The Doors: Ostatni raz z Jimem Morrisonem

12 grudnia 1970 roku przeszedł do historii jako ostatni koncert Jima Morrisona z grupą The Doors. W wielu późniejszych relacjach utarła się opinia, iż występ zespołu z powodu jej lidera był absolutną tragedią.

Koncert The Doors w Nowym Orleanie zakończył się dla zespołu katastrofą

Działający od początku 1970 roku klub The Warehouse w Nowym Orleanie 12 grudnia gościł Jima Morrisona wraz z grupą The Doors. Przed występem było wiadomo, że lider formacji od jakiegoś czasu przeżywa kryzys. 27 letni gwiazdor (8 grudnia 1970 świętował urodziny), który przez wielu uznawany był za symbol seksu, nie wyglądał już zbyt dobrze.

Reklama

Morrison miał nadwagę, a  jego twarz przykryła niezadbana broda. Mimo bycia w sile wieku wyglądał na podstarzałego, zniszczonego życiem faceta. Jak się okazało, w najbliższych godzinach jego zachowanie również wskazywało na niezbyt dobrą kondycję psychiczną i fizyczną.

Problemy zresztą za Morrisonem ciągnęły się już jakiś czas. W grudniu 1967 roku został aresztowany w trakcie koncertu w New Heaven. Powodem zatrzymania było podburzanie tłumu. Wokalista zaczął krzyczeć ze sceny, że on oraz dziennikarka Patricia Kennealy zostali  zaatakowany gazem pieprzowym przez policjanta przed koncertem. W marcu 1969 roku na koncercie w Miami Morrison miał natomiast zachowywać się sprośnie i lubieżnie oraz udawał seks oralny i masturbację. W kwietniu natomiast został aresztowany przez FBI za próbkę ucieczki sądowi w Miami.

Ostatecznie został on oczyszczony z zarzutu lubieżnego zachowania, jednak został skazany za publiczne obnażanie się, za co otrzymał karę pół roku ciężkich robót i mandat w wysokości 500 dolarów. Po wpłaceniu kaucji w wysokości 50 tysięcy dolarów Morrison wyszedł na wolność.

Po ekscesach Morrisona wiele koncertów Doorsów w tamtym czasie zostało odwołanych. Grupa rozpoczęła więc nagrania nowego albumu "L.A. Women" (ostatecznie ukazał się w kwietniu 1971 roku), a jego promocja rozpoczęła się na dwóch koncertach. 11 grudnia The Doors wystąpili w Dallas, natomiast 12 grudnia w Nowym Orleanie. Jak się okazało był to ostatni koncert w życiu Morrisona.

Nie przeszedł on jednak do historii jako niezwykły występ. Był to bardziej pokaz tego, jak alkohol i narkotyki mogą zniszczyć człowieka. W trakcie występu Morrison kilkukrotnie miał zapomnieć słów poszczególnych utworów, a gdy to się działo, próbował ratować sytuację słabymi żartami, których nie kończył puentami. Ponadto według relacji osób będących na koncercie Morrison nie potrafił ustać (cały czas opierał się na stojaku z mikrofonem). W trakcie solówek siadał na platformie, gdzie stała perkusja. Gdy John Densmore w końcu usunął go z miejsca swojej pracy, wokalista postanowił zakończyć swoje show roztrzaskaniem mikrofonu o podłogę. Następnie zakończył koncert i nie zamierzał już na niego powrócić.

Po tym wydarzeniu plany koncertowe na przyszłość zostały anulowane, a pozostali członkowie zespołu podjęli decyzję, że to koniec występów na żywo z Morrisonem.

W kwietniu 1971 roku ukazała się płyta "L.A. Woman", którą w 2003 roku magazyn Rolling Stone sklasyfikował na 362. miejscu albumów wszech czasów.

Morrison nie miał już okazji zmazać plamy po koncercie w Nowym Orleanie. 3 lipca 1971 roku zmarł on w Paryżu po przedawkowaniu heroiny (myląc ją z kokainą). Jego ciało znaleziono w wannie, a informację o zgonie podano dopiero osiem dni po jego śmierci.

Posłuchaj utworu "Riders On The Storm" z koncertu w Nowym Orleanie:

Dowiedz się więcej na temat: The Doors | Jim Morrison

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje