Recenzja NOON "Algorytm": Analogowy film

Dziesięć lat czekania zaowocowało melancholią i klimatem na... spotykaną u NOON-a wcześniej skalę. Takie rzeczy tylko u niego.

Okładka "Algorytmu" NOON-a

Być może warto z okazji wydania "Algorytmu" zacząć bardzo nietypowym pytaniem? Posłużę się małą parafrazą wersów Kaza Bałagane - "pokaż, kto ma lepszą dyskografię wśród polskich producentów?". Faworytów jest kilku, na szczęście takich, których nie da się wrzucić do jednego stylistycznego worka. Odpowiadając (ksywki pozostawiam do własnego wyboru, u mnie pojawia się losowa trójka, naprawdę!) - ktoś powie Metro, inny wspomni o Ostrym, pozostali będą coś gadać o Ośce.

Reklama

Przy całym szacunku do wyżej wymienionych - najbardziej racjonalnym i logicznym wyborem będzie NOON. Jeden z nielicznych, którzy nigdy nie zawiedli, a także prawdopodobnie jedyny, na którym wzorowało się kilku innych rodzimych beatmakerów i producentów (Ajron, co u ciebie słychać?). Warszawski producent swoim najnowszym dziełem, tworzonym od kilku lat "Algorytmem", dystansuje wszystkich. Fajnie ponownie napisać, że konkurencja jest poza zasięgiem. Co najważniejsze - nie tylko polska, bo próżno szukać drugiego takiego na tym świecie.

Mimo, że od czasów "Pewnych sekwencji" po drodze pojawiły się projekty pod jego prawdziwym nazwiskiem (warto tu zaznaczyć, że "Dziwne dźwięki i niepojęte czyny" po czasie zyskały niesamowicie), a także fantastyczny projekt HV/NOON, to jednak brakowało tej specyficznej i unikatowej melancholii pod znanym solowym aliasem. Kilka numerów nowej EP-ki daje nie tylko dużo frajdy, ale również skutecznie grają na emocjach, kumulując wszystko, co w jego nagraniach było i nadal jest najlepsze.

Te cztery wielowarstwowe kompozycje imponują. To już nie tylko proste 8-bitowe podkłady ze świetnie dobranymi samplami i delikatnymi bębnami. To także sporo dogranych instrumentów od kilku znakomitych artystów, którzy nakazują patrzeć w inny sposób na kompozycje Bugajaka. Wyjątkowość "Algorytmu" opiera się także na pianinie Stefana Wesołowskiego, wiolonczeli Karoliny Rec i perkusji Bartosza Mikołaja Nazaruka.

"Rian" tylko zyskuje spokojną grą na gitarze Karola Czajkowskiego, który idealnie wprowadza w klimat pozostałej beatu, nie mówiąc już o doskonałym zakończeniu. Nawet stylistycznie najbliższe dokonaniom z "Pewnych sekwencji", "Grounded", dzięki basowi Piotra Połoza z zespołu Psychocukier, brzmi niczym zagubiony element klasycznej i powszechnie znanej układanki. Bez obaw, ale NOON nie zapomniał o tych, którzy z rozrzewnieniem wspominają czasy "Gier studyjnych" czy "Muzyki poważnej" nagranej z Pezetem. W prawie pięciu minutach "Phantom Power" fani odnajdą wszystko to, za co pokochali producenta, podobnie jak w przypadku "Drogi", która wydaje się idealnym zwieńczeniem nowego dzieła, w którym swoje kilka groszy dokłada wokalista Adam Strug.

Półgodzinny "Algorytm" jawi się jako analogowa, momentami wręcz filmowa podróż, która w doskonale znany sposób potrafi grać na emocjach. Ukryta narracja, klimat, śpiew Adama Struga, no i najważniejsze - On. Nie ma drugiej postaci, która za pomocą samplera i kilku instrumentów potrafi tak opowiadać różne historie.

Noon "Algorytm", Nowe Nagrania

9/10

Dowiedz się więcej na temat: Noon | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje