Audioriver 2016

Audioriver 2016 - podsumowanie

To już jedenasty raz, gdy przepływająca przez Płock Wisła zostaje naładowana potężnym ładunkiem muzyki elektronicznej. Trzy dni, 100 koncertów i prawie trzydzieści tysięcy uczestników. Podsumowujemy festiwal Audioriver 2016!

Publiczność pierwszego dnia festiwalu

Wszystkie bilety wyprzedane, hotele bukowane nawet z rocznym wyprzedzeniem, kolejki w sklepach, restauracjach i barach. Ulice w centrum wypełnione kolorowym tłumem i muzyka rozbrzmiewająca z każdego niemal zakątka miasta. Spokojny zazwyczaj Płock na trzy dni w roku zmienia się nie do poznania. Festiwal Audioriver, którego pierwsza edycja odbyła się tu w 2006 roku, wyrobił sobie ogromną markę i każdego roku przyciąga do miasta większe rzesze fanów muzyki.

Reklama

Czy można mówić o fenomenie imprezy? Raczej już od dawna. Z każdym rokiem na Audio jest bowiem bardziej tłoczno. Również w tym roku organizatorzy na kilka dni przed rozpoczęciem imprezy obwieścili, że sprzedali wszystkie bilety. Spóźnialscy musieli zatem w pośpiechu nabywać wejściówki od koników, bądź zdobywać je w drugim obiegu.

Już trzeci rok z rzędu Audioriver odbywał się w formule 2+1, czyli organizowane są dwa pełne festiwalowe dni na plaży (dwie sceny, trzy namioty i granie od kolacji do śniadania) i jeden dodatkowy dzień w parku - dla mniejszej ilości publiki z ograniczoną pulą biletów i z dwiema scenami. Do tego dochodzą również tradycyjnie różne imprezy towarzyszące, jak kino festiwalowe, targi muzyczne, czy strefa mody.

Wszystkich wydarzeń nie sposób zliczyć i właściwie to absolutnie niemożliwym jest, aby od piątku do niedzieli na Audioriver być wszędzie i zobaczyć wszystko. To zresztą zamierzona "złośliwość" organizatorów, którzy dobrze wiedzą, jak wywołać u uczestników pofestiwalowy niedosyt. Specyficzny głód, sprawiający że z dniem zakończenia zabawy w Płocku odlicza się miesiące, dni i godziny do następnej edycji.

Żeby nie zagłaskać organizatorów, dodajmy że zdarzają im się wpadki i niedociągnięcia - także nie z ich winy. W tym roku sporym rozczarowaniem było odwołanie w ostatniej chwili występu Gesaffelsteina. Francuski DJ i producent odwołał swoje przybycie do Płocka bez podania przyczyny i trzeba było naprędce organizować zastępstwo. W rolę strażaka wcielił się Cleric i mimo, że pojawił się na Circus Stage jako "surprise act" swoim setem pozyskał sobie w Polsce wielu nowych fanów.

Inne grzechy? Wsłuchując się w głos ludu można było zauważyć, że uczestnicy najczęściej narzekali na zbyt duże tłumy na głównym betonowym deptaku, ścisk w namiotach podczas najbardziej obleganych koncertów, czy też na "rozwodnione" piwo (a także mały wybór gatunków). Udało się za to znacznie ulepszyć przepustowość bramek i przyspieszyć wchodzenie na teren festiwalu. Wyjątkowo łaskawa tym razem okazała się pogoda, której zdarzało się już nieraz napsuć krwi organizatorom i uczestnikom. Drobny deszcz zaczął padać dopiero w niedzielę późnym popołudniem, gdy Sun/Day, trzeci dzień festiwalu powoli dobiegał końca.

Co warto podkreślić, tegoroczna edycja w swoim założeniu nie miała wyodrębnionych "headlinerów", wielkich gwiazd, których nazwiska wytłuszczoną czcionką krzyczały z plakatów. Jak zaznaczał rzecznik festiwalu, Łukasz Napora, muzyczne akcenty rozłożono w miarę po równo na wszystkie sceny. Czy to się udało? Poniekąd tak, chociaż wiadomo, że czas w najlepszej porze oglądalności scenicznej otrzymali raczej bardziej, niż mniej popularni artyści.

Gdyby chcieć zrecenzować każdy występ z osobna, musielibyśmy ubiegać się o kilkanaście akredytacji prasowych na Audioriver. Tak się jednak nie stanie i póki co w Płocku pracujemy nieco skromniejszą ekipą. Do szczegółowej relacji z Audioriver, autorstwa Daniela Kiełbasy zapraszam tutaj - DZIEŃ I, DZIEŃ II - natomiast w swoim własnym imieniu przyznam kilka subiektywnych wyróżnień.

Piątek spędziłem głównie po lewej stronie plaży. Na Hybrydzie najwięcej energii ze sceny dostarczyli Dub Phizix & Strategy oraz ekipa Jaguar Skills. Komplementowani przez wielu Xxanaxx, Jamie Woon, czy Elle Eyre występujący tego dnia na scenie głównej nie urzekli mnie specjalnie. Dopiero występ Leftfield sprawił, że wstąpiły we mnie siły, aby na koniec przenieść się do Circus Tent i sprawdzić, w jakiej formie jest Sven Vath. Nie było powodów do zmartwień - to wciąż ekstraklasowy level.

Drugiego dnia swoje muzyczne podróże po plaży były już mniej konkretne. Jak wielu festiwalowiczów, wielokrotnie wydeptywałem betonowy trakt pomiędzy poszczególnymi scenami, szukając miejsca, w którym zakotwiczę na dłużej. Stało się to dopiero po północy, podczas występu Holendrów z Black Sun Empire, legend sceny d'n'b, obecnych w branży od 1993 roku. Występ kolejnego dużego nazwiska, 46-letniego Richiego Hawtina opuściłem na chwilę, by posłuchać głosu młodego pokolenia. Na Electronic Beats Stage wystąpił bowiem paryżanin - Antigone. Przedstawiciel francuskiej sceny elektro został niezwykle ciepło przyjęty przez publikę, całkiem zresztą słusznie. Gdy nad plażą zaczęło robić się jasno, na głównej scenie "okultyzm w najczystszej postaci" zaprezentował opolski DJ Szymon Weiss. Jego występ udowodnił, że polska scena techno nie stoi w miejscu i również ma coś do zaoferowania publiczności na dużych festiwalach. To było godne zamknięcie audioriverowej Main Stage.

Trzeci dzień imprezy - Sun/Day - jak zwykle prezentował nieco bardziej leniwe, ciut nostalgiczne oblicze festiwalu. Choć impreza formalnie jeszcze trwała, już można było wyczuć tęsknotę za odchodzącą do historii jej jedenastą edycją. Podobnie jak przed rokiem, kropkę nad "i" postawił niezawodny Damian Lazarus (na drugiej scenie byli to DJ Marky ft. MC LowQui). Niewytańczonym przybyszom dali oni okazję na ostatnie chwile szaleństwa, z fasonem puentując płockie elektroniczne granie A.D. 2016. Rozpoczynajcie odliczanie i do zobaczenia za rok!

Płock, Rafał Walerowski

Dowiedz się więcej na temat: Audioriver
Najlepsze tematy