Recenzja Alicja Janosz "Retronowa": Pozytywne tornado

Takiego tornada pozytywnej energii, mknącej na dźwiękach najlepszego gatunkowo soulu, bluesa i retro jazzu nie było w polskim mainstreamie już dawno. Ala Janosz swoją "Retronową" wraca do złotych czasów tych gatunków, sięgając przy tym odważnie do polskich tradycji bigbitowych. Zahacza wdzięcznie o funk, sięga po bardziej spokojne rejony piosenkowe. W efekcie, ciężko się od "Retronowej" opędzić.

Alicja Janosz wydała solowy album po prawie 5-letniej przerwie

Alicję Janosz pamiętamy bardzo dobrze, ale od czasów niesławnej "jajecznicy" minęło - bagatela - prawie piętnaście lat! Przez kilka lat Janosz usiłowała utrzymać się w sferze popu, nadszedł jednak taki moment, że zwróciła się zdecydowanie w stronę bluesa i właściwie od 2007 roku z tym gatunkiem powinniśmy ją kojarzyć. I dlatego ja "Retronową" traktuję jako drugą, po w pełni autorskim i bardziej jazzowo-bluesowym "Vintage" (2011), płytę wokalistki. Przyznać trzeba, że Janosz nie rozpieszcza nas swoją muzyczną obecnością, w tym wypadku jednak warto było czekać.

Reklama

"Retronowa" jest spójna, pięknie zaaranżowana, muzycznie rozbudowana i - co najważniejsze - słychać tu wokalny rozwój Janosz. Skoro artystka sama przyznaje, że motorem do nagrania płyty było odpuszczenie stresów i oddanie się szczęściu, nie będę uciekać od podkreślenia tych właśnie wartości na płycie. Bo "Retronowa" jest tak pozytywna, że ciężko usiedzieć.

"Retronowa" jest też zaskakująca. To płyta kompletnie oderwana od otaczającej nas muzycznej rzeczywistości, wypełnionej cichymi balladami, elektroniką i eterycznymi głosami. Drobniutka Ala Janosz wciela się tu w rolę bluesowej diwy. Porywa do tańca "Plotką" z improwizowanymi wstawkami, uwodzi w singlowym "Gdy przychodzi noc", nie bojąc się karkołomnie wysokich dźwięków, pokazuje pazurki w przebojowym "Sisterhood", swoją trudną do okiełznania barwą głosu zawadiacko bawi się w "One more reason". Wszystko to na bazie bardzo klasycznych akompaniamentów zespołu soulowo-bluesowego, z saksofonem, puzonem i nieodzownymi do nadania "gospelowego" klimatu organami Hammonda. Zespół puszcza też oko do słuchaczy partiami harmonijki ustnej (czyż może istnieć blues bez harmonijki?) i zagranymi od niechcenia solówkami gitarowymi. Album zamyka delikatne, lekkie jak wata cukrowa "Oddycham", które zwłaszcza partią chórków nawiązuje do stylistyki amerykańskich girlsbandów z lat 50., a końcowej partii gitary nie powstydziłby się sam Carlos Santana.

"Retronowa" to hołd dla dojrzałości Alicji Janosz, dowód na idealne połączenie - żywiołowości artystki z niewątpliwym kompozytorskim talentem Bartosza Niebieleckiego. Ala i Bartek są chyba duetem doskonałym - prywatne "zgranie" słychać na płycie, z której laury zbierać powinni po równo (Niebielecki jest nie tylko autorem muzyki, ale też producentem, współautorem aranżacji sekcji dętej, perkusistą i gitarzystą w zespole). Tytuł albumu - "Retronowa" - doskonale oddaje jego muzyczną zawartość. To retro muzyka w nowoczesnym brzmieniu, dawne tak dziś niepopularne pozytywne emocje, w muzyce młodych artystów. Mam nadzieję, że Ala Janosz z nową płytą wypłynie na szerokie wody - w pełni na to zasługuje.

Alicja Janosz "Retronowa", MO Music/Rockers Publishing

8/10

Sprawdź tekst "Gdy przychodzi noc" w serwisie Teksciory.pl!



Dowiedz się więcej na temat: Alicja Janosz | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje