Recenzja Kimbra "Primal Heart": Koleżanka tego gościa, którego kiedyś znaliśmy

Na dobrą sprawę światu przedstawił ją pewien dżentelmen, zapraszając do udziału w swoim singlu. Było to w 2012 roku, singiel stał się olbrzymim hitem i pewnie pobił wtedy rekordy udostępnień na serwisach społecznościowych.

Kimbra na okładce płyty "Primal Heart"

Był wszędzie - w radiu, na playlistach, na każdej imprezie, domówce; zaglądałeś do lodówki, a tam "Somebody That I Used To Know". Traumatyczne przeżycia pamiętam do dziś i nawet na dźwięk imienia wokalistki do głowy przychodzi ta nieznośna melodia... Mimo, iż czas pokazał, że to on, Gotye, stał się po prostu kimś, kogo kiedyś znaliśmy. A ona, Kimbra, ruszyła mocno do przodu i zadbała o swoją solową twórczość.

Reklama

Kimbra Lee Johnson pochodzi z Nowej Zelandii, urodziła się w 1990 roku. Jej pierwsza płyta długogrająca ukazała się w 2011 roku. Od tamtego czasu nie wykonała może żadnej wolty stylistycznej, jednak od art-popowych kompozycji przeniosła się nieco w rejony R&B. Jej najnowsza płyta - "Primal Heart" - to kolekcja świetnych, luźnych kawałków, z wyczuwalną fascynacją między innymi tym właśnie gatunkiem.

Szkoda, że cała płyta nie brzmi tak, jak "The Good War". Piosenka każe czekać chwilę, aż rozkręci się na dobre. Zanim to zrobi, skrada się małymi, bitowymi krokami. Jak już się rozbuja, urzeka przestrzenią i syntezatorami. Kimbra robi zwrot w kierunku R&B, szkoda, że taki mały i niepewny. Tego braku pewności zupełnie nie rozumiem - jej głos w towarzystwie mocnych bitów, agresywniejszych akordów brzmi doskonale. Szkoda, że dziewczyna tak mało ryzykuje.

Za to wie komu powierzyć produkcję, by nadać kawałkom wysokiej jakości szlifu. To zasługa między innymi Jona Congletona. Z kolei interesujący "Top of the World", z połamanym bitem to kawałek, do którego rękę przyłożył Skrillex.

Przyciągający "Everybody Knows" urzeka tropikalnym klimatem. Więcej tu takich bujających numerów, chociażby dający oddech "Black Sky". Może to i lepiej, że wydanie "Primal Heart" przesunięto, zdaje się, że z przyczyn wydawniczych, ze stycznia na końcówkę kwietnia, u nas wyjątkowo ciepłego i słonecznego.

Z takim talentem, repertuarem, świetnymi popowymi kawałkami, Kimbra powinna rządzić na światowych scenach i na letnich festiwalach. Chciałoby się usłyszeć "Post Love" czy taneczny "Lightyears" na żywo podczas którejś z gorących imprez w plenerze. To po prostu dobrze zrobione numery, zbudowane bardzo klasycznie, ale z dodatkiem tego czegoś, co przyciąga. Jest tu blichtr i błysk, jednocześnie nie ma zbędnego przepychu, a Kimbra jest skromna. Oby ta skromność nie obróciła się przeciwko niej.

Kimbra "Primal Heart", Warner Music

7/10

Dowiedz się więcej na temat: Kimbra

Reklama

Reklama

Reklama