii?

AS: - Niekoniecznie. Istnieje jednak ta bariera językowa...

AZ: - ...Nie rozumieją nas, bo za szybko śpiewamy (śmiech)

Ale z tego co się orientuję, w waszym repertuarze nie ma niczego o Hiszpanii.

IW: - Wiesz co, mamy utwór na nowej płycie, ale nie bezpośrednio związany. Duża część nowych piosenek jest dosyć uniwersalna i część z nich będzie inspirowana tamtejszą wojną domową. Natomiast z Hiszpanami jest tak, że proste komunikaty, które gdzieś tam po angielsku staraliśmy się przemycić między utworami, zgadzały się  z ogólnymi odczuciami. Czyli mówiąc, że Hańba! jest zespołem antykomunistycznym, antyfaszystowskim i antytotalitarnym, było to generalnie akceptowane.

Skoro wspomnieliście o nowej płycie, to co na niej się znajdzie?

AZ: - Nowa płyta będzie bardziej spójna niż poprzednia, a na pewno szybsza i bardziej ekstremalna. I mówimy tu nie tylko muzyce, ale także o tekstach. Jeżeli chodzi o muzykę to przeprowadziliśmy mały eksperyment. Chcieliśmy uzyskać stare brzmienie dzięki wykorzystaniu starych mikrofonów i innych starych sprzętów z lat 40. Jak to się mówi - płyta będzie utrzymana w stylistyce lo-fi.

IW: - Z jednej strony materiał był nagrywany w studiu, które pozwoliło nam na skorzystanie z bardzo starego, niejednokrotnie drogiego sprzętu. Z drugiej strony być może osiągnęliśmy efekt, który zbliża nas do klasycznych nagrań z tamtego okresu. Ale to wciąż jest Hańba!, to wciąż nasza muzyka, dosyć agresywna jeżeli chodzi i o tempo i o wykorzystane środki. Natomiast, co do tekstów, jednym z głównych tematów jest poczucie zbliżającej się wojny, które tkwi w ludziach końca lat 30.

A teksty na tej płycie są bardziej ekstremalne również z racji, że obecne czasy są bardziej ekstremalne?

IW: - Duża część tekstów jest dokładnie stworzona w tamtym czasie. Tak jak przy okazji pierwszej płyty i innych okoliczności, przy których jesteśmy pytani o związki ze współczesnością, odpowiadamy, że nie ma to połączenia. My śpiewamy o latach 30 XX wieku. Natomiast wszystkie podobieństwa są niezamierzone, a jeżeli istnieją, to zostawiamy je do interpretacji słuchaczom.

Nie myśleliście na razie o płycie wojennej?

IW: - Tutaj mocno trzymamy się konwencji. Twórczo patrzymy przede wszystkim na teraźniejszość, czyi dla naszego zespołu to lipiec 1937 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Hańba

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje