Recenzja Lisa Hannigan "At Swim": To nie bajka

Zdaje się, że Lisa Hannigan musiała przebyć długą drogę, by dotrzeć do miejsca, którego szukała. Odkrywanie sposobu na pisanie piosenek, przeprowadzka z rodzinnego Dublina do Londynu, wsparcie na producenckim ramieniu Aarona Dessnera z zespołu The National. Efektem jest jej trzeci, najbardziej spójny w dotychczasowej dyskografii, najbardziej charakterystyczny, emocjonalny i wymowny album "At Swim".

Przemianie towarzyszy wyraźniejszy wokal, odważniejsze, bardziej rozbudowane kompozycje, wzbogacone o mocne klawiszowe partie

W jednym z utworów, "Anahorish", Hannigan wykorzystuje słowa wiersza, który napisał irlandzki poeta Seamus Heaney. Utwór a capella, przypominający madrygał, pokazuje prostotę muzyki Hanningan, jej przywiązanie do tradycji i najprostszych sposobów przekazywania namiętności i bólu przez dźwięki.

Reklama

Ma to odbicie na całej płycie "At Swim". Elegancja, z jaką płynie melodia w utworze "Ora" przywodzi na myśl delikatne ruchy dłoni przecinającej taflę jeziora. Brzmi jak opis kołysanki, jednak pod warstwą pięknych melodii kryje się coś jeszcze. Słowami "I was adrift" zaczyna ten utwór, przyznając, że zaszła ważna zmiana. Przemianie towarzyszy wyraźniejszy wokal, odważniejsze, bardziej rozbudowane kompozycje, wzbogacone o mocne klawiszowe partie. No i wybijające się na pierwszy plan tęskne melodie, które wcale nie zwiastują niczego złego, raczej są znakiem nadziei.

Chwilami mroczna i ciemna płyta, nabiera jasności w takich momentach, jak "Fall" czy przejmującym "Tender", z urokliwą partią smyczkową. Do ciężkich akordów wracamy przy "We, The Drowned".

Obrazowość muzyki Hanningan pasowałaby do tak samo mrocznych, co magicznych, pięknie nakreślonych i wypełnionych kolorem opowieści Tima Burtona. Jednak historie stanowiące inspiracje do stworzenia "At Swim" to nie bajka.

Lisa Hannigan "At Swim", PIAS

8/10

Dowiedz się więcej na temat: Lisa Hannigan | recenzje

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje