Proces Jacksona: Dzień pierwszy

Michael Jackson pojawił się w poniedziałek, 31 stycznia, w sądzie w Santa Maria w środkowej Kalifornii, gdzie rozpoczął się jego proces w sprawie o molestowanie seksualne nieletniego chłopca. Od wyniku procesu zależy nie tylko przyszła kariera piosenkarza, ale całe jego życie.

Jackson pojawił się cały w bieli, w towarzystwie prawnika i ochroniarzy szybkim krokiem wszedł do budynku. Z uśmiechem pomachał zgromadzonym przed sądem fanom i ułożył palce w znak zwycięstwa.

Reklama

Rozprawa zaczęła się od selekcji ławy przysięgłych spośród kilkuset kandydatów, co może potrwać wiele dni. Sam proces, jak się przewiduje, przeciągnie się do lata.

Zainteresowanie procesem jest ogromne: do Kalifornii zjechało ponad tysiąc dziennikarzy z Australii, Francji, Japonii, Meksyku, Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, którzy uzyskali akredytacje.

W niedzielę, 30 stycznia, reporterzy czekali po pięć godzin w kolejce, żeby załatwić przepustki na teren sądu. Wielu zwolenników Jacksona całą noc mimo zimna czekało pod budynkiem sądu, aby powitać piosenkarza okrzykami i transparentami.

Jacksonowi zarzuca się, że w marcu 2003 roku upił i obmacywał 13-letniego chłopca, który spędzał noc w jego luksusowej rezydencji Neverland w Kalifornii. Gwiazdor popu miał od dawna zwyczaj zapraszać tam dzieci - swoich fanów - i oferować im nocleg.

Oskarżający Jacksona prokurator okręgowy Tom Sneddon przedstawił mu kilka zarzutów, za które grozi łącznie 12 lat więzienia. Przewiduje się, że gdyby uznano go za winnego co najmniej jednego z nich, kariera piosenkarza będzie praktycznie skończona.

W niedzielę 46-letni Jackson opublikował krótki film wideo, na którym oświadczył, że jest niewinny i dowiedzie tego w sądzie. Zaapelował też do ławy przysięgłych o sprawiedliwy werdykt. "W ostatnich tygodniach ogłoszono o mnie w mediach wiele złośliwych informacji. Są on obrzydliwe i fałszywe" - oświadczył gwiazdor.

Wyjaśnił, że zaprosił swoją domniemaną ofiarę do Neverland, ponieważ rodzina chłopca powiedziała mu, że jest on chory na raka i potrzebuje jego pomocy. Jak powiedział, zapraszał przedtem do swej rezydencji setki dzieci, które były chore lub zestresowane.

"Zasługuję na sprawiedliwy proces, jak każdy obywatel USA. Kiedy prawda wyjdzie na jaw, będę uniewinniony" - oświadczył Jackson.

W 1993 roku Jackson był już oskarżony przez innego chłopca o molestowanie seksualne. Sprawa zakończyła się polubownie - na podstawie ugody, dzięki której nie doszło do procesu, piosenkarz wypłacił swej domniemanej ofierze 15 milionów dolarów odszkodowania.

Broniący piosenkarza słynny adwokat Mark Garegos twierdzi, że rodzina chłopca pragnie po prostu wyciągnąć od jego klienta pieniądze.

Jako dowody rzeczowe zgromadzono m.in. erotyczne książki i czasopisma znalezione podczas rewizji w domu Jacksona i notatki pisane przez niego do jego oskarżyciela.

Tysiące fanów gwiazdora demonstruje przed gmachem sądu, głosząc jego niewinność.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje